Wyrzucił żonę z małym dzieckiem z domu bez grosza przy duszy, a po latach zamarł, gdy niespodziewanie stanął twarzą w twarz z rodziną, którą kiedyś tak łatwo skreślił

Siostra

Siostra

Klaudia, Katiusza, wróciłyśmy do domu, chodź zobaczyć, co kupiłyśmy.

Katia zacisnęła zęby i przymknęła oczy. Drzwi otworzyły się bez pukania, a do pokoju wpadło coś różowo-zielono-fioletowego, jak jakiś egzotyczny ptak z południa.

Katiusza, cześć, siostrzyczko, patrz, co mama Tania przyniosła!

Dziewczyna obracała się przed Katią, a tej oczy niemal wyszły z orbit. „Mama Tania?” zapytała.

W drzwiach stała jej matka, rozpromieniona i uśmiechnięta.

Katia, popatrz, z Mariną nakupowałyśmy różnych szmatek, dla ciebie też coś schowałyśmy, chodź no tutaj. Zobacz, to akurat Marinie od razu skojarzyło się z tobą.

Katia ponuro spojrzała na różową koszulkę z niebieskim zwierzakiem podobnym do konia i złotym rogiem na czole.

No przymierz szybko.

Tego nie założę, mamo.

Katia, co ty opowiadasz? Siostra wybierała, starała się.

Ona nie jest moją siostrą — powiedziała powoli Katia i zamknęła drzwi.

Jak można być taką niegrzeczną… — matka bezradnie tupnęła nogą. — Chodź, Marino, chodź. Nastolatka, sama rozumiesz…

Tak, rozumiem, mamusiu Taniu.

Katię aż wzdrygnęło. Ta nowa córeczka zjawiła się u nich trzy miesiące temu, zadzwoniła do drzwi i zapytała o ojca Katii, a właściwie o jej ojczyma.

Ojciec Katii nie był jej biologicznym ojcem, ale dowiedziała się o tym dokładnie trzy miesiące wcześniej, kiedy przyjechała Marina. Tata długo przekonywał ją, że to nic nie zmienia, że to on zabrał ją ze szpitala, wychowywał, kochał i nadal kocha. Tylko że Katia…

I tak miała już trudny charakter, trochę nadprogramowych kilogramów, nie znosiła własnego wyglądu, była delikatna, zraniona, pełna odrzucenia wobec samej siebie, pisała wiersze, malowała obrazy, przeżyła nieszczęśliwą pierwszą miłość. A teraz jeszcze doszła do tego taka prawda.

Katia zawsze była córeczką tatusia, a teraz wydawało jej się, że wszystko było tylko zastępstwem: ojciec, tęskniąc za własnym dzieckiem, przywiązał się do obcego, do niej. A gdy pojawiła się Marina, matka jakby oszalała — jakby od zawsze marzyła o takiej córce: jasnej, szczupłej, wystrojonej, bezproblemowej, zupełnie innej niż Katia.

Marina zawładnęła wszystkimi myślami i sercami, poza jednym — sercem Katii. Ojciec, chcąc nadrobić stracone lata, rozpływał się nad „nową” córką, matka piszczała z zachwytu, a Katia miała wrażenie, że dla niej nie ma już miejsca.

Kiedy planowali jej powiedzieć, że tata nie jest jej prawdziwym ojcem, Katia usłyszała wszystko przypadkiem. Siedzieli we trójkę w kuchni, a matka, zalewając się łzami, opowiadała, że była wtedy osiemnastoletnią, zagubioną dziewczyną, sama w wielkim świecie, i że tata, z litości i dobroci, pomagał jej, kiedy wynajmowała ciasny pokoik w ogromnym mieście.

„Wtedy urodziłaś się ty, Katiuszko, i połączyłaś nas, obcych sobie ludzi” — mówiła. Tata przechodził rozwód, mama też była po własnym rozpadzie życia, a Katia stała się czymś w rodzaju zastępstwa.

Pierwszym odruchem Katii była ucieczka z domu, byle tylko nie patrzeć na tych zdrajców. Ojciec od razu zrozumiał, co chce zrobić, i powiedział, że kocha ją tak samo.

Klaudia, aż mi głupio to mówić, ale chyba ciebie kocham nawet odrobinę bardziej, ty jesteś moją złotą córeczką.

Jasne, odrobinę bardziej… Widać przecież, jak latasz wokół tej pustej laleczki Mariny.

Katia zaczęła domagać się kontaktu do swojego prawdziwego ojca.

Po co ci to, Klauduszko? — zdziwiła się mama. — On cię zostawił, uciekł jeszcze przed ślubem, a wszyscy są przekonani, że tata Sasza jest twoim rodzonym ojcem. Po co niszczyć coś, co tyle lat tak trudno budowaliśmy?

Czyli twoja ukochana Marinka ma prawo spotkać się z ojcem, a ja nie? Jej potrzebna jest ojcowska miłość, a ja mam się obejść?

Idź się ciesz, masz teraz wymarzoną córeczkę, całujcie się. Przecież właśnie o takiej marzyłaś, prawda?

Katia trochę o tym myślała i w końcu postanowiła, że na razie nie będzie szukać ojca-zdrajcy. Kiedy dorośnie i stanie się sławna, sama go odnajdzie, a wtedy on będzie skakał wokół niej tak, jak teraz rodzice skaczą wokół Mariny.

Usiadła przy stole, pisała mroczne wiersze i malowała obrazy pełne sylwetek w kapturach, wisielców, demonów, deszczu i mgły.

