„Powiedz to jeszcze raz,” westchnęła — a potem dziedziczka przejęła firmę, która niemal zrujnowała moje życie.

Moja klatka piersiowa zablokowała się tak mocno, że zapomniałem, jak działa powietrze. „Co?”

Ona zaśmiała się, ale drżenie na krawędziach zdradzało, że nie jest pewna. „Nie każ mi powtarzać, jeśli zamierzasz się na mnie gapić, jakbym właśnie ogłosiła, że w twojej piwnicy mieszka duch.”

„To byłoby szczerze prostsze.”

„Kiedy moja mama zachorowała,” powiedziała, „wszyscy mówili mi, żebym dzwoniła, jeśli potrzebuję pomocy. Ty byłeś jedyną osobą, która nigdy nie czekała, aż poproszę. Przyszedłeś mimo wszystko. Kawa, przejażdżki, naprawianie zepsutych rzeczy, siedzenie obok mnie, gdy byłam zbyt wyczerpana, by mówić. Może dla ciebie to było po prostu… bycie Danielem. Może nigdy nie wydawało się romantyczne. Ale zaczęłam zauważać, że czuję się z tobą bezpiecznie. Potem zrozumiałam, że bezpieczeństwo nie jest nudne. Jest ciepłe. Jak wejście do twojego domu i odkrycie, że ktoś zostawił dla ciebie zapaloną lampę.”

Wyobrażałem sobie, że Emily mówi coś takiego więcej razy, niż chciałem przyznać, bo oczywiście, że tak. W tych marzeniach zazwyczaj padał deszcz, dramatyczna muzyka unosiła się znikąd, a moje włosy zachowywały się lepiej. Żadne z nich nie przygotowało mnie na to, że stoi w podjeździe pod zmęczonym światłem na werandzie, mówiąc mi, że czuję się jak w domu.

„Emily,” wymamrotałem.

„Zapanował panika,” powiedziała. „Bo to byłeś ty. Bo wyobrażałam sobie, jak cię całuję, a potem robisz jeden ze swoich głupich żartów, i pomyślałam, że może będę musiała przeprowadzić się do Vermontu.”

Zamrugałem na nią. „Wyobrażałaś sobie, że cię całuję?”

Zakryła twarz dłońmi. „To na tym skupiłeś swoją uwagę?”

„To był dość istotny szczegół.”

„Daniel.”

„Wyobrażałaś sobie, że cię całuję?”

„Tak,” powiedziała, opuszczając ręce, zawstydzona i nieprawdopodobnie piękna. „I teraz żałuję, że to przyznałam, bo stałeś się dwunastolatkiem.”

Coś zmieniło się w przestrzeni między nami. Nie jak grzmot. Nie jak w filmach. Po prostu jeden oddech, cienkie miejsce otwierające się w starej zasadzie, którą żyliśmy przez lata. Moje oczy opadły na jej usta. Zauważyła to. Jej oddech się zmienił.

„Jeśli nie chcesz—” zaczęłem.

„Chcę.”

Powiedziała to zbyt szybko, by mogło być jakiekolwiek wątpliwości. Zbliżyłem się. Nie cofnęła się. Jej wolna ręka uniosła się, zatrzymała w powietrzu, a potem spoczęła na mojej klatce piersiowej, dokładnie tam, gdzie moje serce się upokarzało.

„Prawdopodobnie powinniśmy więcej rozmawiać,” powiedziałem.

„Porozmawiamy.”

„Powinniśmy być ostrożni.”

„Prawdopodobnie.”

„To może stać się skomplikowane.”

Jej oczy się zwęziły. „Daniel Carter, jeśli wymienisz jeszcze jeden praktyczny problem, podczas gdy próbuję mieć moment zmieniający życie z tobą, ukradnę każdy czosnkowy chlebek, na którym kiedykolwiek ci zależało.”

Zaśmiałem się, a potem dotknąłem jej policzka opuszkami palców, na tyle delikatnie, że miała czas się cofnąć. Nie zrobiła tego. Jej oczy zamknęły się na najmniejszą sekundę, a ten drobny akt zaufania niemal mnie zniszczył. Powoli się pochyliłem. Ona stanęła na palcach.

Nasz pierwszy pocałunek był ostrożny, ciepły i trochę niepewny. Potem Emily wydała cichy dźwięk głęboko w gardle, jej palce zacisnęły się na mojej koszuli, a pocałunek się zmienił. Jedenaście lat powstrzymywania się nie eksplodowało. Zmiękło. Roztopiło się. Całowałem ją jak pytanie. Ona całowała mnie jakby odpowiedź zajęła jej miesiące, a ona była wdzięczna, że w końcu mogła ją dać.

Kiedy się odsunęliśmy, pozostała blisko mnie, jej czoło prawie dotykało mojego.

„Cóż,” wyszeptała.

Kiwnąłem głową, oszołomiony. „Okropne. Absolutnie nie powinniśmy tego więcej robić.”

Zaśmiała się na moich ustach, a potem pocałowała mnie jeszcze raz, szybko i słodko. „Powiedz to jeszcze raz.”

Tym razem nie udawałem, że nie zrozumiałem. „Kocham cię, Emily.”

Jej oczy rozbłysły. Z jakiegoś miejsca poza ogrodzeniem, Megan zawołała: „Czy ktoś widział Emily i Daniela?”

Emily spojrzała w stronę bramy, a potem z powrotem na mnie, jej ręka wciąż trzymała moją koszulę. „Jeszcze nie.”

„Jeszcze nie co?”

„Nie pozwól im nas jeszcze mieć.”

Gdyby Emily poprosiła mnie tym głosem, żebym ukradł samochód, zapytałbym, czy chce automatyczną skrzynię biegów, czy manualną. Zamiast tego kiwnąłem głową jak szanowany dorosły i powiedziałem: „Możemy spróbować ucieczki.”

„Z przyjęcia zaręczynowego mojego kuzyna?”

„Powiedziałaś, że potrzebujesz innego powietrza. Jestem oddany zadaniu.”

„Nie możemy po prostu odejść.”

„Możemy, jeśli będziemy szybko chodzić i unikać kontaktu wzrokowego z starszymi krewnymi.”

Dwie minuty później, skradając się po chodniku jak nastolatkowie, trzymaliśmy się za ręce, chowając się za dębem, gdy Ryan wyszedł przez boczną bramę z torbą lodu, krzycząc: „Znalazłem więcej!”

Emily pchnęła mnie za siebie.

„Czy właśnie użyłaś mnie jako tarczy?” wyszeptałem.

„Jesteś wyższy.”

„Czuję się obiektywizowany.”

„Przeżyjesz.”