Dwa bilety połączyły ich przypadkiem, lecz dopiero rozstanie pokazało im, że przed przeznaczeniem naprawdę nie da się uciec

Agnieszka, najbliższa przyjaciółka Katarzyny, od pewnego czasu spotykała się z Michałem. Pewnego dnia chłopak postanowił sprawić jej wyjątkową niespodziankę. Po wielu telefonach, prośbach i niemal cudem zdobył dwa bilety na jedyny koncert bardzo popularnego zespołu, który właśnie przyjechał do ich miasta.

Wejściówki wyprzedano na długo przed występem. Michał zapłacił za nie niewiarygodnie dużo, lecz ani przez chwilę tego nie żałował. Już widział oczami wyobraźni, jak Agnieszka podskakuje z radości i piszczy z zachwytu. Z tym obrazem w głowie zadzwonił do niej i triumfalnie oznajmił, że ma dla niej niespodziankę.

— Nie dam rady pójść. Mam gorączkę, rozłożyło mnie — odpowiedziała bez większego entuzjazmu. — A koncert jest kiedy? Dzisiaj? To zabierz Kaśkę. Przecież ona uwielbia ten zespół.

— Ty będziesz leżała chora, a ja mam się bawić? — zmartwił się Michał, natychmiast rozumiejąc, że jego plan uszczęśliwienia ukochanej właśnie się rozsypał.

Szkoda jednak było zmarnować tak drogie bilety. Jeden Michał oddał Katarzynie, a drugi zaproponował swojemu najlepszemu koledze. Ten jednak nie znosił muzyki pop i słuchał wyłącznie rocka, więc bez wahania sprzedał wejściówkę znajomemu.

Katarzyna nie miała pojęcia, kto ostatecznie dostał drugi bilet. Dopiero w szatni sali koncertowej zwróciła uwagę na przystojnego młodego mężczyznę.

„Oby się okazało, że siedzi obok mnie” — przemknęło jej przez głowę, zanim zdążyła skarcić samą siebie za taką myśl.

Na widowni nie było nawet skrawka wolnego miejsca. Fani stali również w przejściach, ściskając się i próbując zobaczyć scenę ponad głowami innych. Fotel Katarzyny znajdował się niemal pośrodku sali. Miejsce obok wciąż pozostawało puste.

Nagle zobaczyła chłopaka z szatni. Przeciskał się pomiędzy rzędami i zmierzał dokładnie w jej stronę.

Po czymś takim człowiek naprawdę zaczyna wierzyć w małe cuda.

Ledwie usiadł, perkusista wybił pierwszy rytm. Po chwili odezwały się gitary elektryczne, a scenę powoli spowiła sztuczna mgła. Okrzyki zachwyconej publiczności utonęły w potężnym brzmieniu muzyki.

Katarzyna natychmiast zapomniała o całym świecie.

Ostatni utwór zespół musiał zagrać na bis aż trzy razy. Kiedy koncert wreszcie dobiegł końca, Katarzyna razem z nieznajomym sąsiadem wyszła z sali.

Przy szatni utworzył się ogromny tłum. Młody mężczyzna wziął od niej numerek, przecisnął się do lady i po chwili wrócił z jej płaszczem.

— Czy pan przypadkiem nie zna Michała? To od niego dostał pan drugi bilet? — zapytała Katarzyna, gdy wyszli przed budynek.

— Michał to pani chłopak? Nie, dzisiaj kupiłem ten bilet od znajomego. Nawet nie wiedziałem, że początkowo były dwa. Mam na imię Konrad.

— A ja Katarzyna. Konrad… bardzo ładne i romantyczne imię. Gustaw-Konrad! — zaintonowała teatralnie.

Konrad roześmiał się szczerze.

— Wszyscy od razu kojarzą moje imię z Mickiewiczem. Wiesz, kiedy zobaczyłem cię w foyer, od razu pomyślałem, że chciałbym siedzieć obok ciebie — przyznał, zupełnie naturalnie przechodząc na „ty”.

Katarzyna aż się zdziwiła, bo pomyślała dokładnie to samo. Nie zamierzała jednak przyznawać się do tego na głos.

Szli ciemnymi, zimowymi ulicami. Najpierw rozmawiali o koncercie ukochanego zespołu, później o niezwykłym splocie przypadków, dzięki któremu oboje znaleźli się na widowni, a następnie zaczęli wypytywać się o pracę, plany i codzienne życie.

Wtedy odkryli, że pracują w tym samym biurowcu, tyle że na różnych piętrach.

— Niesamowite, że wcześniej ani razu na siebie nie wpadliśmy — zauważyła Katarzyna.

— Taką dziewczynę na pewno bym zapamiętał. Widocznie to przeznaczenie — oznajmił Konrad przesadnie uroczystym tonem.

— Naprawdę wierzysz w przeznaczenie?

— Oczywiście. Przecież mam na imię Konrad.

Oboje znowu wybuchnęli śmiechem.

Właśnie w ten sposób przypadek połączył Katarzynę i Konrada.

Następnego wieczoru czekał na nią po pracy przed wejściem do biurowca, a potem odprowadził ją do domu. Wzajemna sympatia bardzo szybko przerodziła się w silne uczucie.

Po miesiącu Katarzyna przeprowadziła się do Konrada, choć wcześniej musiała odbyć trudną rozmowę z matką.

Katarzyna skończyła studia i pracowała jako ekonomistka w firmie budowlanej. Konrad dopiero rozpoczynał zawodową drogę w kancelarii prawnej, zdobywał doświadczenie i uczył się wszystkiego od podstaw.

Do pracy i z pracy jeździli razem. W porze lunchu spotykali się w pobliskiej kawiarni. Przez pierwsze tygodnie niemal się nie rozstawali.

Z czasem Konrad zaczął jednak czuć, że brakuje mu własnej przestrzeni.

Katarzyna często prosiła go, żeby umył naczynia, odkurzył mieszkanie albo wyniósł śmieci. Denerwowała się, gdy rzucał ubrania na krzesła i zostawiał swoje rzeczy tam, gdzie akurat przestały mu być potrzebne.

Konrad przez długi czas mieszkał sam i przywykł do tego, że nikt nie mówi mu, kiedy ma sprzątać ani czym powinien zająć się w danej chwili. Właśnie dla tej swobody wynajął kiedyś własne mieszkanie i wyprowadził się od rodziców.

— Kasiu, teraz naprawdę nie mogę. Muszę pilnie przygotować ważne pismo — tłumaczył.