— Po co właściwie przyjechałaś? — zapytała siostrzenica, odkładając resztki jedzenia ze stołu.
— Ciociu Galu, można przełączyć telewizor? — Alice nie czekała na odpowiedź, chwyciła pilot i zaczęła przeskakiwać kanały. — Co za bzdury oglądacie! Ojej, już dziewiąta wieczorem! Jutro muszę wcześnie wstać.
Galina Ivanovna odłożyła robótkę na bok i uważnie spojrzała na siostrzenicę. To już nie była mała dziewczynka, dwadzieścia osiem lat, a wciąż w jej oczach była ta sama Alice, która latem przyjeżdżała do babci i prosiła: „Ciociu Galu, opowiedz bajkę!”
— Co takiego ważnego jutro? — zapytała, przyciszając telewizor.
— Spotkanie w pracy — machnęła ręką Alice, nie odrywając wzroku od ekranu. — A tak przy okazji, wasza lodówka źle chłodzi, mleko się zepsuło.
— Jak to się zepsuło? Przecież dopiero je kupiłam…
— Zobaczcie sami! — Alice podbiegła do kuchni w kapciach. — Patrzcie, same grudki!
Galina Ivanovna zajrzała do torby. Faktycznie, mleko się zważyło. Dziwne, data ważności była w porządku.
— Pewnie przez upał. Wezmę inne.
— Nie trzeba! I tak nie będę pić. Mleka mi nie wolno. Lepiej mocniejszą herbatę.
— Dobrze. A coś do jedzenia? Ugotowałam ziemniaki z grzybami…
— Ciociu, ja na diecie! — Alice przewróciła oczami. — Po szóstej nie jem.
— No właśnie! Dlatego i nie zjem.
Galina Ivanovna postawiła czajnik, wyjęła ciasteczka owsiane. Alice skrzywiła się.
— I tego nie mogę. Macie coś bez cukru?
— Czarny chleb… — niepewnie zaproponowała ciocia.
— Też kalorie. Dobrze, po prostu herbata.
Wróciły do pokoju. Na telewizorze leciał amerykański film akcji, Alice wpatrywała się w ekran nie mrugając. Galina Ivanovna chwyciła robótkę, ale nie mogła się skupić. Siostrzenica przyjechała rano, powiedziała, że zostanie na noc i wyjedzie. Początkowo ciocia się ucieszyła — rzadko Alice bywała w gościach, praca w Moskwie. Teraz jednak siedziała, wpatrzona w ekran, jakby z grzeczności.
— Alice, delikatnie zaczęła Galina Ivanovna, jak tam praca?
— W porządku — odparła siostrzenica bez odwracania głowy.
— A Igor? Miałaś brać ślub?
Alice podskoczyła, w końcu oderwała wzrok od ekranu.
— Ciociu, zerwaliśmy. Już pół roku.
— O Boże! Co się stało?
— Nic szczególnego. Nie dogadaliśmy się.
Galina Ivanovna odłożyła druty. Aha, więc tak. Alice już wybierała suknię, chciała dopytać, ale po jej wyrazie twarzy zrozumiała, że temat jest zamknięty.
— A praca? W tej firmie, gdzie…
— Zwolniłam się — krótko odpowiedziała Alice. Miesiąc temu.
— Jak to? Przecież tam pracowałaś trzy lata!
— Pracowałam. Teraz nie pracuję. Szukam czegoś nowego.
— A na co żyjesz?
— Ciociu Galu! — Alice odwróciła się gwałtownie. — Przestań wypytywać! Jakś radę sobie dam.
— Przepraszam, kochana. Po prostu się martwię.
— Nie trzeba. Jestem dorosła.
Zapadła cisza. Galina Ivanovna potajemnie przyglądała się siostrzenicy. Schudła, blada. Oczy przygasłe. Kiedyś Alice była wesoła, przyjeżdżała do babci i cały dom wypełniał się śmiechem. Teraz siedziała jak obca.
Czajnik zagotował wodę. Alice jako pierwsza wyskoczyła z kuchni.
— Sama zaparzę! — zawołała.
Galina Ivanovna słyszała, jak szura naczyniami. Potem nagle zapanowała cisza. Poszła sprawdzić.
Alice stała przy oknie, ściskając pusty kubek. Ramiona drżały.
— Alice, co się stało?
— Nic… — szloch. — Po prostu jestem zmęczona. Bardzo zmęczona.
Galina Ivanovna objęła ją. Alice nie odepchnęła się, przytuliła, jak za dzieciaka.
— Opowiedz mi, kochana.
— Wszystko, ciociu. Wszystko naraz. Z Igorzem zerwaliśmy, bo powiedział, że jestem szarą myszką. W pracy szefowa mnie dręczyła. Nie wytrzymałam, odeszłam. Teraz nie mam pieniędzy, nie stać mnie na czynsz.
— Moja mała! Dlaczego milczałaś? Mogłybyśmy coś wymyślić!
— Co wymyślicie? Wasza emerytura jest mała. Poza tym, jestem dorosła, sama sobie poradzę.
— Bzdury! Czy nie po to są bliscy, żeby pomagać?
Alice gorzko się uśmiechnęła.
— Jakie bliscy? Mama z ojczymem żyją własnym życiem. Bracia jeden w Niemczech, drugi w Petersburgu. Reszta mnie nawet nie pamięta.
— Ale ja jestem!
— Jesteś — zgodziła się Alice. — Tylko co z tego?
