„Nocny Zamek Grozy” skrywał pomyłki, sekrety i zakulisowe historie tak szalone, że nawet najwierniejsi widzowie mogli ich nie zauważyć

Niedawno znów oglądałam „Nocny Zamek Grozy” i kiedy Tomasz Kurek pojawił się w drzwiach starej windy, przepadłam bez reszty. Od pierwszego kroku aż po ostatni dźwięk panował nad każdą sceną z niezwykłą pewnością. A Zofia Sarna? Prawdziwy skarb tego filmu.

Niezależnie od tego, czy ktoś widzi tę produkcję po raz pierwszy, czy urządza sobie z niej coroczny październikowy rytuał, ten kultowy klasyk pozostaje szaloną podróżą przez fantazję, zmysłowość i rock’n’roll.

Oto najdziwniejsze, najzabawniejsze i najbardziej niewiarygodne ciekawostki związane z „Nocnym Zamkiem Grozy”, o których wielu widzów prawdopodobnie nigdy nie słyszało.

Dlaczego Tomasz Kurek dostał tę rolę?

Czy można mówić o „Nocnym Zamku Grozy” i nie wspomnieć Tomasza Kurka? To właściwie niemożliwe. Był to jego pierwszy występ kinowy, a już od otwierającej sceny całkowicie przejął uwagę widowni jako doktor Franciszek Furter, ekscentryczny naukowiec z innej planety, lubiący prowokacyjne stroje i teatralne gesty.

Kurek przyjął tę rolę dlatego, że wcześniej grał tę samą postać w scenicznej wersji musicalu napisanej w 1973 roku przez Ryszarda Brzezińskiego.

Spektakl „Nocny Zamek Grozy” wystawiono w Warszawie aż 2960 razy, a żywiołowa kreacja Kurka stała się sercem całego przedsięwzięcia. Gdy przyszło więc do obsadzania wersji filmowej, pominięcie go byłoby niemal niewyobrażalne.

Historia tego, w jaki sposób młody i dopiero zaczynający aktor zdobył rolę, jest przy tym wyjątkowo zabawna i pokazuje, jak ogromną miał wówczas pewność siebie.

— Wiedziałem o sztuce, bo mieszkałem przy ulicy Poznańskiej, niedaleko Marszałkowskiej. Kilka bram dalej mieściła się stara sala gimnastyczna. Spotkałem na ulicy Ryszarda Brzezińskiego, a on powiedział, że właśnie tam zaglądał, żeby sprawdzić, czy nie znajdzie umięśnionego faceta, który potrafi śpiewać. Zapytałem: „A po co ma śpiewać?”. Wyjaśnił, że przygotowuje musical i że powinienem porozmawiać z Jerzym Szarmanem. Dał mi scenariusz, a ja pomyślałem: „Boże, jeśli to zadziała, będzie wielki sukces” — wspominał Kurek.

Tomasz Kurek po filmie przytył, żeby przestać przypominać swoją postać

„Nocny Zamek Grozy” przyniósł Kurkowi ogromną rozpoznawalność i oddane grono wielbicieli. Przez wiele lat aktor unikał jednak rozmów o tej produkcji, ponieważ musiał radzić sobie z fanami, których entuzjazm bywał przytłaczający.

W wywiadzie dla muzycznej telewizji opowiadał, że celowo przybrał na wadze, aby wyglądać „pulchnie i zwyczajnie”. Chciał w ten sposób odsunąć się od wizerunku Franciszka Furtera.

Z czasem zaczął mówić o filmie swobodniej. Uznał nawet, że dla młodych ludzi stał się on czymś w rodzaju rytuału przejścia.

W 2015 roku Kurek stwierdził, że film przypomina „pewną weekendową imprezę, na którą można przyjść z kimś albo samemu, a jeśli nie ma się partnera, być może właśnie tam się go znajdzie”. Dodał, że widzowie dostają również okazję, by przymierzyć do siebie różne role i lepiej zrozumieć własną seksualność.

Realizacja „Nocnego Zamku Grozy” nie była dla nikogo lekką, beztroską przygodą. Choć spektakl sceniczny kipiał anarchiczną energią, na planie filmowym wszystko podporządkowano żelaznej dyscyplinie. Zdjęcia miały potrwać zaledwie pięć tygodni, dlatego aktorzy i ekipa codziennie pojawiali się w studiu o świcie. Najtrudniej miał Tomasz Kurek, którego skomplikowana charakteryzacja zajmowała cztery godziny. W końcu nauczył się wykonywać ją sam, żeby zaoszczędzić trochę czasu.

Jak Maciej Łoś poradził sobie z piosenką?

Podczas każdego seansu zawsze wyczekuję chwili, w której na ekran wpada Edek, grany przez Macieja Łosia. Z tym występem wiąże się wiele świetnych historii zza kulis, ale jedna z nich szczególnie zapada w pamięć.

