Lena spokojnie zapłaciła za swoją kawę i wyszła z kawiarni, czując mieszankę ulgi i irytacji. Pierwsze spotkanie miało być przyjemnym doświadczeniem, lecz mężczyzna siedzący naprzeciw niej szybko ujawnił swoją prawdziwą twarz. Zamówił dania warte prawie dziesięć tysięcy złotych, a potem z nonszalancją oznajmił, że zapomniał portfela w domu. Lena opłaciła tylko własną kawę i wyszła, nie oglądając się za siebie.
Około pół godziny przed ustaloną godziną dostała od niego wiadomość: „Jesteś już w drodze? Siedzę przy stoliku i czekam”. Stała przed lustrem w przedpokoju, przeglądając wiadomość po raz kolejny. Mężczyzna, Adam, miał trzydzieści lat, pracował w IT, uwielbiał narty, dobre restauracje i drogie wino. Ich rozmowy trwały prawie dwa tygodnie, a w tym czasie kilkukrotnie podkreślał, że na randkach nigdy nie patrzy na ceny i że kobieta przy nim powinna czuć się wyjątkowa. Brzmiało to przekonująco.
Po rozwodzie minął prawie rok i to była pierwsza próba powrotu do świata randek. Przyjaciółka, Irena, niemal zmusiła ją do wyjścia:
— Przestań się ukrywać. Po prostu idź, rozluźnij się.
Lena wzięła głęboki oddech, poprawiła włosy i ruszyła w stronę restauracji. Adam wstał, gdy weszła. Wysoki, szczupły, w jasnym swetrze, z najnowszym smartfonem w dłoni, który wcześniej widziała tylko u menedżerów w pracy. Uśmiechnął się i grzecznie odsunął krzesło.
— Lena? Cieszę się, że wreszcie cię widzę na żywo. Na zdjęciach jesteś piękna, ale w realu jeszcze lepiej.
— Nie przejmuj się, zamawiaj, co tylko chcesz. Kuchnia jest naprawdę świetna — odpowiedziała spokojnie.
— Wystarczy mi kawa. Zjadłem już wcześniej — odpowiedział.
Jego wzrok zdradził lekkie zaskoczenie.
— Naprawdę? Dobrze, to ja zjem normalnie, bo jestem strasznie głodny.
Kelnerka zaczęła notować jego zamówienie: carpaccio z tuńczyka, risotto z grzybami, ribeye medium rare, do mięsa sos truflowy, kieliszek czerwonego wina i sześć ostryg. Lena nie mogła uwierzyć w kwotę — prawie dziesięć tysięcy złotych tylko dla niego, przy tym ani razu nie zapytał, czy chciałaby coś spróbować. Sama zamówiła tylko cappuccino.
Adam odchylił się na krześle i spojrzał na nią perfekcyjnym uśmiechem, jak na zdjęciu w mediach społecznościowych.
— Opowiedz coś o sobie — zagaił. — Czym żyjesz?
Lena nieco wzruszyła ramionami, obejmując dłonią ciepły kubek.
— Pracuję w wydawnictwie. Głównie edytuję teksty. Nic szczególnego.
— Nie udawaj skromnej — zaśmiał się Adam. — Ludzie związani z książkami zazwyczaj są ciekawi i trochę tajemniczy.
Rozmowa toczyła się dalej, ale Lena zauważyła, że Adam rzadko interesuje się nią naprawdę. Każdy wątek szybko wracał do niego: podróże, znajomi, luksusowe hotele, restauracje, auta.
— W zeszłym miesiącu byłem w Krynicy — mówił, jedząc mięso. — Może za chwilę do Włoch skoczę. Kocham prawdziwe stoki narciarskie. Ty jeździsz w ogóle?
— Nie — odpowiedziała Lena.
— Trzeba to zmienić. Kobieta powinna podzielać pasje mężczyzny.
Czuła się dotknięta tym komentarzem, ale milczała. Adam nie zauważał jej coraz rzadszych odpowiedzi; wyglądało na to, że potrzebował tylko widza, nie towarzyszki.
