– Wyobraź sobie, Maria Nowak nie ma pojęcia, że ja i Tomasz się rozstaliśmy – westchnęła Natalia, odkładając telefon z niepokojem. – I teraz przyjeżdża do nas.
– Żartujesz?! – zdziwiła się Magdalena. – Prosto tutaj? Do tego pokoju?
– Właśnie w tym problem – mruknęła Natalia, zaciskając usta. – Ona jest przekonana, że wciąż jesteśmy razem. Twierdzi, że tęskni za wnukami.
– Po co się tak stresujesz? – powiedziała Magdalena. – Jakie ma teraz prawo? Nie bój się.
– Łatwo ci mówić, nie znasz jej. To poważna kobieta. Jej kontakty… nawet nie wyobrażasz sobie! Pomyśli, że specjalnie coś ukrywam. Jeszcze wymyśli swoje… I zacznie się mścić.
– A wy przez ten czas w ogóle się nie kontaktowałyście? – zdziwiła się Magdalena.
– Byłyśmy w konflikcie. Ostatni raz przyjechała do nas z Krakowa dwa lata temu i się pokłóciłyśmy.
– Z powodu Tomasza?
– Nie tylko – machnęła ręką Natalia. – Wszystko razem. Marii Nowak nic u nas nie pasowało: ani powitanie, ani sposób wychowywania dzieci, ani… Cały spis rzeczy.
– I co dalej?
– Co „i co dalej”? – odparła Natalia. – Ona coś powiedziała, ja odpowiedziałam. Słowo za słowo i poszło. Stwierdziła, że nie chce mnie znać i wyjechała. Od tego czasu kontaktuje się tylko z Tomaszem.
– A on?
– A co on? Tylko mu na rękę. Kolejna okazja, by mnie obwinić o wszystko. Powiedział, że skoro nie szanuję jego matki, to nie kocham jego. Dlatego miał kłopoty w pracy. Zniknął. Tydzień ani widu, ani słychu. Potem zadzwonił, że ma inną i musimy się rozstać.
– Czyli Tomasz nie powiedział matce o rozwodzie – rozważała Magdalena.
– Wygląda na to. I nie wspomniał, że zabrał połowę mieszkania i że teraz z dwójką dzieci, kotem i psem mieszkamy w komunalce.
– Dokładnie. Myśli, że wszystko jest po staremu. Powiedziała, że w Krakowie ma pilne sprawy i tydzień spędzi u nas.
– Gdzie dokładnie?
– Tutaj – Natalia obejrzała wzrokiem pokój.
Rozległ się dzwonek do drzwi.
– To ona – szepnęła Natalia. – Co robić? Jak wytłumaczyć?
– Mów prawdę.
– Znowu zacznie krzyczeć. Boję się. Może nie otwierać?
– Nie otworzysz, będzie gorzej. Wtedy na pewno coś podejrzewać.
Dzwonek powtórzył się.
– Otwórz – stanowczo powiedziała Magdalena. – I nie drżyj. Niech krzyczy. Nie jesteś w niczym winna. Jestem obok.
Natalia otworzyła drzwi.
– Dzień dobry, pani Mario Nowak – powiedziała cicho.
– Czemu tak długo? – zapytała surowo Maria, wnosząc dwa walizki. – Kogo ukrywałaś?
– Nikogo – odpowiedziała Natalia. – Rozmawiałyśmy z koleżanką.
– Z jaką koleżanką?
Z przedpokoju wyszła Magdalena.
– Dzień dobry – skinęła głową. – Jestem Magdalena, przyjaciółka Natalii.
Maria Nowak spojrzała na nią z pogardą.
– Tomasz w pracy? – zapytała Natalię.
– Chyba tak – odpowiedziała Natalia.
– Jak to „chyba”? Mąż i nie wiesz, gdzie jest?
Natalia wzruszyła ramionami, niepewnie.
