O wpół do siódmej rano budzik rozdzwonił się tak przenikliwie, że Agnieszka z trudem otworzyła oczy. Pulsowało jej w skroniach, bolały ją mięśnie, a gardło piekło tak mocno, że nawet łyk zwykłej wody sprawiał jej przykrość. Spróbowała podnieść się z łóżka, jednak nogi wydawały się ciężkie i pozbawione siły, więc po chwili znowu opadła na poduszkę. Za oknem bez przerwy padał deszcz, a niskie, stalowoszare chmury wisiały nad dachami i sprawiały, że poranek wydawał się jeszcze bardziej ponury.
Miejsce obok niej było już puste. Jej mąż Piotr, jak każdego dnia, szykował się do wyjścia mniej więcej o siódmej. Zanim zamknął drzwi, pochylił się nad żoną, delikatnie pocałował ją w czoło i powiedział:
— Powinnaś dzisiaj odpocząć. Ostatnio zupełnie się nie oszczędzasz.
Agnieszka zdobyła się na słaby uśmiech.
— Nic mi nie będzie. Muszę dzisiaj oddać ważny raport, nie mogę zostać w domu.
Piotr tylko pokręcił głową.
— Ty bez przerwy myślisz o pracy. Chociaż raz pomyśl o sobie.
Kiedy wyszedł, Agnieszka jeszcze przez kilka minut leżała nieruchomo, wpatrując się w sufit. W końcu jednak zmusiła się, by wstać.
W łazienkowym lustrze zobaczyła kobietę, której niemal nie poznawała. Miała bladą twarz, zaczerwienione, podpuchnięte oczy i zmęczony wzrok. Termometr pokazał 38,7 stopnia. Agnieszka ciężko westchnęła. Przez osiem lat pracy jako księgowa niemal nigdy nie brała wolnego z powodu choroby. Nawet kiedy czuła się fatalnie, wychodziła z założenia, że nie może zostawić współpracowników z własnymi obowiązkami. Tego ranka organizm jednak wyraźnie odmówił dalszej współpracy.
Sięgnęła po telefon i wybrała numer przełożonego.
— Panie Andrzeju, bardzo przepraszam, ale naprawdę źle się dziś czuję. Czy mogłabym wziąć dzień wolnego?
— Oczywiście. I proszę nawet nie myśleć o przyjeżdżaniu do biura — odpowiedział bez chwili wahania. — Proszę się porządnie wykurować. Praca poczeka.
Agnieszka podziękowała i zakończyła połączenie. Później zeszła do niewielkiej apteki niedaleko domu. Kupiła potrzebne leki, herbatę, słoik miodu oraz kilka cytryn. Gdy wróciła do mieszkania, zakręciło jej się w głowie tak mocno, że w przedpokoju musiała oprzeć się o ścianę.
Przebrała się w wygodne ubrania, połknęła tabletki, zrobiła gorącą herbatę i, nie zdejmując nawet grubych skarpet, wsunęła się pod kołdrę. Po kilku minutach poczuła lekką ulgę. Powieki zrobiły się ciężkie i zaczęły same opadać.
Była już niemal pogrążona we śnie, kiedy usłyszała cichy szczęk.
Jakby ktoś wsunął klucz do zamka i otworzył drzwi wejściowe.
Agnieszka natychmiast się rozbudziła.
Spojrzała na elektroniczny zegar. Była 11:15.
„Pewnie sąsiedzi” — pomyślała.
Chwilę później z przedpokoju dobiegły jednak ostrożne kroki.
Nie mogła się mylić.
Ktoś znajdował się w mieszkaniu.
Usiadła powoli na łóżku, czując coraz szybsze bicie serca. Piotr nigdy nie wracał z pracy o tej porze. Co więcej, poprzedniego wieczoru wspominał jej o wyjeździe służbowym, który miał zająć większą część dnia.
Agnieszka bezszelestnie podeszła do drzwi sypialni i uchyliła je zaledwie na kilka centymetrów.
Od strony kuchni dochodziły przyciszone głosy.
Pierwszy rozpoznała natychmiast.
To był Piotr.
Drugi należał do kobiety.
Obcej kobiety.
Agnieszkę ścisnęło w piersi.
— Spokojnie, o tej porze na pewno jest w pracy — powiedział cicho Piotr.
Kobieta zaśmiała się pod nosem.
— To świetnie. Będziemy mogli bez pośpiechu przejrzeć wszystkie dokumenty.
Agnieszka zmarszczyła brwi.
Jakie dokumenty?
Spodziewała się usłyszeć coś zupełnie innego, coś, czego już sam fakt obecności nieznajomej kobiety kazał jej się obawiać.
Przez wąską szczelinę widziała fragment kuchni. Piotr i nieznajoma siedzieli naprzeciwko siebie przy stole. Leżała na nim gruba teczka, kilka kartek, koperty oraz otwarty laptop.
Agnieszka wstrzymała oddech i zaczęła słuchać jeszcze uważniej.
— Jesteś pewien, że niczego nie podejrzewa? — zapytała kobieta.
— Absolutnie — odpowiedział spokojnie Piotr. — Dla niej to będzie prawdziwa niespodzianka.
Niespodzianka?
Agnieszka kompletnie nie rozumiała, o czym rozmawiają. Jeśli mąż rzeczywiście coś dla niej przygotowywał, dlaczego wchodził do własnego mieszkania niemal jak złodziej? Dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, żeby była w pracy?
Miała już otworzyć drzwi szerzej i wyjść do kuchni, kiedy padły kolejne słowa.
— Najważniejsze, żeby wszystko było gotowe przed jej urodzinami.
Kobieta skinęła głową.
— Wtedy wyjdzie idealnie.
Napięcie w ciele Agnieszki nieco zelżało. Być może rzeczywiście chodziło o prezent.
Tylko po co aż taka konspiracja?
W następnej chwili Piotr sięgnął do teczki i wyjął kilka fotografii.
Agnieszka znieruchomiała.
Na zdjęciach była ona.
Fotografie zrobiono kilka lat wcześniej podczas firmowej imprezy. Obok niej stał jej dawny szef, człowiek, z którym relacje służbowe bywały wtedy dość napięte. Agnieszka pamiętała te zdjęcia doskonale. Powstały zupełnie przypadkowo, ale później współpracownicy przez długi czas sobie z nich żartowali.