— Kiedy będziemy mogli wprowadzić się do waszego nowego domu? — zapytali teściowie wprost.
— Nie rozumiem… — Olga poczuła napięcie.
— Skoro wszystko już ukończyliście, pomyśleliśmy, że wkrótce i nas zaprosicie — dodał ojciec, patrząc na nią uważnie.
Olga poczuła, jak wzbiera w niej frustracja. Dimitri udawał, że nie rozumie, dlaczego ona się tak denerwuje.
Czyżby teściowie od początku planowali, żebyśmy latami pracowali nad budową, wkładali własne pieniądze, a teraz chcieli nas zostawić z niczym?
Młodzi nie zdecydowali się na kupno małego mieszkania za ogromne pieniądze. Gdy jeszcze Dimitri i Olga byli parą, postanowili, że w przyszłości zbudują dom. To było tańsze, szybsze i korzystniejsze. Zamiast trzydziestu metrów kwadratowych, dostali sto dziesięć za tę samą cenę.
Dom był wygodny zarówno dla dzieci, jak i dla zwierząt, co bardzo cieszyło Olgę.
Na szczęście działka była już dostępna. Należała do ciotki Olgi, która przepisała ją na siostrzenicę, widząc powagę zamiarów pary.
— Nie dałam wam niczego na ślub, więc oto mój prezent. Abyście mieli gdzie wychowywać dzieci — powiedziała ciotka. — Działka stała pusta dwadzieścia lat, niech wam posłuży.
Mimo to para musiała wziąć część prac na siebie, aby oszczędzić. Pracowali po godzinach, w weekendy, nawet w deszczu.
Olga musiała też sięgnąć po spadek po babci — pieniądze ze sprzedaży mieszkania również zostały zainwestowane w budowę.
Kiedy wreszcie dom był gotowy, każdy wysiłek okazał się tego warty.
Oczywiście, dom nie był w pełni wykończony. Pozostało wiele detali w konstrukcji i wykończeniu. Jednak możliwość normalnego życia w nowym miejscu przynosiła młodym ogromną radość.
Zaczęli już nocować w domu i zapraszać gości. Olga żałowała tylko, że rodzice Dimitri’ego ani razu im nie pomogli, mimo licznych próśb.
Rodzice zawsze mieli coś ważniejszego do załatwienia — nie pomogli przy ogrodzeniu, sadzeniu drzewek, a nawet przy dowozie lodówki, mimo że mieli samochód z przyczepą idealny do takich zadań. Młodzi musieli płacić za transport.
— Czy oni zawsze są tak zajęci? — dziwiła się Olga.
— To przecież emeryci — wzruszył ramionami Dimitri.
Olga wiedziała, że pewnie rzeczywiście mają zajęcia i nie zawsze mogą pomóc, ale wątpliwości nie dawały jej spokoju.
— Olu, dziś przywieziemy nowy telewizor. Przyjmiesz? — zapytał Dimitri, zjadając w pośpiechu kanapkę w nowej kuchni.
— Oczywiście, o której?
— Po południu, między 15:00 a 20:00. Dałem im twój numer, obiecali zadzwonić godzinę wcześniej.
— Dobrze. Już przygotowałam obiad.
— Dzięki! — Dimitri pocałował ją w policzek i wyszedł.
Około czwartej do drzwi zapukano.
Olga była pewna, że to dostawa. Dziwiło ją jednak, że nie zadzwonili wcześniej, jak obiecali.
Otworzyła drzwi i zobaczyła rodziców Dimitri’ego — Ludmiłę i Wiktora.
Olga zaniemówiła, zamiast przywitania tylko wydobyło się z niej zdumione „och”.
— Cześć, Olu! Nie poznałaś nas? A może się wzbogaciliśmy? — uśmiechnęła się Ludmiła.
— Przepraszam, oczywiście, że was poznałam, po prostu nie spodziewałam się wizyty — odpowiedziała Olga.
— Wpuścisz nas do środka? — podpytał Wiktor z figlarnym uśmiechem.
Olga znowu się zdziwiła, ale zaprosiła ich do środka.
Teściowie weszli do przestronnego salonu połączonego z kuchnią i rozejrzeli się.
— Ale macie pięknie! — zachwycała się Ludmiła. — Dobrze, że zbudowaliście dom, a nie kupili mieszkanie. To robi wrażenie, przestrzeń dla wszystkich!
— Tak, zgodziła się Olga.
— Kiedy będziemy mogli się wprowadzić do waszego nowego domu? — zapytali wprost.