– Przecież to nie jest jej mąż! – wycedziła prowokująco Magdalena.
Maria Nowak powoli odwróciła się do niej.
– Jak to?
– Tak jest – odparła dumnie Magdalena. – „Chciałabym takiej odwagi wobec mojej teściowej” – pomyślała w duchu. – „Chociaż teraz mogę się odegrać”.
– Natalia i wasz syn rozwiedli się rok temu – drwiąco dodała Magdalena. – A dwupokojowe mieszkanie, które kupili w małżeństwie, musiało być dzielone. Tomasz sprzedał swoją część. Teraz Natalia z dwójką dzieci, kotem i psem mieszka w komunalce. Jeszcze pytania?
Maria Nowak wpatrzyła się w Natalię.
– To prawda?
– Prawda – skinęła głową Natalia. – Rozwód miał miejsce zeszłej jesieni.
– Nie o to chodzi. Mieszkanie zabrał?
– Tak. Prawo było po jego stronie. Mieszkanie wspólne. Poza tym ma teraz nową żonę.
– Nową żonę? – dopytywała Maria.
– Tomasz mówi, że spodziewają się dziecka. Prosił, by nie naciskać z alimentami. Obiecał wszystko potem zwrócić. Praca, mówi, sprawna.
– A ty uwierzyłaś? – prychnęła Magdalena. – Naiwna. Twój Tomasz niczego nie odda. I z pracą wszystko w porządku. Dziecka też nie oczekują. Ta „żona” to tylko konkubina. Dziecko to sposób, by cię rozczulić.
– Dlaczego nie powiedział mi o rozwodzie? – zamyślona zapytała Maria.
– Może nie chciał cię martwić – nieśmiało zasugerowała Natalia.
– Możliwe – zgodziła się Maria. – Możliwe.
Tomasz nie powiedział o rozwodzie z pobudek egoistycznych.
„Niech myśli, że wciąż jesteśmy razem” – rozważał. – „Tak będzie korzystniej. Matka Natii mnie nienawidzi, ale wnuków uwielbia. Przez nich i mieszkanie wyciągnę”.
Raz w miesiącu, dzwoniąc do matki, narzekał, że w dwupokojowym ciasno. Wysyłał zdjęcia dzieci, wiedząc, jak za nimi tęskni. Mówił, że wszystko dobrze, ale dla szczęścia brakuje przestronniejszego mieszkania.
– Starsza wkrótce do szkoły, westchnął. – A nawet stolika nie ma gdzie postawić. Chcielibyśmy większe mieszkanie, ale brak pieniędzy. Pensja mała, kredytów nie dają. Dziewczynki nawet do Świętego Mikołaja pisały prośby o mieszkanie przy metrze Botaniczny Ogród. Śmieszne. Często o to pytają, jak babcia. Ale damy radę. W najgorszym wypadku córka będzie odrabiać lekcje w kuchni.
Tomasz wiedział, co robi. Był pewien, że matka nie wytrzyma.
– Znajdzie sposób, pomyślał. – Rozwiąże mój problem mieszkaniowy. A żeby łatwiej jej było, podsunę wariant.
– Oczywiście – kontynuował. – Można by sprzedać twoją działkę w Rejowie. Za te pieniądze kupić czteropokojowe mieszkanie w Warszawie, przy metrze Ogród Botaniczny. Sprawdzałem ceny, wystarczy. Wtedy każda córka miałaby swój pokój. Ale nie naciskam, kochana, tak lubisz swoją działkę…
I teraz, przyjeżdżając z Krakowa, Maria Nowak poznała prawdę.
– Rozumiem – powiedziała. – A dzieci gdzie?
– W przedszkolu.
– Gdzie pracujesz?
– Zdalnie.
– A sąsiedzi?
– Jedna kobieta. Miła. Nawet nie przeszkadza, że mamy kota i psa. Też niedawno się rozwiodła. Teraz w pracy.
