Gdy Katarzyna przekroczyła próg, od razu zrozumiała, że Marek nie wrócił do domu sam.
Na podłodze w przedpokoju stały obce, jasne buty na wysokiej platformie. Tuż obok leżała niewielka damska torebka, a z salonu dobiegał kobiecy głos, którego Katarzyna nigdy wcześniej nie słyszała.
— Tę ciężką szafę wyrzuciłabym jako pierwszą. Zabiera pół pokoju i wszystko przez nią wygląda na ciaśniejsze. Ściany też trzeba będzie przemalować. Ten beż jest już zupełnie niemodny.
Katarzyna powoli postawiła własną torebkę na podłodze i cicho domknęła drzwi wejściowe.
Tego dnia wróciła prawie cztery godziny wcześniej niż zwykle. Klient w ostatniej chwili przełożył spotkanie, a jechanie do biura tylko po to, by podpisać kilka dokumentów, nie miało sensu. W drodze do domu planowała, że przesadzi rośliny przy tarasie, a potem spokojnie przygotuje kolację.
Teraz już wiedziała, dlaczego rano Marek z taką uporczywością dopytywał, o której dokładnie pojawi się w domu.
Zdjęła lekki płaszcz, poprawiła włosy dłonią i ruszyła w stronę salonu.
Mąż stał przy oknie.
Obok niego znajdowała się kobieta mniej więcej trzydziestoletnia. Wysoka, starannie ubrana, zadbana, w eleganckim kremowym garniturze ze spodniami. Trzymała w dłoniach próbkę tkaniny obiciowej i oglądała wnętrze z taką swobodą, jakby od dawna uważała się za przyszłą właścicielkę.
Na niskim stoliku rozłożono katalogi meblowe.
Jeden z nich był otwarty na stronach z sofami.
Obok stały dwie filiżanki po kawie i talerz z równo pokrojonymi owocami.
Nieznajoma dostrzegła Katarzynę jako pierwsza.
Przez sekundę jej twarz zdradziła przestrach, ale niemal natychmiast ustąpił on zdziwieniu. Kobieta wyraźnie nie rozumiała, kim jest osoba, która weszła do domu bez dzwonienia.
Marek pobladł tak gwałtownie, jakby ktoś zgasił mu światło w twarzy.
— Kasia? Dlaczego jesteś już w domu?
— Spotkanie przełożono.
— Mogłaś chociaż uprzedzić.
— Nie wiedziałam, że muszę zgłaszać, kiedy wracam do własnego domu.
Nieznajoma ostrożnie odłożyła próbkę materiału na blat.
— Marek, kto to jest?
Katarzyna spojrzała na męża.
Otworzył usta, lecz zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, żona go uprzedziła.
— Nazywam się Katarzyna — oznajmiła spokojnie. — Jestem jego żoną.
Kobieta odwróciła się do Marka tak gwałtownie, że niemal potrąciła filiżankę.
— Żoną?
— Mieliśmy się rozwieść — rzucił pospiesznie.
— Mieliśmy? — powtórzyła Katarzyna. — Ciekawe. Kiedy planowałeś poinformować o tym również mnie?
Marek nerwowo potarł kark.
— Tylko nie róbmy scen.
— Nawet nie podniosłam głosu.
Nieznajoma przenosiła wzrok z niego na Katarzynę i z powrotem.
— Mówiłeś, że między wami wszystko zostało już ustalone.
— Od dawna właściwie nie żyjemy jak małżeństwo — oznajmił Marek. — Ten związek istnieje tylko na papierze.
Katarzyna zerknęła na katalogi rozłożone na stoliku.
— Jak widać, ta papierowa formalność nie przeszkadza wam wybierać nowych mebli.
Kobieta wyprostowała plecy.
— Marek powiedział, że po rozwodzie zamieszkamy tutaj. Nie wiedziałam, że pani może wrócić wcześniej.
— W to, że pani nie wiedziała, akurat nie wątpię.
Katarzyna podeszła do stolika i zamknęła otwarty katalog.
— Chyba jednak pominięto jedną istotną informację. Ten dom jest zapisany na mnie.
Kobieta znieruchomiała.
Po kilku sekundach odwróciła się powoli do Marka.
— Co to znaczy: na nią?
Nie odpowiedział.
— Zapewniałeś, że sam zbudowałeś ten dom — ciągnęła nieznajoma. — Mówiłeś, że należy do ciebie, a żona tylko nie chce się wyprowadzić.
Na ustach Katarzyny pojawił się cień uśmiechu.
W tej chwili wszystko ułożyło się w pełny, wyjątkowo odrażający obraz.
O romansie męża wiedziała od dawna.
Nie przypuszczała jednak, że Marek zdążył w opowieściach przywłaszczyć sobie jej nieruchomość i przywieźć kochankę, by ta wybierała odcień ścian.
Jeszcze kilka lat wcześniej w tym miejscu nie było żadnego domu.
Stała tu jedynie pusta działka na skraju niewielkiej miejscowości pod Warszawą, porośnięta wysoką trawą, krzewami i młodymi brzozami.
Katarzyna kupiła ziemię, gdy miała trzydzieści dwa lata.
Była wtedy dyrektorką finansową w firmie zajmującej się dystrybucją sprzętu medycznego. Zarabiała dobrze, lecz nie przyszło jej to łatwo. Po studiach przez kilka lat mieszkała w akademiku, później wynajmowała pokój, brała dodatkowe zlecenia i krok po kroku awansowała.
O własnym domu marzyła od dzieciństwa.
Nie chciała pałacu z kolumnami, kutą bramą i szeregiem pustych pokoi.
Wyobrażała sobie jasny, parterowy budynek z dużymi oknami, osobnym gabinetem, szerokim tarasem i ogrodem, do którego można wyjść rano boso i poczuć chłód trawy pod stopami.
Nigdy nie lubiła życia w bloku.
Brakowało jej powietrza, ciszy i świadomości, że przestrzeń wokół naprawdę należy do niej.
Początkowo zamierzała kupić gotowy dom.
Po kilku prezentacjach zrozumiała jednak, że albo przepłaci, albo będzie musiała przebudować niemal wszystko od podstaw.
Wtedy znalazła działkę w dobrej odległości od miasta.