Mama oddała je do domu dziecka tuż po Nowym Roku…
Dziewczynki płakały, nie rozumiejąc, dlaczego ich spokojne, domowe życie nagle zostało zniszczone. Dopóki matka zajmowała się swoim życiem osobistym, a robiła to niemal bez przerwy, Daria i Natalia mieszkały u babci. Jednak na święto św. Mikołaja zimowego babcia już nie żyła, i matka zdecydowała się oddać je do internatu. Nie była przecież rozwiązłą kobietą, nie piła, nie paliła. Ale czy to sprawiedliwe, że były dzieci, a ona sama, z dwójką na rękach, miała dźwigać życie samotnie, podczas gdy były mąż żył według własnych zasad?
Matka rozpięła płaszczyk Natalii i szepnęła: „Nie płaczcie, tak się ułożyło. To nie moja wina. Będzie wam tu dobrze, potem mi podziękujecie!” Natalia szlochała bez opamiętania – miała tylko trzy lata i nie pojmowała, co się dzieje. Ale patrząc w surowe oczy matki i na przerażoną, zapłakaną twarz starszej siostry, siedmioletniej Darii, czuła, że wszystko jest złe. Matka prychnęła: „Nie kompromitujcie mnie, ja od was nie odchodzę. Jak się poukłada, przyjadę i was zabiorę na Wielkanoc!” Dziewczynki, wciąż łkając, zamilkły – mama powiedziała, że wróci!
Przyzwyczajenie się do życia w internacie było trudne, mimo że wychowawcy okazywali im czułość i współczucie. Daria swoimi poważnymi, czarnymi oczami wzbudzała respekt, a Natalia przypominała małego, białego, dobrotliwego kluseczkę. Natalia ciągnęła Darię za rękaw: „A kiedy Wielkanoc? Ona przyjedzie i zabierze nas do mamy?” Daria cierpliwie tłumaczyła po raz setny: „Wielkanoc to święto wiosną, pamiętasz, jak babcia malowała jajka?” Natalia kiwnęła głową, niby pamięta, ale wspomnienie o babci wywoływało maleńkie łzy na jej rzęsach. Daria sama chciała wiedzieć, kiedy nadejdzie Wielkanoc. Zapytała wychowawczynię. Pani Ewelina była zdziwiona – zwykle dzieci wyczekują Nowego Roku lub urodzin. Dała Darii mały kalendarzyk: „Widzisz, tu obok zaznaczona jest Wielkanoc, a to dzisiaj. Każda liczba to dzień. Kiedy ja chodziłam do szkoły, codziennie skreślałam dni do wakacji.” Daria też zaczęła skreślać liczby – dzień po dniu zbliżały się do powrotu mamy.
Rano w Święto Zmartwychwstania Natalia wbiegła do Darii, ściskając w dłoni czerwone jajko: „Daria! Daria! Dziś mama przyjedzie, jestem taka szczęśliwa. A ty, Dario, szczęśliwa?” Daria sama nie mogła doczekać się mamy. Początkowo oczekiwanie niosło radość, lecz po drzemce dziennej Darii zaczęło brakować sił na płacz. Tymczasem Natalia krążyła wokół niej, marudząc. Pod wieczór, gdy Daria zrozumiała, że mama ich oszukała, uspokajała Natalię: „Pewnie autobus się spóźnił, drogi są straszne! Wychowawcy mówią, że jutro mama na pewno przyjedzie. Na razie zostanie w wiosce na noc.” Młodsza siostra kiwnęła głową, łkając. Ale matka nigdy nie przyjechała, choć dziewczynki wymyślały coraz to nowe usprawiedliwienia.
Pewnego ranka Daria nie odnalazła Natalii. Wychowawcy wyjaśnili, że matka ją zabrała. Długo potem Daria dowiedziała się, że matka napisała na nią dokumenty rezygnacyjne. Na szczęście Daria miała szczęście: po dwóch latach odnalazła ją siostra ojca. Ciocia Helena była dobrym człowiekiem, i Daria sama nie zauważyła, jak zaczęła nazywać ją mamą. Dobroć cioci i jej rodziny powoli leczyła rany w sercu Darii, o matce i Natalii starała się nie pamiętać. Wiedziała, że Natalia była wtedy malutka i nie rozumiała wszystkiego, ale i tak…
Minęły lata. Daria ukończyła naukę na pielęgniarkę, wyszła za mąż, urodziła syna, żyli skromnie, lecz w zgodzie. Nagle przyszło do Darii list. Od Natalii!
„Cześć, moja ukochana siostrzyczko! Pewnie mnie nie pamiętasz? Pamiętam tylko twoje warkoczyki i kraciaste kapcie. Tak bardzo chcę cię zobaczyć! Niedawno wróciłyśmy do naszej dzielnicy, mieszkamy w Brzozówce. Jeśli nie masz nic przeciwko, mogę przyjechać do ciebie w odwiedziny?”
Daria wzruszyła ramionami – dziwnie, sama nie zaprasza, a jednak chce przyjść… Mimo to zgodziła się.