Siostra, jasne… Wasza siostra… Byle do wakacji, byle wyjechać do obozu na całe lato i nie widzieć tej wszechobecnej Mariny.

Bo Marina oczywiście była piękna, chłopcy do niej lgnęli, a Katia chodziła w czarnych bluzach z kapturem, miała czarno-fioletowe włosy i była przekonana, że jest gruba i brzydka.

Patrzyła, jak tamta trójka dobrze się razem bawi, choć od czasu do czasu próbowali i ją gdzieś zabrać. Kilka dni wcześniej poszli do kina na jakiś różowy wyciskacz łez, i nawet tata prawie się popłakał, tak bardzo starał się wypaść dobrze przed córką. Katia przez cały seans siedziała z nosem w telefonie i zastanawiała się, jak właściwie powinna „uruchomić” własne życie.

To wszystko kazało jej zadawać sobie jedno pytanie: dlaczego obcą dziewczynę stawia się na pierwszym miejscu, a własną odsyła w kąt?

Klaudia, puk-puk, tata mówił, że trzeba podciągnąć angielski? — zapytała Marina. — Ja w twoim wieku spałam na trójkach, a ty masz już czwórkę.

Dzięki, nie trzeba — mruknęła Katia, odwracając się do ściany.

Marina próbowała znaleźć z nią nić porozumienia, ale Katia tylko coraz bardziej twardniała, zaczęła pyskować, a nawet spróbowała palić papierosy, żeby pokazać matce, że jej własne dziecko stacza się na dno.

Lato minęło, na obozie wszystko ją drażniło, a Krasnowa przyklejała się do Dimki z idiotycznymi propozycjami.

Mama i tata, jak w jakimś cyrku, trzymali Marinochkę w swoim pokoju, a sami rozsiadali się w salonie.

Klaudia, ale ty schudłaś! Popatrzcie, tato, mamo Taniu, Katia jest śliczna, tylko obciąć włosy i pozbyć się tej czerni…

Katia coś odkrzyknęła i poszła do swojego pokoju, a na kolację też już nie wyszła.

Pewnego jesiennego wieczoru, kiedy za oknem szalała zamieć, Katia siedziała po ciemku w kuchni i piła herbatę z wielkiego kubka, który dostała od taty. Nie zapalała światła, tylko cicho patrzyła w okno i smutno wzdychała.

Usłyszała kroki, potem skrzypnęły drzwi łazienki, a zza nich dobiegł głos Mariny.

Czy ty oszalałaś? Jest noc, wszyscy śpią, mamo — mówiła Marina. — Nie, mamo, nie jadę do ciebie do Soczi, tutaj jest mi dobrze, ja tu znalazłam rodzinę.

Mam teraz swój pokój, mogę spać rozebrana, nawet całkiem naga, i nikt nie będzie do mnie nocą przychodził z butelką wódki, rozumiesz? — ciągnęła dalej. — Tata i mama mnie kochają, wcale nie są tacy, jak mówiłaś. Ciocia Tania, żona taty, stała się moją mamą.

Mam młodszą siostrzyczkę, zwyczajną nastolatkę, i trochę jej zazdroszczę — powiedziała Marina. — Ją kochają, jej nie ciągną do psychiatry, jej nie oskarżają. Kiedy dorośnie, będziemy razem, dwie siostry, i podbijemy świat.

Słysząc to, Katia zamyśliła się, ale postanowiła, że na razie nie będzie szukać ojca-zdrajcy.

Wróciła do stołu i znów zaczęła pisać wiersze, malować swoje ponure obrazy.

Kilka dni później, zawstydzona, poprosiła Marinę o pomoc z angielskim.

To jest piżama? — zapytała, patrząc na koszulkę z rogatym koniem i króciutkie spodenki.

Siostra, ty naprawdę myślałaś, że starsza postradała zmysły i chce, żebyś chodziła w tym po ulicy? — odparła Marina, po czym na chwilę zamilkła. — Mama mówiła, że to zbyt dziecinne, kupowała mi jedwabne komplety, a ja właśnie o takim z jednorożcem marzyłam.

Któregoś dnia rodzice zastali je na podłodze, przytulone do siebie i płaczące z całego serca.

O co chodzi? — zapytał tata.

A kto je tam zrozumie — odpowiedziała Marina. — Za piętnaście minut znowu będą się śmiały jak ten koń z rogiem na piżamie Katii, której ona, o bogowie, wcale nie chce zdejmować.

Na Nowy Rok Katia podarowała siostrze tęczowego jednorożca i kigurumi w kształcie różowego jednorożca.

Marina rozpłakała się ze szczęścia.

Wiosną do wychudzonej już, ale naprawdę ładnej Klaudii, z modnym cięciem i naturalnym kolorem włosów, podszedł Dimka i zapytał, czy jedzie w tym roku do obozu.

Pewnie, że jadę — uśmiechnęła się Katia. — A w drugiej połowie lata jedziemy całą rodziną na wakacje.

Dimka obiecał, że będzie na nią czekał w obozie.

Wyrzucając żonę i dziecko z domu bez grosza, Ignat nigdy nie przypuszczał, że kiedyś pożałuje swojej decyzji, gdy zupełnie niespodziewanie spotka dawną rodzinę.

Wyrzucił żonę z małym dzieckiem z domu bez grosza przy duszy, a po latach zamarł, gdy niespodziewanie stanął twarzą w twarz z rodziną, którą kiedyś tak łatwo skreślił
Cienie straty: zerwane więzi