Spotkałem swoją byłą żonę dwa lata po rozwodzie. W tej chwili wszystko stało się jasne, a ona tylko lekko się uśmiechnęła i pokręciła głową, gdy zaproponowałem, byśmy spróbowali zacząć od nowa.
Po narodzinach naszego drugiego dziecka, Larysa przestała dbać o siebie. Kiedyś mogła przebierać się kilka razy dziennie, zawsze elegancka, zadbana, z idealnie dobranymi detalami. Po powrocie z porodówki zdawało się, że zapomniała, że w jej szafie są jeszcze inne ubrania niż rozciągnięta koszulka i wysłużone spodnie dresowe.
Noszenie ich cały dzień stało się normą, często kładła się spać w tym samym ubraniu. Na moje uwagi odpowiadała, że tak jest wygodniej wstawać w nocy do dzieci. Miało to sens, ale gdzie podziały się jej słowa, że „kobieta powinna pozostać kobietą w każdej sytuacji”? Nie pamiętała już ani o ulubionym salonie urody, ani o siłowni, ani o wizażystce. I, wybaczcie szczerość, czasem nawet zapominała założyć stanik, chodząc po domu obojętnie wobec swojego zaniedbanego wyglądu.
Jej ciało również się zmieniło. Talia, brzuch, biodra – wszystko nabrało innego kształtu. Włosy, kiedyś lśniące i ułożone, teraz w niechlujnym kokcie lub kępce potarganych loków. Kiedyś, spacerując po Moskwie, mężczyźni oglądali się za nią. Byłem dumny. Piękna. Moja.
Ale tej kobiety już nie było.
Nasz dom odzwierciedlał jej stan. Larysa była perfekcyjna tylko w kuchni – jej dania nadal zachwycały. Reszta jednak przytłaczała.
Próbowałem tłumaczyć, że nie można tak o siebie zapominać, że trzeba wrócić do dawnych przyzwyczajeń. Ona jedynie smutno się uśmiechała i obiecywała „spróbować”. Mijały miesiące, a przede mną codziennie stawała obca kobieta.
Aż pewnego dnia poddałem się.
Decyzja przyszła sama – rozwód.
Nie było krzyków ani scen. Ona próbowała mnie przekonać, ale widząc moją stanowczość, tylko westchnęła i cicho szepnęła:
Rób, jak chcesz. A ja myślałam, że mnie kochasz.
Nie wiem, czy byłem dobrym ojcem. Wysyłałem alimenty i na tym koniec. Nie chciałem jej widzieć. Takiej.
Późnojesienny wieczór w Petersburgu. Szedłem bez celu, pogrążony w myślach, gdy nagle ją dostrzegłem.
Jej ruchy były pewne, lekkie, pełne gracji. Kiedy podeszła bliżej, serce zamarło.
To była Larysa.
Ale nie ta, którą zostawiłem.
Ta kobieta przyćmiewała nawet tę, w której kiedyś się zakochałem. Szpilki, sukienka podkreślająca sylwetkę, perfekcyjny manicure, delikatny, lecz wyrazisty makijaż. I ten sam zapach perfum, który kiedyś przyprawiał mnie o zawrót głowy.
Pewnie patrzyłem jak oszalały, bo zaśmiała się.
Doszliśmy do siłowni, gdzie teraz chodziła codziennie. Zatrzymała się przy drzwiach, odwróciła i, lekko pochylając głowę, zapytała:
Naprawdę myślałeś, że zniknęłam na zawsze? Po prostu czekałam, aż zrozumiesz, że niektóre rzeczy nie da się przywrócić – trzeba zacząć od nowa.
Potem uśmiechnęła się bez cienia smutku, otworzyła drzwi i zniknęła w środku, zostawiając mnie pod ulewnym deszczem z poczuciem, jakbym spóźnił się na pociąg, którego już nigdy nie będzie.