Natalia w niebieskiej kurteczce, mocno utykając, szła naprzeciw siostrze, radośnie machając ręką! Rozpoznała Darię w tłumie na dworcu autobusowym, mocno ją objęła i zapłakała: „Siostrzyczko, jak tylko cię zobaczyłam, od razu wiedziałam: to moja Daria! Od razu, wierzysz?”
Daria burknęła niezadowolona, że nadal jest marudna, ale w jej oczach pojawił się błysk radości.
Po kolacji Natalia opowiadała:
„Nie gniewaj się na mamę. Wujek Szymon od razu powiedział, gdy się poznali, że przyjmie ją i dzieci. Ale bała się zabrać nas od razu. Potem u wujka Szymona i mamy urodził się syn, potem córka! Weronika, taka śliczna, dokąd my… Ojej, nie gniewaj się! Wujek Szymon dobrze zarabia, jest świetnym stolarzem, zawsze mnóstwo zamówień. Czasem jeździmy na południe. W siódmej klasie byk mnie podniósł na rogi, na szczęście nikomu nic się nie stało. A ja, jak widzisz, utykam… Jaki pyszny masz, Dario, placek, dasz mi przepis?”
Daria zapytała:
„A pracujesz? Uczysz się? Masz przyjaciół? Jesteś taka ładna!”
Natalia zawstydziła się:
„Po tym wypadku długo się leczyłam, wydano na mnie mnóstwo pieniędzy… Pomagam w domu albo wujkowi Szymonowi przy zamówieniach… Mama pracuje w administracji jako księgowa. Na przyjaciół nie ma czasu, a ja przywykłam do utykania.”

Daria namówiła Natalię, by została na noc, obiecując odprowadzenie na pierwszy autobus. Siostra zasnęła, ledwie głowa dotknęła poduszki. Daria przypadkiem zerknęła na jej ubrania, starannie ułożone na krześle. Wszystko było czyste, lecz mocno zużyte i wielokrotnie zszywane! Nawet w szpitalu sanitariuszki ubierają się lepiej, a co dopiero w gości!
Daria wstała o trzeciej rano, obudziła męża i poprosiła, by natychmiast pojechał z nią do Brzozówki. Mąż marudził, ale po wyjaśnieniu sytuacji zgodził się. Daria bez trudu znalazła dom matki. Serce waliło jak szalone, gdy pukała do drzwi. Otworzyła je matka i nie poznała Darii. Dziewczyna od razu rozpoznała mamę: choć starsza, wciąż była piękna i zadbana. Powiedziała:
„Dzień dobry, mamo! Spotkałyśmy się…”
Matka powitała ją chłodno, jakby Daria była nachalną sąsiadką, a nie córką, której nie widziała od lat. Potem zapytała nieprzyjemnym tonem:
„A Natalia gdzie? W oborze, czy co? Niech wraca, dzieci muszą zjeść śniadanie, bo od wczoraj nikt nie sprzątał. A ty wchodź, skoro przyjechałaś…”
Daria starała się mówić spokojnie:
„Natalia zostanie ze mną na razie. Spakuj jej ubrania i rzeczy… Jeśli możecie, dajcie też trochę pieniędzy. Zorganizuję Natalii pracę jako sanitariuszce, potem zdobędzie zawód. I trzeba leczyć jej nogę, taka śliczna, a utyka! Słyszysz, mamo?”
Matka wykrzywiła usta w niezadowoleniu, jak zwykle, i mruknęła:

„Spadaj stąd, wtrętko, a Natalię my sami zabierzemy! Żeby mnie więcej nie widzieć przy niej!”
Daria stanowczo pokręciła głową i patrząc matce w oczy, powiedziała powoli i wyraźnie:
„Po pierwsze, nie Natalia, lecz Natalko! Swoją krowę nazywaj Natalią, którą teraz sama doisz rano, paniusiu! Chcesz, mogę zebrać pół wioski? I wszyscy dowiedzą się, jak wzorowa urzędniczka porzuciła swoje dzieci w domu dziecka! Wszystkie kobiety w wiosce są jej przyjaciółkami, czy znajdą się takie, które jej tego nie wybaczą? Jeśli spróbujesz uciec i zabrać Natalię, znajdę cię i rozgłoszę na całą Polskę!”
Matka skrzywiła się, zniknęła w domu, trzaskając drzwiami. Po pół godzinie wyszedł chudy, przygarbiony mężczyzna z plecakiem:
„Dzień dobry, nazywam się Szymon. Oto rzeczy… Przekażcie Ludmile (tak zawsze mówiłem na Natalię) pozdrowienia ode mnie, żeby wszystko było dobrze. Pomożemy też finansowo, postaram się. Ile lat dziewczyna spędziła w domu dziecka za Czerwonego Kapturka? Mówiłem jej… Ale nie miejcie żalu do matki, życie nie jest łatwe…”
Daria szła z plecakiem do samochodu męża i myślała: tak, życie nie jest łatwe. A czy łatwe jest w ogóle, aby mężczyźni nie pili, nie hulali, aby kobiety nie porzucały dzieci przez „mężczyzn”, aby rodzeństwo nigdy się nie zapomniało?
Mama oddała je do domu dziecka tuż po Nowym Roku…