Spójrz, on naprawdę ją zaprosił — a stary parkiet zdawał się wiedzieć, że za chwilę wydarzy się coś, czego nikt nie planował

Adrian poprowadził Martę na środek sali. Stary parkiet pod ich stopami odpowiedział głuchym, nierównym skrzypnięciem, jakby cała szkolna sala gimnastyczna rozumiała, że za chwilę wydarzy się coś, czego nie było w planie. Muzyka płynęła wokół gęsto niczym ciepły miód, a lekkie drżenie strun sprawiało, że powietrze zdawało się ciężkie i lepkie. Marta wyczuła, że jego dłoń — sucha, pewna siebie, przywykła do niedbałych dotknięć — lekko się napina, gdy druga spoczywa na jej talii. A właściwie nie spoczywała, lecz zawisła w wahaniu, jakby Adrian bał się, że pod tkaniną ciemnozielonej sukni kryje się coś, co mogłoby całkowicie ją skrępować.

Spójrz, on naprawdę ją zaprosił — a stary parkiet zdawał się wiedzieć, że za chwilę wydarzy się coś, czego nikt nie planował
Moja żona zginęła w katastrofie lotniczej 23 lata temu. Gdybym tylko wiedział, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie.