Klaudia, Katiusza, jesteśmy wreszcie w domu! Chodź, zobaczmy, co kupiliśmy.
Katya zacisnęła zęby, przymykając powieki. Drzwi otworzyły się bez pukania, a do pokoju wpadło coś różowo-zielono-fioletowego, niczym egzotyczny, południowy ptak.
Katiusza, cześć, siostrzyczko! Spójrz, co mama Tania przyniosła!
Dziewczyna wirowała przed Katyą, a tej ze zdziwienia niemal oczy wyszły z orbit. „Mama Tania?” – zapytała, ledwo wydobywając z siebie głos.
W progu, z uśmiechem na twarzy, stała jej wesoła mama.
Kaśka, patrz, z Mariną nagarnęłyśmy sobie trochę szmatek, ale i dla ciebie coś schowałyśmy. Chodź tu, zobacz. Proszę, to specjalnie dla ciebie, zgodź się, że Marina to wybrała!
Katya ponuro spojrzała na różową koszulkę z niebieskim zwierzątkiem przypominającym konia i złotym rogiem na czole.
Przymierz szybko!
Mamo, ja tego nie założę.
Kaśka, co ty mówisz? Siostra się starała, wybierała dla ciebie!
Ona nie jest moją siostrą – powiedziała Katya powoli, po czym zatrzasnęła drzwi.
Grubianka! – Mama tupnęła nogą z bezsilności. – Chodź, Maryneczko, chodź, to tylko nastolatka, ty przecież rozumiesz…
Tak, rozumiem, mamusiu Taniu.
Katyę przeszył dreszcz. Ta nowo odkryta córka pojawiła się u nich trzy miesiące wcześniej. Zadzwoniła do drzwi mieszkania i zapytała o ojca Katyi, a właściwie o jej ojczyma.
Ojciec Katyi nie był jej biologicznym ojcem, ale dowiedziała się o tym dopiero trzy miesiące temu, wraz z przybyciem Mariny. Tata długo przekonywał Katyę, że to wszystko to bzdury, że to on zabierał ją ze szpitala, wychowywał, kochał i nadal kocha. Lecz Katya…
Już wcześniej miała trudny charakter, trochę nadwagi, nie akceptowała swojego wyglądu. Była to delikatna, wrażliwa dusza, pełna niepewności, pisząca wiersze, malująca obrazy, przeżywająca nieszczęśliwą pierwszą miłość. A teraz jeszcze doszły takie wieści.
Katya zawsze była „córeczką tatusia”, ale teraz wydawało jej się, że to wszystko było jedynie zastępstwem: tata, tęskniąc za własną córką, przywiązał się do niepokrewnego dziecka, do Katyi. Z pojawieniem się Mariny mama oszalała, jakby zawsze marzyła o bystrej, szczupłej, eleganckiej córce, bez problemów, w przeciwieństwie do Katyi.
Marina zawładnęła wszystkimi umysłami i sercami, z wyjątkiem, oczywiście, serca Katyi. Tata, pragnąc nadrobić stracone lata, rozpływał się w zachwytach nad „nową” córką, mama piszczała z radości, a Katya czuła się, jakby nikomu nie była potrzebna.
Kiedy zamierzali jej powiedzieć, że tata nie jest jej biologicznym ojcem, Katya przypadkiem wszystko usłyszała. Cała trójka siedziała w kuchni, a mama, zalana łzami, opowiadała, że była wtedy młodą, osiemnastoletnią dziewczyną, rzuconą w świat samotnie, i że tata, litując się nad nią, pomagał, gdy wynajmowała maleńki pokoik w dużym mieście.
„Wtedy urodziłaś się ty, Katiusza, i połączyłaś nas, obcych sobie ludzi” – mówiła. Tata przeżywał rozwód, mama także, a Katya stała się dla nich pocieszeniem.
Pierwszy impuls Katyi to uciec z domu, by nie widzieć tych „zdrajców”. Tata zrozumiał jej zamiary i zapewnił, że kocha ją tak samo.
Klaudia, jest mi trochę wstyd, ale wydaje mi się, że kocham cię nieco bardziej, jesteś moją złotą córeczką.
Aha, „nieco bardziej”, jasne, widać przecież, jak kręci się wokół tej pustej Mariny.
Katya zaczęła domagać się kontaktu ze swoim prawdziwym ojcem.
Po co ci on, Klaudiuszo? – zdziwiła się mama. – Porzucił cię, odszedł przed rejestracją, a wszyscy uważają, że tata Sasza jest twoim prawdziwym ojcem. Po co niszczyć coś, co tak trudno budowało się latami?
Więc moja złota Maryneczka ma prawo spotkać się z ojcem, a ja nie? Jej potrzebna jest ojcowska miłość, a ja się obejdę?
Idź, ciesz się, masz teraz ukochaną córeczkę, całujcie się, o takiej marzyłaś?
Katya przez chwilę zastanowiła się i postanowiła, że na razie nie będzie szukać ojca-zdrajcy. Kiedy dorośnie i stanie się sławna, wtedy go odnajdzie, a on będzie skakał wokół niej, tak jak rodzice skaczą wokół Mariny.
Katya podeszła do stołu, pisząc mroczne wiersze, malując obrazy z sylwetkami w kapturach, wisielcami, demonami, deszczem i mgłą.
Siostro, odpuść sobie, to wasza siostra, oby szybciej nadeszły wakacje, żeby wyjechać na całe lato na obóz i nie widzieć wszędobylskiej Mariny.
Oczywiście, Marina była pięknością, chłopcy do niej lgnęli, a Katya, ubrana w czarne bluzy z kapturem, z czarno-fioletowymi włosami, uważała się za grubą i brzydką.
Obserwowała, jak cała trójka się bawi, choć czasem ją też zapraszali. Kilka dni temu poszli do kina na „różowe łzy”, a nawet tata prawie się rozpłakał, próbując wypaść dobrze przed córką. Katya przesiedziała cały seans wpatrzona w telefon, zastanawiając się, jak właściwie „uruchomić” swoje życie.
Wszystko to zmuszało ją do zastanowienia: dlaczego stawiać cudzą dziewczynkę na pierwszym miejscu, a własne dziecko spychać w kąt?
Klaudia, puk-puk, tata powiedział, że musisz podszkolić angielski? – zapytała Marina. – W twoim wieku miałam same trójki, a ty już masz czwórkę.
Dzięki, nie trzeba – mruknęła Katya, odwracając się do ściany.
Marina próbowała nawiązać kontakt, ale Katya tylko stawała się coraz bardziej nieprzejednana, zaczęła być niegrzeczna, a nawet spróbowała palić papierosy, żeby pokazać mamie, że jej własne dziecko stacza się w przepaść.
Lato minęło, na obozie wszystko ją irytowało, Krasnowa kleiła się do Dimki z głupimi propozycjami.
Mama i tata, niczym w cyrku, trzymali Maryneczkę w swoim pokoju, a sami schowali się w salonie.
Klaudia, tak schudłaś, spójrzcie, tato, mamo Tanio, Katya jest pięknością, przydałaby jej się fryzura, żeby pozbyć się czarnego koloru.
Katya coś odkrzyknęła i poszła do swojego pokoju, nie wyszła też na kolację.
Pewnego jesiennego wieczoru, gdy na zewnątrz szalała wichura, Katya siedziała w ciemnej kuchni, pijąc herbatę z dużej filiżanki, którą podarował jej tata. Nie włączała światła, cicho patrzyła w okno, smutno wzdychając.
Słychać było kroki, skrzypnęły drzwi do łazienki, a głos Mariny dobiegał z wnętrza.
Czyś ty oszalała? Jest noc, wszyscy śpią, mamo – mówiła Marina. – Nie, mamo, nie jadę do ciebie do Soczi, tu mi dobrze, znalazłam rodzinę.
Mam teraz swój pokój, mogę spać rozebrana, nawet nago, nikt nie będzie przychodził w nocy z butelką wódki, rozumiesz? – kontynuowała. – Kochają mnie tata i mama, nie są tacy, jak mówiłaś. Ciocia Tania, żona taty, stała się moją mamą.
Mam młodszą siostrzyczkę, zwykłą nastolatkę, zazdroszczę jej – powiedziała Marina. – Ją kochają, jej nie ciągają do psychiatry, jej nie obwiniają. Kiedy dorośnie, będziemy razem, dwie siostry, i podbijemy świat.
Usłyszawszy to, Katya pogrążyła się w głębokiej zadumie, ale postanowiła, że nie będzie szukać ojca, który ją porzucił.
Wróciła do stołu, kontynuując pisanie wierszy i malowanie mrocznych obrazów.
Po kilku dniach Katya, nieco zawstydzona, poprosiła Marinę o pomoc w angielskim.
To piżama? – zapytała, patrząc na koszulkę z rogatym koniem i krótkie spodenki.
Siostro, czy ty myślisz, że starsza zwariowała i proponuje ci chodzić w czymś takim? – odpowiedziała Marina, na chwilę zamilkając. – Mama mówiła, że to za bardzo dziecięce, kupowała mi jedwabne komplety, a ja tak bardzo chciałam takiego z jednorożcem…
Pewnego razu rodzice zastali je na podłodze, objęte i gorzko płaczące.
O co poszło? – zapytał tata.
A któż by je tam rozumiał – odparła Marina. – Po piętnastu minutach już się śmieją, jak ten koń z rogami na piżamie Katyi, której ona, o bogowie, nie zdejmowała.
Na Nowy Rok Katya podarowała siostrze tęczowego jednorożca i kigurumi w kształcie różowego jednorożca.
Marina zalała się łzami ze szczęścia.
Wiosną do Klaudii, która schudła i stała się piękną dziewczyną z modną fryzurą i naturalnym kolorem włosów, podszedł Dimka i zapytał, czy w tym roku pojedzie na obóz.
Oczywiście, że pojadę! – uśmiechnęła się Katya. – A w drugiej połowie lata całą rodziną jedziemy na wakacje.
Dimka obiecał, że będzie na nią czekać na obozie.
