W tej historii powraca pewna gorzka prawidłowość. Są ludzie, których twarze rozpoznaje niemal każdy, choć o ich prywatnym życiu wiadomo zaskakująco niewiele. Zdarza się też odwrotnie: nazwisko nieustannie przewija się w mediach, lecz samą osobę widziało naprawdę niewielu. Marta Wysocka należy właśnie do tej drugiej grupy.
Urodziła się 28 kwietnia 1985 roku w Gdańsku. Jej ojcem jest człowiek, którego nazwisko od lat znane jest daleko poza granicami kraju. Matka, Lucyna Brzezińska, wcześniej pracowała jako stewardesa i spędziła u boku męża prawie trzy dekady. Sama Marta przez długie lata pozostawała jednak dla opinii publicznej zaledwie krótką wzmianką w oficjalnym życiorysie prezydenta. Kimś niemal nierzeczywistym. Kobietą, której nie kojarzono z żadną dobrze znaną twarzą.
Dziś ma 41 lat, wychowuje dwoje dzieci, rozwija karierę naukową i — według informacji pojawiających się w różnych publikacjach — należy do grona najzamożniejszych kobiet w kraju. Mimo to jej życie nadal otaczają niedopowiedzenia, sprzeczne relacje i plotki, których nikt do końca nie potrafi potwierdzić.
W internecie wciąż trwa spór o to, do kogo jest podobna. Jedni piszą: „Cały ojciec, ta sama krew i ten sam wyraz twarzy”. Inni przyglądają się uważniej i odpowiadają: „Nie, zdecydowanie więcej ma z matki”. Osoby zajmujące się analizą wyglądu zwracają natomiast uwagę, że różnic jest w jej rysach więcej niż oczywistych podobieństw.
W całym tym porównywaniu ginie jednak pytanie znacznie ważniejsze. Kim Marta Wysocka jest naprawdę? Jak wyglądało jej życie? I dlaczego kobieta, która mogłaby bez trudu korzystać z nazwiska, pozycji oraz zainteresowania mediów, wybrała cień, kolejne nazwiska i niemal całkowite milczenie?
Warto zacząć od początku, bo jej biografia nie jest wyłącznie opowieścią o starszej córce prezydenta. To również historia kobiety, która prawdopodobnie bardzo wcześnie zrozumiała, że jej życie nigdy nie będzie należało wyłącznie do niej. Być może właśnie ta świadomość najsilniej wpłynęła na jej charakter.
Spis treści
„Chciałam nazwać ją Natalią, ale ojciec zdecydował: będzie Marta”
Cztery nazwiska, jedno życie: dlaczego córka prezydenta wciąż zmieniała tożsamość
„Lekarka dziecięca” i interesy warte miliardy: powołanie czy wygodna zasłona?
Blondynka, szatynka, brunetka: jak naprawdę wygląda Marta
Sankcje i kolejny etap kariery
„Nie wiem, czy ojciec mojego dziecka jeszcze żyje”
Co z tej historii wynika dla nas?
„Chciałam nazwać ją Natalią, ale ojciec zdecydował: będzie Marta”
Przyszła starsza córka głowy państwa urodziła się w rodzinie oficera służb. Wiktor Wysocki pracował wówczas w Gdańsku, lecz niedługo po narodzinach dziecka został wysłany na dłuższy wyjazd służbowy do Niemiec. Jego żona Lucyna pojechała razem z nim.
Po latach wspominała pewien rodzinny szczegół. Pierwszej córce chciała dać na imię Natalia. Mąż miał jednak zdecydowanie zaprotestować i powiedzieć:
— Będzie Marta.
Lucyna była rozczarowana. Podobno nawet płakała, lecz ostatecznie pogodziła się z decyzją męża. Dziewczynkę nazwano na cześć babci ze strony ojca, Marty Wysockiej.
Pierwsze lata życia mała Marta spędziła w Lipsku, dokąd skierowano jej ojca. Rodzina mieszkała raczej skromnie, bez ostentacyjnego luksusu i bez zainteresowania z zewnątrz. Wiktor większość czasu poświęcał obowiązkom, dlatego codzienna opieka nad starszą córką, a później także nad młodszą Karoliną, spoczywała głównie na Lucynie. Kobieta nie pracowała zawodowo, zajmując się domem i dziećmi.
Marta uczęszczała do szkoły działającej przy placówce dyplomatycznej. Niemieckiego nauczyła się tak dobrze, że później wraz z siostrą potrafiła rozmawiać w tym języku, gdy nie chciały, by inni je rozumieli. W ten sposób stworzyły własny, zamknięty świat, do którego prawie nikt z zewnątrz nie miał dostępu.
W 1990 roku, po przemianach w Europie i powrocie ojca z Niemiec, rodzina ponownie zamieszkała w Gdańsku. Niedługo później kariera Wiktora Wysockiego gwałtownie przyspieszyła. Najpierw rozpoczął współpracę z wpływowym samorządowcem Andrzejem Sobczakiem. Potem przyszła przeprowadzka do Warszawy, stanowisko premiera, a następnie urząd prezydenta.
Obie córki konsekwentnie chroniono przed zainteresowaniem obcych. Początkowo uczyły się w prywatnej szkole, później przeszły na nauczanie domowe. Zwyczajna szkolna codzienność — przerwy, koleżanki, pierwsze zauroczenia, gorsze oceny i nastoletnie sprzeczki — pozostała dla córek najważniejszego człowieka w państwie czymś niemal niedostępnym.
Cztery nazwiska, jedno życie: dlaczego córka prezydenta wciąż zmieniała tożsamość
Kiedy rozpoczęła studia na wydziale medycyny podstawowej Stołecznego Uniwersytetu Medycznego, przedstawiała się jako Marta Woroniecka. Według jednej wersji nazwisko miało nawiązywać do rodziny jej babci. Według innej było po prostu starannie dobranym pseudonimem, który pozwalał ukryć pochodzenie.
