To przez ciebie nie mam rodziny! — wrzasnęła siostrzenica, trzaskając drzwiami.
— Ciociu Lido, czy kiedykolwiek żałowałaś, że nie zdecydowałaś się na dzieci? — zapytała nagle Swietłana, odsuwając kubek z wystygłą herbatą.
Lidia Iwanowna drgnęła z zaskoczenia. Krewna wpadła z wizytą po długiej przerwie, rozmowa toczyła się spokojnie — o pracy, o drożyźnie — aż tu nagle takie pytanie.
— Skąd takie rozważania, Swietoczko? — odezwała się ostrożnie kobieta, wygładzając obrus. — Los potoczył się tak, a nie inaczej. Nie każdej dane jest zostać matką.
— Ale przecież to musi być samotne? — Swietłana wpatrywała się w twarz ciotki, jakby w jej zmarszczkach chciała znaleźć odpowiedź.
Lidia Iwanowna uśmiechnęła się niepewnie. Za szybą siąpił jesienny deszcz, mieszkanie pachniało świeżym ciastem i lawendą. Zawsze dbała o porządek, szczególnie gdy spodziewała się rodziny. Choć z bliskich została właściwie tylko Swietłana, córka jej zmarłego brata.
— Dlaczego o tym mówisz? Czy z Igorem coś się stało? — spróbowała zmienić temat. Byli razem już trzy lata i Lida liczyła, że wkrótce usłyszy o ślubie.
— Rozstaliśmy się — rzuciła krótko Swietłana, odwracając wzrok ku oknu. — Miesiąc temu.
— Boże, kochanie! Czemu nic nie powiedziałaś? Ja bym…
— Co byś zrobiła? — odcięła się gwałtownie dziewczyna. — Współczuła? Poradziła „nie przejmować się byle kim”?
W jej tonie zabrzmiała złość, jakiej Lidia nigdy wcześniej nie słyszała. Swieta zawsze była cicha i skromna — najpierw prymuska w szkole, później księgowa w solidnej firmie. Ciotka była z niej dumna.
— Swietłana, co się z tobą dzieje? Zachowujesz się… jak nie ty.
— Jak nie ja? — poderwała się z miejsca i zaczęła krążyć po pokoju. — A jak mam się zachowywać? Udawać, że w wieku trzydziestu dwóch lat wszystko jest wspaniale?
Lida bezradnie obserwowała, jak siostrzenica podchodzi do półki ze zdjęciami. Swieta wzięła fotografię, na której stały razem: mała dziewczynka z kokardami i młoda jeszcze wtedy ciocia.
— Miałam siedem lat, gdy rodzice zginęli w tamtym wypadku — powiedziała cicho Swietłana. — Pamiętasz, jak zamieszkałam u ciebie?
— Oczywiście, skarbie. Przeszłyśmy przez to razem — Lida podniosła się, chcąc ją objąć, lecz dziewczyna cofnęła się.
— Tak, przeszłyśmy. Tylko ja byłam przekonana, że to chwilowe. Że wrócą i znów będziemy rodziną.
— Swietoczko, po co teraz do tego wracać? Przecież rozmawiałyśmy…
— Wcale nie rozmawiałyśmy! — wybuchła Swietłana. — Ty decydowałaś za mnie! Gdzie mam mieszkać, co robić, o czym marzyć!
Serce Lidy ścisnęło się boleśnie. Czy naprawdę siostrzenica zapomniała, jak ciężko jej wtedy było? Miała dwadzieścia osiem lat, mąż odszedł do innej, praca ledwo się trzymała, a nagle pod opieką znalazło się dziecko.
— Byłam młoda, mogłam popełniać błędy, ale starałam się…
— Starałaś się? — zaśmiała się z przekąsem Swieta. — Wiesz, na czym to polegało? Na zakazach! Kółka zainteresowań, koleżanki, kino — wszystko było niepotrzebne!
— To nieprawda! Miałaś znajomych…
— Jakich znajomych? Powtarzałaś bez przerwy: „W domu najlepiej, w domu bezpiecznie! Po co ci tańce? Szkoda pieniędzy!”
Lidia Iwanowna opadła na krzesło. Była przekonana, że chroni dziewczynkę przed złym towarzystwem.
— Chciałam cię ustrzec…
— Przed czym? Przed światem? Przed ludźmi? — Swietłana odstawiła zdjęcie na miejsce. — I oto efekt: nie potrafię nawiązywać relacji, nie umiem się cieszyć! Ukształtowałaś mnie na swoje podobieństwo — zastraszoną, lękliwą!
Te słowa raniły bardziej niż policzek. Lida zawsze uważała się za rozważną, nie za tchórzliwą.
— Swietłana, to przez Igora jesteś taka rozbita…
— Co ma do tego Igor? — krzyknęła siostrzenica. — To już czwarty! Czwarty, który mówi: „Jesteś jak automat. Praca, dom, seriale. Zero pasji, zero życia”.
Lida nie odpowiedziała ani słowem.
— I wiesz, co zrozumiałam? — Swieta usiadła naprzeciwko, zaciskając pięści. — Powtarzam twój schemat! Tak jak ty bałaś się wujka Witi, tak ja boję się każdego mężczyzny!
— Nie oceniaj…
— Dorastałam tutaj! Słyszałam, jak na ciebie krzyczał! Widziałam twoje łzy! A kiedy odszedł, nawet nie próbowałaś walczyć!
— O co miałam walczyć?
— Właśnie! Poddałaś się! I mnie nauczyłaś — nie wychylać się, nie wymagać, znosić wszystko!
Swietłana ponownie zaczęła chodzić po pokoju.
— Mam teraz trzydzieści dwa lata. Wszystkie koleżanki są mężatkami, mają dzieci. A ja siedzę sama i pytam siebie: dlaczego tak jest?
— Z tobą wszystko w porządku…
— Nie! — odwróciła się gwałtownie. — Wychowałaś mnie na opiekunkę swojej starości! Żebyś nie została sama!
Lida zadrżała. W tej goryczy było tyle cierpienia, że zabrakło jej tchu.
— Byłam u psychologa. Powiedział: „Oddziel się od ciotki. Zacznij żyć własnym życiem”.
— Ale przecież jesteśmy rodziną…
— Rodziną? — uśmiechnęła się z bólem Swieta. — Rodzina to miłość, a nie posiadanie kogoś na wyłączność.
Zarzuciła płaszcz na ramiona i chwyciła torebkę.
— Wynajęłam mieszkanie. Muszę pobyć sama.
— Po co wydawać pieniądze? Przecież tu masz swój pokój…
— Znowu mnie nie słuchasz! — zawołała Swietłana, otwierając drzwi. — Muszę nauczyć się wolności!
Drzwi zatrzasnęły się z hukiem.
Lidia Iwanowna została w ciszy pustego mieszkania. Deszcz nadal bębnił o parapet.
Człowiek ma tylko jedno życie — warto przeżyć je odważnie, a nie w lęku.
