Nieoczekiwany Nowy Rok i dramatyczny zwrot w życiu Sławy: jak jedna noc zmieniła wszystko w jego rodzinie

Niczego się nie martw, Sławik – choć serce ściska, to Nowy Rok spędziłeś w prawdziwie królewskim stylu!

Oto znów rodzinne ulice Moskwy. Sława wysiadł z pociągu i przeszedł przez senne, jakby otulone watą, perony, kierując się w stronę przystanku trolejbusu. Żonie nie powiedział, że wróci dzisiaj – jakby bał się, że dom, oczekujący w ciszy, rozproszy jego własną niepewność.

W jego głowie wciąż huczały echa trudnej rozmowy z Werą. Znów miał usłyszeć wyrzuty, że jest zimną skałą, wiecznym egoistą. A przecież chciał ją przecież powitać Nowym Rokiem, lecz ona wyłączyła telefon i zniknęła w wirze śnieżnej zamieci gniewu.

Dzwonił do niej przez trzy dni. Telefon brzmiał na przemian radosną melodią i pustką – odbierała lub nie. W końcu i on zamilkł, a uraza spadała jak lawina.

Dlaczego nie zadzwoniła nawet do jego rodziców i siostry, nie wspominając o nim? Sława poczuł w głowie impuls – teraz, kiedy przekroczy próg domu, powie jej wszystko, jak grad bijący w szybę: nie tylko on ma powody, by się tłumaczyć!

„Najlepsza obrona to atak” – myśl ta dodała mu odwagi. Wszedł pod arkadę domu na Prieobrażence z niemal bojowym, radosnym nastawieniem.

Mieszkanie przywitało go dźwiękiem pustki.

– Hej, kto tu żyje? Weruniu, przyszedłem! – zawołał, a echo rozsypało jego słowa po ścianach, lecz odpowiedzi brak.

Kuchnia była pusta. Jedna izba świeciła pustką, druga wydawała się obca. Lecz jego wzrok natychmiast zatrzymał się na czymś, co przypominało nierówny ceglany mur: przy ścianie nie stało już łóżeczko dziecięce, komoda ze stolikiem przewijakowym zniknęła, podobnie jak wózek, który dawali rodzice Wery.

Sława pobiegł do szafy – tam, gdzie zwykle wisiały jej sukienki i bluzki, teraz panował mroczny bezkres. Wszystko wyparowało, jak z koszmarnego snu.

„Czyżby mnie zostawiła?” – pomyślał Sława, bijąc się myślami.

Dzwonił do matki – nie odbierała. Potem do Leny, przyjaciółki Wery – cisza. W końcu dodzwonił się do Dymitra, męża Leny.

– Dymka, cześć! Przekaż Lenie, nie mogę się do niej dodzwonić – poprosił.

– Lena z maluszkiem jest teraz we Wiazmie u rodziców, świętujemy Nowy Rok. Tam z zasięgiem krucho – odpowiedział Dima.

– Wróciłem wczoraj z pracy, a oni jeszcze odpoczywają… – dodał. – A Wera? Może wiecie, gdzie jest moja żona? Przyszedłem do domu, a jej nie ma, a wszystko dla dziecka zniknęło.

– Twoja żona lada moment miała urodzić. Zostawiłeś ją samą? – zdumiał się Dima.

– Sama nie chciała jechać. Termin po dziesiątym, wszystko zdążaliśmy – wyjaśnił Dima, śmiejąc się.

Matka Wery uspokajała: „Nie musisz w święta cierpieć w domu. Wera nie chce – niech tak będzie, a ty przyjedziesz. Do jej terminu jeszcze prawie dwa tygodnie, wrócisz na czas.”

– Cała rodzina przyjedzie: ciocia Zoja z wujkiem Siergiejem, Natasha z Piotrem, Olya z Nikołajem. No i my z ojcem, oraz Liza z Wołodzą – mówiła dalej.

Liza zarezerwowała dla nas pokoje w pensjonacie pod Moskwą w brzozowym lesie, od 30 grudnia do 2 stycznia. 31 grudnia bal w restauracji, artyści, bankiet. Zapłaciłam za ciebie, potem oddasz. Pobędziesz do Święta Bożego Narodzenia, wrócisz ósmego, akurat na termin Wery.

