W naszą pierwszą noc po ślubie mąż zmęczonym szeptem powiedział: „Nie dam rady, naprawdę nie mam już siły”.
Podczas pierwszej małżeńskiej nocy mój mąż tylko ciężko odetchnął i wyszeptał: „Nie mogę, nie mam już sił” — po czym położyliśmy się spać osobno. Ale dokładnie o północy z pokoju mojej teściowej dobiegły mnie przerażające jęki…
Anna zupełnie inaczej wyobrażała sobie dzień swojego ślubu. Od dzieciństwa nosiła w sercu obraz tej chwili: lekką białą suknię, naręcza kwiatów, muzykę, od której drży powietrze, i twarze bliskich rozjaśnione szczęściem. Kiedy jednak uroczystość dobiegła końca, w jej pamięci zostały nie tylko piękne momenty i zawstydzone spojrzenie Piotra przy ołtarzu. Został też dziwny niepokój, jakby cień przesunął się obok niej dokładnie wtedy, gdy przekroczyli próg domu jego matki, czyli teściowej, Krystyny Wysockiej. Dom pani Krystyny, stary dworek stojący na obrzeżach miasta, robił wrażenie elegancją i nienagannym porządkiem, a jednak bił od niego jawny chłód. Ściany zdawały się pochłaniać każdy dźwięk, jakby nie życzyły sobie głośniejszych słów. Wnętrze pasowało do dostojnej fasady: antyczne meble, kosztowne dywany, obrazy w złoconych ramach. Tyle że ta doskonałość była martwa, wystudiowana, bardziej muzealna niż domowa, jakby nie mieszkali tu ludzie, lecz pilnowano czyjejś przeszłości. Anna próbowała się uśmiechać, ukrywając narastające skrępowanie. Ściskając dłoń Piotra, powtarzała w myślach: „To tylko zmęczenie. To był długi, trudny dzień. Jutro wszystko będzie inne”.
— No i co, moi nowożeńcy? — powiedziała pani Krystyna łagodnie, choć w jej głosie pobrzmiewał metaliczny ton. — Przyjęcie już za wami, teraz trzeba odpocząć. Wasza sypialnia jest na górze, na drugim piętrze, wszystko zostało przygotowane. Jej przenikliwe spojrzenie sprawiło, że Anna mimowolnie skuliła ramiona. Było w nim coś więcej niż zwykła troska. Jakby pani Krystyna chciała się upewnić, że ta obca dziewczyna nie zajmie w jej domu zbyt wiele miejsca, nie zacznie się tu czuć gospodynią i nie odsunie jej na bok. Piotr speszony opuścił wzrok. — Dziękuję, mamo. W sypialni pachniało świeżą pościelą i lawendą. Anna zdjęła gumkę z włosów, odłożyła ją na fotel i pozwoliła kosmykom opaść na ramiona. Serce wciąż biło jej za szybko. Pierwsza noc po ślubie, nowe życie, ich początek. Odwróciła się do męża, czekając, aż na nią spojrzy. Ale Piotr wyglądał na całkowicie wyczerpanego. Usiadł na brzegu łóżka, spuścił głowę i niemal bezgłośnie powiedział: — Nie dam rady, wybacz, Aniu, po prostu chodźmy spać.
Poranek przyszedł wraz z ciszą i zapachem kawy. Pani Krystyna siedziała przy stole w idealnie wyprasowanym szlafroku, z chłodnym uśmiechem na ustach. — Dzień dobry, dzieci — odezwała się tak, jakby noc nie przyniosła niczego niezwykłego. — Dobrze wam się spało? Anna skinęła głową, nie podnosząc na nią oczu. A Piotr, jak gdyby wszystko było całkiem normalne, uśmiechnął się spokojnie. — Tak, świetnie. Anna poczuła, że jej dotychczasowy świat pęka cicho, ale nieodwracalnie. Jeszcze wczoraj wierzyła, że zaczyna szczęśliwe życie, a dziś miała już wrażenie, że z tym domem jest coś nie tak. Bardzo nie tak. I po raz pierwszy zadała sobie pytanie: „Co ja właściwie wiem o swoim mężu i jego matce?” Anna nigdy nie lubiła nocować w cudzych domach. Zawsze wydawało jej się, że ściany słyszą każdy krok, a naczynia brzęczą zbyt głośno, zdradzając jej zakłopotanie. Tutaj, w domu pani Krystyny, to uczucie stało się jeszcze mocniejsze. Starała się poruszać jak najciszej, choć rozsądek podpowiadał jej, że nie ma się czego bać. To miał być teraz jej dom. Dom jej męża. A jednak serce waliło jej za mocno, a każde dotknięcie klamki budziło w niej niejasny lęk.
Piotr wyjechał już w sprawach zawodowych, obiecując, że wróci przed obiadem. Anna została w domu sama z panią Krystyną. — Musisz się przyzwyczaić — zauważyła teściowa przy śniadaniu. Mówiła spokojnie, lecz jej oczy nadal pozostały lodowate. — Ten dom z czasem stanie się dla ciebie bliski, zobaczysz. Ma własny rytm i własne zasady. — Zasady? — spytała ostrożnie Anna. — Oczywiście. W każdym domu są rzeczy, których się nie narusza. Anna pokiwała głową, choć w środku odezwał się cichy bunt. Jakie jeszcze zasady? Przecież wyszła za Piotra, a nie za ten dom i nie za jego matkę. Nie zaczęła jednak dyskusji. Żeby choć trochę odsunąć od siebie napięcie, postanowiła wyjść do ogrodu. W rozległym ogrodzie, między wysokimi lipami i zarośniętymi alejkami, nawet szelest liści i śpiew ptaków nie potrafiły uwolnić jej od wrażenia, że ktoś ją obserwuje. Przypomniała sobie własną matkę, zwyczajną nauczycielkę z małego miasteczka. Tam, w rodzinnym domu, wszystko było proste i prawdziwe. Tutaj każdy krok wydawał się prowadzić w stronę ukrytej pułapki. „Po co Piotr przywiózł mnie właśnie tutaj?” — myślała. „Dlaczego nie wynajęliśmy mieszkania, tak jak wcześniej planowaliśmy?” Odpowiedź była oczywista — pani Krystyna.
Wieczorem Anna mimo wszystko postanowiła porozmawiać z mężem. Kiedy zostali sami, podeszła do Piotra i powiedziała: — Chcę zrozumieć, dlaczego mamy mieszkać tutaj. Dlaczego nie możemy żyć osobno? Przez chwilę milczał, potem ciężko westchnął. — Ty nie rozumiesz, mama… Ona tyle dla mnie zrobiła. Po śmierci ojca zostaliśmy tylko we dwoje. Opiekowała się mną, wychowała mnie. Nie mogę tak po prostu odejść i jej zostawić. — Ale jesteś dorosły. Teraz my mamy swoją rodzinę. — Wszystko jej zawdzięczam — przerwał ostro. Jego spojrzenie nagle stwardniało tak bardzo, że Anna zamilkła. Po raz pierwszy zobaczyła w nim nie tylko zmęczenie, lecz także coś, co boleśnie przypominało strach.
Kiedy nadeszła druga noc, Anna nie potrafiła już udawać, że niczego nie słyszy. Jęki rozległy się znowu dokładnie o północy. Przez jej ciało przebiegł dreszcz. W środku ścierały się przerażenie i decyzja, że musi wiedzieć. Wstała i wyszła na korytarz. Drzwi do pokoju pani Krystyny były lekko uchylone, a ze środka sączyło się blade światło. Tym razem Anna odważyła się zajrzeć. I w tej samej sekundzie.
…W tej samej sekundzie Anna zobaczyła coś, od czego krew zastygła jej w żyłach.
W półmroku pokoju, rozjaśnionym jedynie słabym światłem nocnej lampki, pani Krystyna siedziała w starym fotelu — ale nie była już tą chłodną, idealnie opanowaną kobietą, którą Anna znała od dnia ślubu. Jej twarz była wykrzywiona, oczy zamknięte, a usta poruszały się bez dźwięku, jakby mówiła do kogoś niewidzialnego. Najstraszniejsze były jednak jej dłonie: wykonywały dziwny, rytmiczny taniec, kreśląc w powietrzu niezrozumiałe znaki, jakby tkały niewidzialną pajęczynę.
Anna chciała się cofnąć, ale nogi jakby wrosły jej w podłogę. Właśnie wtedy pani Krystyna gwałtownie otworzyła oczy — i Anna poczuła lodowaty chłód: nie było w nich ani białek, ani źrenic, tylko gęsta, migocząca ciemność.
— Nie powinnaś była tego widzieć — zaszeleścił głos, choć usta pani Krystyny nawet nie drgnęły. Dźwięk dochodził jakby ze wszystkich stron naraz, wypełniał pokój i wciskał się prosto do umysłu.
Anna wreszcie zdołała się poruszyć — rzuciła się do ucieczki, ale drzwi jej sypialni okazały się zamknięte. Za plecami usłyszała cichy, lodowaty śmiech.
— Teraz już wiesz — szeptał głos. — Teraz należysz do tego domu.
Ogarnięta paniką Anna błądziła po korytarzu, próbując znaleźć jakiekolwiek schronienie. Nagle dostrzegła, że obrazy wiszące na ścianach… poruszają się. Twarze na portretach odwracały się za nią, a ich oczy jarzyły się w ciemności. Stary zegar wybił trzy uderzenia, choć naprawdę była dopiero północ.
W końcu dobiegła do pokoju Piotra i wpadła do środka, zatrzaskując drzwi, po czym oparła się o nie plecami. Mąż spał tak głęboko, jakby wokół nie działo się absolutnie nic. Anna potrząsała nim, wołała go, prawie krzyczała, ale nie mógł się obudzić.
— Piotr! Obudź się! Twoja matka… ona…
Powoli otworzył oczy, a Anna zastygła: w jego spojrzeniu też przemknęło coś obcego, ciemnego.
— Wszystko źle zrozumiałaś — powiedział nie swoim, głuchym głosem. — To jest nasz dom. Nasze zasady. Nasza rodzina.
W tej samej chwili drzwi za jej plecami uchyliły się ze skrzypnięciem. Anna odwróciła głowę i zobaczyła w progu sylwetkę pani Krystyny. Jej ręce nadal wykonywały ten sam osobliwy taniec, a usta rozciągały się w uśmiechu zbyt szerokim, by mógł należeć do ludzkiej twarzy.
— Witaj w naszej rodzinie — zaszeleścił głos, a pokój utonął w ciemności.
Następnego ranka Anna siedziała przy stole i powoli piła kawę. Pani Krystyna, jak zawsze nieskazitelna, zapytała:
— Dobrze spałaś, kochanie?
Anna uśmiechnęła się w odpowiedzi — dokładnie tak samo, jak zwykle uśmiechała się pani Krystyna.
— Wspaniale — odparła, a jej oczy na krótką chwilę pociemniały. — Teraz wreszcie wszystko rozumiem.