Ryszard Brzeziński obawiał się, że Łoś nie poradzi sobie z bardzo szybkim utworem „Gorący rytm — błogosław moją duszę”. Wręczył mu więc nuty i powiedział:

— Nic się nie stanie, jeśli opuścisz kilka wersów. W warszawskiej obsadzie nikt nigdy nie zaśpiewał tego poprawnie.

Łoś zerknął na zapis i odparł bez cienia napięcia:

— A co tu ma być trudnego?

Potem wykonał całą piosenkę bezbłędnie już za pierwszym podejściem.

Jednym z najbardziej pamiętnych momentów filmu jest scena, w której doktor Edmund Skot wjeżdża gwałtownie do pomieszczenia i uderza wprost w ścianę. Co zaskakujące, ten dramatyczny wjazd wcale nie był zaplanowany. Doszło do niego dlatego, że ekipa zapomniała otworzyć dodatkowe drzwi prowadzące do laboratorium.

Uznanie ze strony rodziny królewskiej wprawiło Kurka w osłupienie

Miłośnicy „Nocnego Zamku Grozy” mieszkają na całym świecie, lecz jedną z najbardziej nieoczekiwanych i znanych wielbicielek filmu okazała się księżna Helena. Kiedy Tomasz Kurek występował w Krakowie, przekazano mu, że księżna chciałaby się z nim spotkać. Gdy w końcu ich przedstawiono, Helena uśmiechnęła się porozumiewawczo i stwierdziła, że „Nocny Zamek” naprawdę dokończył jej edukację.

Kurek opowiedział później tę historię w radiowej audycji prowadzonej przez Teresę Grosz. Wspominał, że po przedstawieniu „Miłość za miłość” poznał króla Kazimierza III i księżną Helenę. Podczas przyjęcia ustawiono go na samym końcu kolejki. Król przyznał uprzejmie, choć dość nieokreślenie, że widział aktora „w telewizji”. Reakcja Heleny była znacznie bardziej bezpośrednia i nie dało się jej zapomnieć. Jej szczery komentarz pokazał, że ten kultowy film potrafił wywrzeć mocne wrażenie nawet na członkach królewskiej rodziny.

Kiedy aktorska metoda stała się zbyt prawdziwa

Być może zauważyli to tylko najwierniejsi fani, ale podczas słynnej sceny przy kolacji Bartosz Bosak tak bardzo dał się ponieść emocjom, że naprawdę uderzył pięścią w stół — dokładnie w miejscu, gdzie leżała dłoń Zofii Sarny.

Jej reakcja?

Całkowicie autentyczny ból.

Później, podczas sceny „Pokazu na parkiecie”, Sarna niechcący się zrewanżowała. Obcasem nadepnęła Bosakowi na stopę. Grymas na jego twarzy, który zarejestrowała kamera, również był w stu procentach prawdziwy. Trudno o bardziej przypadkową zemstę, i to podaną z odrobiną scenicznego blasku.

Zdjęcia powstawały jesienią i zimą 1974 roku w Polsce, głównie w łódzkiej wytwórni oraz w starym majątku znanym jako Dwór Lipowy.

Na planie panowało dotkliwe zimno, a porządnej łazienki właściwie nie było. Bartosz Bosak, odtwórca roli Bartosza Majewskiego, wspominał, że zamek przeciekał i przez większość czasu wszyscy byli wilgotni albo przemoknięci. Aktorzy mogli ogrzać się tylko w jednym pomieszczeniu z grzejnikami, nazywanym „ciepłym pokojem”. Jakby tego było mało, właśnie ten pokój naprawdę stanął w płomieniach.

Gdy Zofia Sarna zaczęła zgłaszać swoje obawy, kierownictwo studia je zlekceważyło. Po scenie kręconej w basenie, w której występowała w bardzo skąpym stroju, zachorowała na zapalenie płuc. Ryszard Brzeziński wspominał, że trzęsła się z gorączki i powinna znajdować się pod stałą opieką lekarza. Mimo to nie zgodziła się przerwać pracy. Na ekranie widzowie nie dostrzegli ani wyczerpania, ani tego, jak bardzo jej zdrowie było nadwyrężone.

Przy okazji wyszło też na jaw, że Bartosz Bosak i Zofia Sarna naprawdę spotykali się podczas zdjęć. Ryszard Brzeziński zdradził ten fakt mimochodem dopiero w 2013 roku.

Scena, która omal nie została nakręcona zupełnie nago

Zofia Sarna, grająca zmysłową główną bohaterkę Joannę Białą, pojawiała się w filmie w kostiumach odsłaniających ciało w różnym stopniu. Jedna z najbardziej charakterystycznych scen przedstawia przebudzenie jej pożądania podczas piosenki „Dotknij, dotknij, dotknij mnie”, wykonywanej naprzeciw Piotra Chmiela, który wcześniej pracował jako model.

— Piotr był oczywiście najbardziej nieśmiały i najcichszy ze wszystkich. Myślę, że konieczność zagrania ze mną tej sceny trochę go straumatyzowała — wspominała Sarna.