Wera nie chciała jechać.

– Sław, mogę dostać bólu w każdej chwili. Wyobraź sobie, wszyscy się bawią, a ja w szpitalu poza miastem – mówiła.

– Nie, zostaję tu – odparł.

Sława zrozumiał: Wera miała rację, lecz serce ścisnęło go: Nowy Rok w domu, tylko we dwoje, bez żadnego przygotowania. Cisza, która miała zdominować święta.

W pensjonacie pod Moskwą atmosfera była mglista i wesoła. Około pół pierwszej w nocy Sława wyszedł do holu, by zadzwonić do żony – nie odbierała. „Nie szkodzi, oburzenie jest szkodliwe” – pomyślał.

Matka już tego dnia okazała irytację wobec Wery:

– Twoja Wera nawet nas nie pogratulowała! – zadrwiła.

Wera tej nocy myślała tylko o mężu. Jej rodzice, dowiedziawszy się, że została sama, zaprosili ją do siebie. Nie planowali wielkiej kolacji.

31 grudnia, około 21:00, Wera z matką nakrywały do stołu, gdy nagle poczuła ból. Wezwano karetkę, matka pojechała z nią, ojciec podążył samochodem.

Wera spędziła Nowy Rok w szpitalu i urodziła syna.

Sława, kierując się radą przyjaciela, zadzwonił do szpitala:

– Sergiejewa? – zapytał. – Wypisali ją wczoraj?

– Tak, chłopiec, 1 stycznia, za pięć minut pierwsza w nocy – odpowiedzieli.

Kupił bukiet róż i udał się do teściów. Zadzwonił, otworzył teść, ogromny jak szafa:

– Co chcesz? – spytał.

– Do Wery. Jestem jej mężem – powiedział Sława.

– Nie. – odrzekła Wera z głębi mieszkania.

Teść zamknął drzwi jak pułapkę.

Sława próbował ponownie. Tym razem otworzyła teściowa, głośna jak pociąg.

– Prawa swoje, adwokat ci wyjaśni! – powiedziała, uderzając bukietem po twarzy Sławy i zatrzaskując drzwi jak wieko trumny.

W drodze powrotnej przecierał twarz, zostawiając ślady od kolców róż.

W domu zadzwonił do matki:

– Wyobraź sobie, nawet do mieszkania mnie nie wpuszczono, nie zobaczyłem syna – mówił.

– Nie martw się, Sławik. Wera w końcu wróci, z dzieckiem nie ucieknie. Ty śpij, jutro praca – pocieszała.

Sława zjadł pierożki i zasnął, nie wiedząc, że to ostatnia noc w jego mieszkaniu.

Następnego dnia po pracy wszystkie jego rzeczy leżały na klatce schodowej. Zadzwonił – otworzyła teściowa:

– No, drogi zięciu, adres akademika pamiętasz? Zabieraj swoje manatki, resztę jutro wyrzuci sprzątaczka!

Sława musiał przenieść się do akademika.

Rozwiedli się przez sąd. Wynajmowanie pokoju za grosze, resztki pensji po alimentach i 5 tysiącach na byłą żonę przestało mieć sens. Dima pocieszał: „Ekonomicznie lepiej, Sławka, a Nowy Rok i tak uczciwie świętowałeś!”

Wera mieszkała trzy lata u rodziców, mały Artiem rósł, mieszkanie było wynajmowane. Po powrocie do pracy Wera i syn przenieśli się do własnego mieszkania, gdzie po remoncie nic nie przypominało Sławy.

A czy według was Sława miał rację? Piszcie swoje przemyślenia i zostawiajcie senne lajki.

– Nic nie szkodzi, Sławik! Nie smuć się! Zobacz, jak wspaniale przywitałeś Nowy Rok!

Nieoczekiwany Nowy Rok i dramatyczny zwrot w życiu Sławy: jak jedna noc zmieniła wszystko w jego rodzinie
Czas na wszystko