Gdy przyniesiono ribeye, uśmiechnął się z zadowoleniem.
— Teraz to już prawdziwa kolacja — powiedział, odcinając kawałek mięsa. — Chcesz?
— Nie, dziękuję.
— Za bardzo się ograniczasz, Lena. Tak nie wolno.
Po około czterdziestu minutach zadzwonił telefon. Twarz Adama natychmiast się zmieniła.
— Przepraszam, ważny telefon służbowy — powiedział, odchodząc na taras. Za szybą widziała, jak gestykuluje i uśmiecha się, ale rozmowa nie wyglądała na służbową.
Lena spokojnie piła kawę, obserwując miasto. Sąsiednie stoliki zajmowały pary, śmiech mieszał się z ciszą. Naprzeciw niej siedział mężczyzna, który przez cały wieczór udawał sukces i hojność.
Adam wrócił po kilku minutach i zamówił tiramisu i espresso.
— A ty nic nie weźmiesz? — zapytał.
— Nie — odpowiedziała Lena.
Zrozumiała w końcu jedno: jemu nie zależy na jej komforcie, a tylko na samym sobie.
Kiedy kelnerka przyniosła rachunek, Adam beztrosko sprawdził portfel i zamilkł.
— Cholera… — wyszeptał, stukając się w kieszenie. — Wygląda na to, że zapomniałem portfela w domu.
Lena spojrzała na niego spokojnie.
— Naprawdę?
— Zgadza się — powiedział Adam. — Zwykle zawsze mam przy sobie. Wychodzi, że tym razem zapomniałem.
Podsunęła mu rachunek, prawie jedenaście tysięcy złotych.
— Proszę, zapłać za mój kawałek — dodał.
Lena spojrzała na kwotę i poczuła ulga, że nie musi się kłócić.
— To za moją kawę — powiedziała, odkładając pieniądze i wstając.
— Poczekaj, naprawdę? — zapytał.
— Absolutnie.
Jego pewność siebie zniknęła. Lena spojrzała na niego z dezaprobatą.
— To było nieładne — mruknął.
— Nie, Adam. Nieładnie jest robić spektakl, żeby nie zapłacić za kolację — odparła spokojnie.
Za nią ktoś z sąsiedniego stolika odezwał się pod nosem. Adam wyraźnie się spiął.
— Źle to zrozumiałaś.
— Może i tak, ale nie chcę tego wyjaśniać — odpowiedziała Lena, kierując się do wyjścia. Gdy wyszła, poczuła ulgę, jakby opuściła duszny pokój.
Telefon zawibrował — Adam. Nie odebrała. Wiadomości przychodziły jedna po drugiej, próbując zawstydzić ją: „Wystawiłaś mnie na idiotę”, „Naprawdę chciałem oddać pieniądze”, „Mogłaś wejść w jego sytuację”. Lena zignorowała je i szła dalej.
W domu przywitała ją cisza, typowa po rozwodzie, gdzie każdy dźwięk wydaje się za głośny. Zdjęła buty, odłożyła torbę i opadła na ścianę. Telefon znów zawibrował: „Mogłaś być przynajmniej ludzka”. Lena uśmiechnęła się krótko i wyłączyła dźwięk. Wewnątrz nie było ani żalu, ani chęci tłumaczenia się, tylko zmęczenie i lekka irytacja sobą.
Wieczór minął, a następnego dnia Lena poczuła nową pewność siebie. Zrozumiała, że to, co naprawdę się liczy, to własna wartość, a nie cudze pokliki. Nawet zdjęcia Adama w sieci, na których pozował z innymi kobietami w luksusowych restauracjach, nie zrobiły już wrażenia. Rozmowa z Ireną uświadomiła jej, że wybór siebie jest najważniejszy — nie udawać, nie tolerować, nie usprawiedliwiać dla cudzego ego.
W końcu Lena przestała przejmować się Adamem. Postanowiła, że od tej pory stawia siebie na pierwszym miejscu i nie pozwoli, aby ktoś grał jej emocjami, niezależnie od luksusu i pozorów. To był jej mały triumf nad fałszywymi pozorami.

