Igor odrzucił myśl o małżeństwie ze swoją ciężarną dziewczyną. W tej decyzji zyskał poparcie matki, jednak ojciec przyjął jednoznaczną postawę, zdecydowanie opowiadając się za przyszłym dzieckiem.
„Tato, mam dla ciebie wiadomość” – zaczął Igor, ledwo przestąpiwszy próg domu. „Nasza sąsiadka, Luda, jest w ciąży. Ze mną.”
Jego ojciec, Wiktor, na moment zastygł w bezruchu, nim spokojnie odparł:
„Więc poślub ją.”
„Oszalałeś? Jestem zbyt młody. To nie jest czas na zakładanie rodziny, a poza tym nigdy nie byliśmy ze sobą na poważnie.”
„Na poważnie?” – ojciec uśmiechnął się chłodno. „Kiedy biegałeś za dziewczyną, byłeś mężczyzną, a teraz, gdy przyszła odpowiedzialność, nagle stałeś się chłopcem. Dobrze.” Nie dodając ani słowa więcej, Wiktor głośno zawołał żonę: „Galina! Chodź tutaj!”
Galina weszła do kuchni, wycierając ręce o fartuch.
„Co się stało?”
„Posłuchaj. Nasz syn przyprowadził dziewczynę, a teraz próbuje uniknąć małżeństwa. To Luda, córka sąsiadów. A on, jak tchórz, chce się ukryć.”
Galina nawet się nie zdziwiła. Jej twarz stwardniała.
„I słusznie. Po co brać pod swój dach pierwszą lepszą? Dzisiejsze dziewczyny są sprytne, znajdą sobie bogatszego, zajdą w ciążę, a potem wciągają w małżeństwo. A potem okaże się, że dziecko wcale nie jest jego. Niech zrobią badania. I nie ma co naciskać na Igora, jest jeszcze młody. Trudno było mu się oprzeć. Ale nie jesteśmy zobowiązani karmić cudzych dzieci.”
Wiktor westchnął głęboko i wymamrotał:
„A jeśli to naprawdę jego dziecko?”
„No i co z tego? Czy jesteśmy zobowiązani za to odpowiadać? Niech zrobi testy, wtedy się zastanowimy.”
Odwróciła się i wróciła do kuchni, pozostawiając Wiktora samego z synem.
„Wiesz, ja też byłem młody” – zaczął Wiktor. „Kochałem jedną kobietę, ale poślubiłem inną. Nie z miłości, lecz z poczucia obowiązku. Bo bycie mężczyzną to nie tylko namiętność, ale i decyzje, i ich konsekwencje. Twoja matka była w ciąży. Nie wiedziałem, czy będę w stanie być z nią, ale wiedziałem jedno: dziecko nie jest niczemu winne. Moja krew, moje sumienie. I wiesz co, Igor? Nieważne, jak na to spojrzysz, ani razu nie żałowałem, że zostałem.”
Minęły trzy miesiące. Test DNA dał jednoznaczną odpowiedź: z prawdopodobieństwem 99,9% Igor był ojcem dziecka Ludy.
„No i co?” – prychnęła Galina, gdy Wiktor położył dokument przed nią. „Tak, jest ojcem. Ale to nie znaczy, że Luda będzie mieszkać w tym domu. Tutaj nie wejdzie. To ja powiedziałam!”
Igor siedział, unikając spojrzenia ojca. Jego twarz wyraźnie wskazywała, że wybrał stronę matki. Zacisnął pięści, ale nie wypowiedział ani słowa.
Wiktor powoli podniósł się od stołu.
„Jeśli wy dwoje już podjęliście decyzję, to teraz posłuchajcie mojej.”
Jego głos był niski, ale twardy.
„Dopóki żyję, mojemu wnukowi niczego nie zabraknie. Kupię ziemię, zbuduję dom, a on, moja krew, otrzyma wszystko, co zarobiłem. Wy dwoje zaś nie możecie już liczyć na moją pomoc. Odmawiam bycia częścią tego hańby. Igor, od dziś nie jesteś moim synem. Wszystko, co mam, przypadnie temu dziecku. Ani grosza ode mnie nie dostaniecie.”
Galina wybuchła:
„Oszalałeś?! Chcesz pozbawić dziedzictwa własnego syna?!”
Wiktor nie odpowiedział. Po prostu odwrócił się i wyszedł, ignorując krzyki i przekleństwa. Igor pozostał w bezruchu, nie mogąc uwierzyć w słowa ojca. Wiedział jednak: jeśli Wiktor coś powiedział, tak właśnie będzie.
