Całe życie spędziłam w tym mieszkaniu. Wspólnie z mężem je urządzaliśmy, starannie dobierając każdą kafelkę. Gdy go zabrakło, zostałam sama z synem. Maksym zawsze był moją opoką, więc marzyłam, by pewnego dnia wprowadził do naszego domu wartościową kobietę. I tak w naszym życiu pojawiła się Barbara.
Początkowo sprawiała wrażenie miłej i spokojnej, lecz tuż po ślubie wszystko się zmieniło. Zaczęła przesuwać moje ulubione meble, nie pytając o zdanie, a potem wyrzuciła stare zasłony, które były dla mnie tak cenne. Milczałam, pragnąc jedynie szczęścia syna i nie chcąc wchodzić w drogę ich nowym, rodzinnym zwyczajom.
Jednak Barbarze to nie wystarczało — pragnęła mieć absolutną władzę nad domem.
— Mamo, telewizor gra zdecydowanie za głośno — rzucała z chłodnym uśmiechem.
Albo:
— Uznaliśmy, że w kuchni od teraz będzie znajdować się wyłącznie nasza zastawa.
Syn jedynie uciekał wzrokiem. We własnym domu zaczęłam czuć się jak intruz. Pewnego dnia, wracając z zakupów, dostrzegłam swoje rzeczy zapakowane w kartony, które stały w korytarzu.
— Zdecydowaliśmy, że w twoim pokoju zrobimy pokój dla dziecka — oświadczył Maksym, unikając mojego spojrzenia. — Wynajęliśmy ci małą kawalerkę w pobliżu. Będziesz miała tam więcej ciszy i spokoju.
Ugięły się pode mną nogi. W tamtym momencie dotarło do mnie, że stałam się obca we własnych czterech ścianach.
Nie poddałam się jednak. Zabrałam swoje kartony i odeszłam, ale nie do wynajętego przez nich mieszkania, lecz do dawnej przyjaciółki na wieś. Tam odnalazłam upragniony spokój, a po roku Maksym przyjechał błagać o wybaczenie.
Barbara odeszła od niego, zabierając ze sobą wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Został sam w pustym mieszkaniu. Wybaczyłam mu, ale nie zdecydowałam się na powrót. Mój dom jest teraz tam, gdzie naprawdę mnie cenią.