– Miła, mówisz – uśmiechnęła się Maria Nowak. – No dobrze, idę.
Wyszła.
– Uff, przeszło – odetchnęła Natalia, zamykając drzwi. Bała się, że będzie krzyczeć.
Minęły dwa miesiące.
– Już dawno nie dzwoniłem do mamy – pomyślał Tomasz. – Trzeba przypomnieć o moich problemach.
– Cześć mamo, jak się masz? Wszystko dobrze? Cieszę się za ciebie. U nas jak zwykle – we czwórkę w dwupokojowym mieszkaniu. A propos, pamiętasz pomysł z działką? Może rzeczywiście ją sprzedać?
– Co znaczy „nie ma działki”? Mamo! Jak to nie ma? Spaliła się? Nie? Na szczęście. A co potem? Już sprzedałaś? Pieniądze wydałaś? Na co? Kupiłaś mieszkanie? Czteropokojowe? Komu? Dzieciom? Jakim dzieciom? Moim? Małe przecież! Można? Po co to zrobiłaś?
– Dlaczego nie skonsultowałaś ze mną? Tak, prosiłem. Tak, mówiłem, że dzieci potrzebują pokoi. Ale mogłaś zadzwonić! Kupić na mnie, a nie na nie. Nie zadzwoniłaś, bo mnie nie było, kiedy przyjeżdżałaś? A kiedy przyjeżdżałaś? A mieszkanie gdzie? Przy metrze Aleksejowska? Mamo, ciemno mi w oczach… Koniec, minęło. Emocje. Dziękuję bardzo.
Następnego dnia Tomasz przyszedł do Natalii w nowe mieszkanie.
Dwadzieścia minut milczał, chodząc po pokojach, wszystko oglądając.
– To wszystko mogłoby być moje – kipiał w środku. – Gdyby nie ta podła Natalia. Jak zdobyła moje zaufanie? Dobrze, to jeszcze nie koniec. Wezmę ją za żonę ponownie, a potem wyrzucę. Niech mieszka w swoim pokoiku.
– Teraz, Natalia – oznajmił stanowczo – po wszystkim, co się wydarzyło, musimy być razem. Widzę, że mama ci wybaczyła. W przeciwnym razie nie kupiłaby tego mieszkania.
– Kupiła go nie dla nas.
– Jak to nie dla nas? Dla kogo?
– Dla naszych dzieci.
– To jedno i to samo. I musisz zostać moją żoną.
– Muszę?
Tomasz spojrzał surowo.
– Chyba nie zrozumiałaś – powiedział. – Nie pytam. Stawiam przed faktem. Pojutrze o 10:00 w naszym USC. Przy latarni po prawej. Pamiętasz?
– Pamiętam. Takie rzeczy się nie zapomina.
– I nie spóźnij się. Wiesz, jak tego nie lubię.
– Nie spóźnię się – odpowiedziała Natalia.
Oczywiście, pojutrze jej nie było. Tomasz wpadł w furię. Zadzwonił. Natalia powiedziała, że zapomniała. Przeniesiono na następny dzień. Ale i wtedy jej nie było.
– Jak to, Natalia? – wrzasnął do telefonu. – Znowu?
– Przepraszam – odpowiadała. – Znowu zapomniałam.
Przeniesiono na kolejny tydzień. I znowu Natalia nie pojawiła się. Ale Tomasz się nie poddawał.
Minęło pół roku, a on nadal miał nadzieję. Wyznaczano nowe terminy, które były przekładane. Za każdym razem przychodził pod latarnię punktualnie.
Pracownicy USC szeptali z podziwem:
– To miłość! I w deszczu, i w śniegu. Pamiętacie huragan? Drzewa powalone, a on tu! Dajcie, gdy przestanie przychodzić, postawimy pomnik. Symbol męskiej wierności!
Była teściowa wpadła w odwiedziny – a my już byliśmy rozwiedzeni i nikt jej nie powiedział!

