Chcąc zemścić się na żonie, mąż sprzedał swoją część domu pierwszemu napotkanemu bezdomnemu i odleciał z kochanką nad morze, nie podejrzewając, jaką niespodziankę przygotowała dla niego porzucona kobieta

Pragnąc dotkliwie ukarać żonę, mężczyzna sprzedał połowę wspólnego domu pierwszemu bezdomnemu spotkanemu na ulicy. Potem wsiadł do samolotu wraz z kochanką, by nad morzem cieszyć się odzyskaną wolnością. Nawet przez chwilę nie przypuszczał, jaką odpowiedź szykowała dla niego pozostawiona kobieta.

— Poznajcie się, kochanie. To miejscowy włóczęga — oznajmił z odrażającym uśmiechem. Otworzył szeroko drzwi i wpuścił do środka wychudzonego, zarośniętego mężczyznę w znoszonej kurtce. — Od dzisiaj będzie mieszkał tutaj z tobą. Gotuj mu, dbaj o niego i kup mu jakieś porządne ubrania. A kiedy zechcesz, możesz nawet za niego wyjść.

— Czy ty zupełnie oszalałeś? Co to ma znaczyć? — zapytała pobladła kobieta, patrząc na męża z niedowierzaniem.

— Zwyczajnie już mnie znudziłaś — odpowiedział lodowato. — Odchodzę do innej. Jest młodsza, piękniejsza, a ja wreszcie zacznę korzystać z życia. Możesz zostać tutaj sama, nic mnie to nie obchodzi. Od naszego małżeństwa chciałem tylko syna, a on jest już dorosły. Teraz dopiero zaczyna się moje prawdziwe życie. Żegnaj.

Dzień wcześniej, dzięki pomocy znajomego notariusza, w pośpiechu przygotował odpowiednią umowę. Swój udział w domu naprawdę sprzedał „pierwszemu przechodniowi” — bezdomnemu Maciejowi, którego znalazł w pobliżu osiedlowego marketu. Do udziału w całym planie przekonał go kilkoma tysiącami złotych i butelką alkoholu.

Mężczyzna uważał się za geniusza. Był pewien, że wymyślił zemstę doskonałą. Zgodnie z prawem jego żona miała teraz dzielić dom z człowiekiem żyjącym dotąd na ulicy. Wręczył Maciejowi pogniecioną teczkę z dokumentami, teatralnie trzasnął drzwiami, a kilka godzin później siedział już w samolocie obok mocno umalowanej kochanki. Myślał o słońcu, morzu i nowym życiu pozbawionym trosk.

Nie wiedział jednak, że po powrocie zobaczy coś, na co zupełnie nie był przygotowany. Porzucona żona zamierzała odpowiedzieć mu w sposób, który zaboli znacznie mocniej, niż potrafił sobie wyobrazić.

Kiedy drzwi zamknęły się za odchodzącym mężem, kobieta jeszcze przez kilka minut stała nieruchomo w przedpokoju. Z łazienki dobiegał jednostajny odgłos kapiącej wody. W końcu zaczerpnęła głęboko powietrza i odwróciła się w stronę niespodziewanego gościa.

— Maciej — przedstawił się zakłopotany mężczyzna, nerwowo przestępując z nogi na nogę. — Jeżeli pani chce, mogę natychmiast stąd odejść.

— Nie, panie Macieju — odpowiedziała spokojnie. — Najpierw weźmie pan prysznic, później coś zje, a potem usiądziemy i wszystko omówimy.

Kilka godzin później nie siedział już przed nią brudny bezdomny, lecz wyczerpany, a mimo to zupełnie zwyczajny człowiek ubrany w jej starą sportową bluzę. Na stole leżały dokumenty, które jeszcze niedawno ściskał w dłoniach z wyraźnym niepokojem.