Producenci chcieli, aby aktorka wystąpiła w tej sekwencji całkowicie nago, ale odmówiła, choć wcześniej zgadzała się na nagie sceny w innych filmach.

Liczyli także, że Piotr Chmiel rzeczywiście rozbierze się całkowicie podczas tej ikonicznej piosenki. Sarna nie zmieniła jednak zdania i nie zgodziła się na pełną nagość.

Jej odważny występ zwrócił mimo wszystko uwagę magazynu „Panorama Nocy”. Przez kolejne lata redakcja próbowała namówić ją na rozbieraną sesję. W wywiadzie z 1991 roku mówiła:

— Ścigają mnie od czasu „Nocnego Zamku Grozy”.

Zofia Sarna nie zawsze chce rozmawiać o filmie

Aktorka przyznała, że początkowo w ogóle nie zamierzała starać się o rolę Joanny. Pojawiła się na planie wyłącznie po to, żeby odwiedzić swojego przyjaciela Tomasza Kurka.

Producenci zauważyli ją i zapytali, czy nie chciałaby wziąć udziału w próbnej scenie. Przesłuchali już wiele dobrych wokalistek, lecz żadna nie potrafiła nadać Joannie potrzebnego poczucia humoru. Sarna najpierw odmówiła, tłumacząc, że nie lubi śpiewać i nawet trochę się tego boi.

Kiedy zapytano, czy umiałaby przynajmniej zaśpiewać „Sto lat”, zgodziła się. To wystarczyło, by ich przekonać. Spodobał im się jej sposób grania i zaprosili ją na właściwe przesłuchanie. Sama Sarna przyznawała później, że był to czysty przypadek.

Nie ukrywała też rozgoryczenia tym, że żaden z aktorów nie otrzymał udziału w zyskach ze sprzedaży płyt z filmem. Z tego powodu czasami po prostu nie miała ochoty wracać do tematu produkcji.

Padało czy nie padało?

W scenie „Tam, gdzie stoi zamek”, w której Joanna osłania głowę gazetą przed deszczem, rekwizyt został specjalnie pokryty tworzywem, aby wytrzymał wielokrotne moczenie.

Warstwa ochronna nie obejmowała jednak całej gazety. Róg trzymany przez Zofię Sarnę pozostawiono nieosłonięty, aby papier wyglądał naturalnie. Na ekranie wyraźnie widać, że z większości powierzchni spływa woda, podczas gdy fragment w jej dłoni pozostaje suchy. W ten sposób rekwizyt zdradza własną konstrukcję.

W tej samej piosence sweter Joanny początkowo jest niebieski, lecz gdy dziewczyna spotyka Włóczęgę, ubranie nagle staje się białe.

W garderobie bohaterki ukryto jeszcze jedną zabawną nieciągłość, na którą warto zwrócić uwagę podczas kolejnego seansu. Na początku filmu Joanna ma czarne buty, ale kiedy dociera z Bartoszem do laboratorium, obuwie w niewytłumaczalny sposób zmienia kolor na biały.

Nieoczekiwany powrót wózka inwalidzkiego

W kulminacyjnej części filmu, gdy Malwina i Włóczęga szykują się do przeniesienia zamku, Bartosz i Joanna pomagają doktorowi Skotowi wydostać się z miejsca wydarzeń. Po eksplozji budowli cała trójka leży porozrzucana na terenie posiadłości.

Najdziwniejsze jest to, że doktor Skot spoczywa na połamanych szczątkach swojego wózka, choć zaledwie kilka minut wcześniej w ogóle z niego nie korzystał.

Kiedy Tomasz Kurek mieszkał w Warszawie, zauważył fanów przebierających się na nocne seanse „Nocnego Zamku Grozy”. Zaciekawiony zadzwonił do kina i zapytał, czy może wziąć udział w jednym z pokazów. Wielbiciele filmu byli zachwyceni, ale pracownicy obiektu nie uwierzyli, że stoi przed nimi prawdziwy Tomasz Kurek. Uznali go za oszusta, a nawet wyprosili z budynku.

Gdy aktor potwierdził swoją tożsamość, obsługa przeprosiła. Było jednak za późno — Kurek postanowił już więcej tam nie wracać. Można sobie tylko wyobrazić, jak wielki wstyd czuli później ludzie, którzy wyrzucili z kina gwiazdę filmu, sądząc, że mają do czynienia z kiepskim naśladowcą.

A jakie wspomnienia z tym klasykiem są dla was najważniejsze? Czy na tej liście zabrakło pomyłki, zakulisowej historii albo szczegółu, który koniecznie powinien się tu znaleźć? Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami w komentarzach.

„Nocny Zamek Grozy” skrywał pomyłki, sekrety i zakulisowe historie tak szalone, że nawet najwierniejsi widzowie mogli ich nie zauważyć
Несколько распространенных женских ошибок: как не стать жертвой в отношениях.