Galina Ivanovna milczała. Tak, emerytura skromna. Ale czy w pieniądzach rzecz? Dlaczego Alice tak się od wszystkich oddaliła?
Zaparzyły herbatę, wróciły do pokoju. Alice uspokoiła się, zjadła kilka ciastek, zapominając o diecie.
— Pamiętasz — nagle powiedziała Galina Ivanovna — jak chodziłyśmy do lasu po poziomki?
— Pamiętam — uśmiechnęła się Alice. — I jak opowiadałaś bajki.
— A jeszcze piekłyśmy ciasto. Zawsze podkradałaś ciasto.
— A babcia się złościła: „Znowu Alice podjada ciasto!” — Alice roześmiała się. Potem mówiła: „Dobrze, zrobię nowe dla wnuczki”.
— Bardzo cię kochała.
— Ja ją też. Szkoda, że jej nie ma…
— Mnie też brakuje, kochana.
Zapadła cisza. Potem Alice niespodziewanie zapytała:
— Nie żałowałaś, że nie wyszłaś za mąż? Nie miałaś dzieci?
Galina Ivanovna była zdziwiona.
— Jak nie wyszłam? Byłam za wujkiem Wasą.
— Tak, ale krótko.
— Trzy lata to krótko?
— Tak. I dzieci nie było.
— Nie było — cicho przyznała Galina Ivanovna. — Nie udało się.
— I nie żałujesz?
— Jak można nie żałować? Oczywiście, że żałuję. Ale co poradzić.
Alice zamyśliła się.
— A ja myślę, że może dobrze, że z Igorem się nie udało. I tak byśmy się rozstali. On mnie nie kochał.
— Skąd wiesz?
— Widać było. Ciągle porównywał: „O, Lena z działu taka wesoła”, „A Natasha modnie się ubiera”. A mnie uważał za nudną.
— Głupiec! — oburzyła się Galina Ivanovna. — W tobie nie ma nic nudnego!
— Jest, ciociu. Sama wiem. Zwyczajna.
— A co złego w zwyczajności?
— Nie wiem. Czasem mam wrażenie, że żyję na darmo.
Galina Ivanovna zaniepokoiła się.
— Alice, co za brednie! Każdy ma swoje miejsce.
— Jakie moje miejsce? Pracować za grosze? Żyć samotnie?
— Jesteś wolna. Możesz robić, co chcesz.
— A czego ja chcę? — Alice się zamyśliła. — Nie wiem nawet.
— Zostań tu. Odpocznij, przemyśl.
— Nie mogę być na waszej szyi!
— Jaka szyja? Miejsca jest pod dostatkiem, jedzenia też.
Alice pokręciła głową.
— Nie, jutro wyjeżdżam. Mam rozmowę o pracę.
— Dokąd?
— Do kawiarni, jako kelnerka.
— Nic wielkiego. Praca jak praca.
— Ważne, żeby płacili.
Jeszcze trochę porozmawiały, potem Alice powiedziała, że jest zmęczona i poszła spać. Galina Ivanovna przygotowała jej miejsce na kanapie, przyniosła koc.
— Ciociu Galu — nagle powiedziała Alice — dziękuję. Czuję się lepiej.
— Zawsze chętnie, kochana. Dzwoń, jeśli coś.
— Dobrze.
Galina Ivanovna długo nie mogła zasnąć. Myślała o siostrzenicy. Chciała pomóc, ale czym?
Rano Alice szybko się spakowała. Galina Ivanovna przygotowała śniadanie, ale siostrzenica tylko wypiła herbatę.
— Nie chcę jeść. Martwię się.
— Daleko jedziesz?
— Na drugi koniec miasta.
Galina Ivanovna włożyła jej kanapki do torby.
— Na drogę.
— Dziękuję.
Alice już wychodziła, ale nagle się odwróciła.
— Po co w ogóle tu przyjechałaś? — zapytała. — Wiele lat temu.
Galina Ivanovna zamyśliła się.
— Za mamą. Była chora, nie miał kto się nią opiekować.
— I zostałaś?
— Tak.
— A swoje życie?
— Mama była ważniejsza.
— I nie żałowałaś?
— Żałowałam. Ale co poradzić.
Alice westchnęła.
— Czyli też nie żyłaś własnym życiem.
— A czyje życie jest prawdziwe, jeśli nie to, które się przeżywa?
— Nie wiem.
— Idź, bo się spóźnisz.
Alice pocałowała ciocię w policzek i wyszła. Galina Ivanovna pomyślała: oby tylko znalazła pracę. Nie dla pieniędzy, ale by poczuła się potrzebna.
Wieczorem Alice zadzwoniła.
— Ciociu Galu, przyjęli mnie!
— To świetnie!
— Mogę czasem przyjeżdżać?
— Oczywiście, kochana.
— Dzięki. U was jak w domu.
— To twój dom, Alice.
Po rozmowie Galina Ivanovna długo siedziała w kuchni, pijąc herbatę i myśląc. Czas płynie, ludzie się zmieniają. Alice już nie jest dzieckiem. Chciała ją chronić, ale każdy musi przejść swoją drogę.
Może siostrzenica ma rację — wszyscy żyją nie swoim życiem. Galina Ivanovna przyjechała dla mamy i została. Alice pracowała tam, gdzie nie chciała, spotykała się z kimś, kogo nie kochała.
Ale może życie polega na robieniu tego, co trzeba. Dbanie, pomoc. Niezależnie od wyboru czy okoliczności. Najważniejsze — żyć uczciwie.