— Nie rozumiem… — Olga poczuła napięcie.
— Skoro wszystko już ukończyliście, pomyśleliśmy, że wkrótce i nas zaprosicie — dodał Wiktor.
— Nie planowaliśmy domu dla czterech osób — przyznała Olga, zaskoczona.
— My, Olu, postanowiliśmy sobie dorobić do emerytury i wynająć nasze mieszkanie, skoro teraz macie miejsce do życia — wyjaśniła Ludmiła.
— Rozmawialiście o tym z Dimi? — Olga była zaniepokojona.
— Jeszcze nie, ale jestem pewien, że on się nie sprzeciwi — odpowiedział Wiktor.
Olga zaniemówiła. Nigdy im nie pomagali, a teraz chcą zamieszkać w ich domu i jeszcze na tym zarobić.
Nie miała siły się sprzeciwić, liczyła jednak na Dimitriego.
— Czy my jesteśmy dla was obcy? — zdenerwował się Wiktor. — Chociaż herbaty mogłabyś nam podać!
— Oczywiście — odpowiedziała Olga pokornie.
Teściowie spokojnie pili herbatę, gdy zadzwonił telefon od kuriera.
Olga poszła odebrać telewizor. Kurierzy wnieśli pudełko i pożegnali się uprzejmie.
— Ale wielki! — zachwycił się Wiktor. — Gdzie go powiesicie?
— Tutaj — wskazała Olga pustą ścianę.
— Świetnie! Wieczorem usiądziemy na kanapie i pooglądamy wiadomości.
— Właściwie nie planowaliśmy podłączać anteny.
— Ha, śmieszne! A co wtedy będziecie oglądać? Czarny ekran?
— Nie, filmy i seriale przez aplikacje. Teraz tak ogląda każdy, wzruszyła ramionami Olga.
— To my w takim razie! — zaśmiała się Ludmiła. — Porozmawiam z Dimi, żeby antenę podłączył.
Olga odliczała minuty do powrotu męża, modląc się, by nie spóźnił się. Na szczęście wrócił na czas.
— A oto Dimi! — zawołała, słysząc samochód.
Olga pobiegła mu na spotkanie.
— Twoi rodzice przyszli i chcą się wprowadzić — wyszeptała, obejmując go.
— Co?! — zaskoczony Dimitri.
— Cicho, same wszystko wyjaśnią.
— Od kiedy? — spytał.
— Przyjechali obejrzeć wasze „kresy” — pochwalił się Wiktor. — Bardzo im się spodobało!
— Jakie kresy, miejsca zabraknie, gdy dziecko przyjdzie — przewidział Dimitri.
— Co ty! Macie przecież jeszcze dwa pokoje na górze! — wtrąciła Ludmiła.
— Tak, jeden dla dzieci, jeden gościnny. Często zostają u nas przyjaciele, organizujemy przyjęcia — uśmiechnął się Dimitri.
— My nie lubimy hałasu — spojrzała Ludmiła na męża.

— Trzeba będzie być cicho — zgodził się Dimitri.
— Dlaczego? — zdziwił się.
— Powiedzieliśmy już Oli, że chcemy się wprowadzić, a mieszkanie wynająć, żeby trochę dorobić — oznajmił Wiktor.
— U nas miejsca nie ma — wzruszył ramionami Dimitri.
— Synku, jak to możliwe? — żaliła się Ludmiła. — Czyżby nie starczyło miejsca dla rodziców?
— A mieliście czas nam pomóc? — ripostował Dimitri. — Nawet lodówki nie dowieźliście! Teraz jeszcze chcecie zarabiać na naszym domu? Nie, rodzice, tak się nie da. Kocham was, ale miejsca nie ma.
Wiktor i Ludmiła spojrzeli na siebie.
— Chodźmy, Ludmiła, czas — krótko powiedział ojciec.

Wstali i dumnie skierowali się do wyjścia.
Gdy wyjechali, Olga rzuciła się w ramiona Dimitri’ego.
— Dziękuję ci! Bałam się, że staniesz po ich stronie, przecież to twoi rodzice!
— Skąd taki pomysł? — uśmiechnął się. — Widziałem, jak się denerwowałaś, gdy odmawiali pomocy. Dlaczego miałbym ich jeszcze przyjmować po takim bezczelnym powodzie: „chcemy dorobić”?
— Dziękuję! — przytuliła się mocno do męża.
— Nie ma za co — odparł. — Lepiej odwdzięcz się kolacją.
Olga uśmiechnęła się, czując ulgę i bezpieczeństwo w ramionach męża.