— Nie lubisz mojej matki, ale ona z ojcem i tak zamieszka u nas — oznajmił Piotr tonem człowieka, który właśnie przekazał żonie wyjątkowo dobrą wiadomość.
Zuzanna stała w kuchni i wycierała ręce w fartuch. Piotr zatrzymał się w drzwiach, oparty ramieniem o framugę, z uśmiechem pełnym pewności siebie. Za jego plecami, na klatce schodowej, stały dwie wielkie torby w kratę i karton szczelnie owinięty taśmą.
Zuzanna powoli spojrzała najpierw na bagaże, a potem na męża.
— Piotrze, zgubiłeś może gdzieś dowód osobisty? — zapytała zupełnie spokojnie. — Bo człowiek, który ma przy sobie dokumenty, zwykle pamięta, gdzie jest zameldowany i do kogo należy mieszkanie.
— No i zaczyna się — Piotr zdjął buty i niedbale cisnął je w kąt. — Znowu te twoje dokumenty. Jesteśmy małżeństwem czy urzędem?
— Małżeństwem. Tyle że w normalnym małżeństwie decyzje się omawia, a nie oznajmia drugiej osobie jak prognozę pogody.
— Już ci oznajmiłem. Sprawa zamknięta.
— Ona nawet nie zdążyła się otworzyć — odparła Zuzanna, wychodząc do przedpokoju. — Zachowujesz się jak pasażer, który wsiadł do cudzego autobusu i nagle ogłosił, że od tej chwili jest kierowcą.
Piotr wszedł do salonu, ciężko opadł na kanapę i wyciągnął nogi. Zuzanna pozostała naprzeciwko niego.
— Rodzice sprzedali swoje dwupokojowe mieszkanie — powiedział, wpatrując się w ścianę. — Wszystko jest już ustalone. Oboje mają ponad sześćdziesiąt lat, potrzebują pomocy, opieki i normalnych warunków. A my mamy trzy pokoje.
— Sprzedali? — Zuzanna lekko uniosła brwi. — Kiedy?
— Jakieś trzy tygodnie temu.
— Rozumiem. Czyli trzy tygodnie temu twoi rodzice stracili własne mieszkanie, a ty postanowiłeś powiedzieć mi o tym dopiero teraz, kiedy ich rzeczy stoją już pod moimi drzwiami. Imponujące. Kurtyna w górę, a główna aktorka nawet nie wiedziała, że dostała rolę.
— Bo od razu zrobiłabyś awanturę!
— Zaproponowałabym rozmowę. Umiesz odróżnić rozmowę od awantury? Bo na razie awanturę urządzasz wyłącznie ty i wyjątkowo się przy tym starasz.
Piotr pochylił się gwałtownie.
— Posłuchaj mnie uważnie. To są moi rodzice. Moi! Nie wyrzucę ich na bruk tak jak ty swoich metalowych gratów z pracowni.
— Te moje „metalowe graty” pokrywają sporą część wydatków tego domu — zauważyła Zuzanna z ironicznym uśmiechem. — I nie porównuj ludzi z narzędziami. Chociaż ty najwyraźniej masz talent do wykorzystywania ludzi jak narzędzi.
— Ty w ogóle słyszysz, co mówisz?
— Doskonale. Właśnie dlatego wciąż zachowuję zdrowy rozsądek. Ty natomiast od kilku tygodni żyjesz chyba w zupełnie innej rzeczywistości.
Piotr zerwał się z kanapy.
— To mieszkanie zostało kupione w czasie naszego małżeństwa!
— Piotrze — Zuzanna spokojnie skrzyżowała ręce na piersi — kupiłam to mieszkanie dwa lata, zanim po raz pierwszy powiedziałeś do mnie: „Jesteś interesującą kobietą”. I mniej więcej rok przed tym, jak zapamiętałeś moje drugie imię. Chcesz, żebym podała dokładne daty? Mam dobrą pamięć i bardzo porządnie przechowywane dokumenty.
— Ty… przedstawiasz mnie tutaj jak zupełnie obcego człowieka!
— Nie. Po prostu przypominam ci, gdzie kończy się fantazja, a zaczyna rzeczywistość. Rozumiem, że nie czujesz się w niej najlepiej. Rzeczywistość rzadko schlebia.
W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi. Zuzanna otworzyła. Na korytarzu stali Marek i Ewa, a pomiędzy nimi znajdowała się Helena, babcia Piotra, ciężko wspierająca się na lasce.
— Zuzanno, kochanie, możemy już wejść? — Ewa wkroczyła do środka jako pierwsza i od razu zaczęła oglądać przedpokój. — Piotrek mówił, że jest tu przestronnie i jasno. Rzeczywiście, bardzo jasno.
— Proszę wejść — odpowiedziała Zuzanna. — Usiądźcie. Czeka nas krótka, ale bardzo pożyteczna rozmowa.
Marek chrząknął i zdjął czapkę.
— Jaka rozmowa? Przecież przywieźliśmy już rzeczy.
— Zauważyłam. Rzeczy, jak widać, zawsze pojawiają się szybciej niż wyjaśnienia.
Helena usiadła na pufie i cicho stuknęła końcem laski o podłogę.
— Piotr — powiedziała sucho. — Mówiłeś, że to Zuzanna sama was zaprosiła.
W przedpokoju natychmiast zapadła cisza. Piotr nerwowo poruszył ramionami.
— Babciu, nie teraz.
— Właśnie teraz — Zuzanna odwróciła się do męża. — Powiedz jej, co dokładnie zaproponowałam. Powiedz to głośno. Skoro tak łatwo przypisujesz innym własne decyzje, tym razem nie powinieneś mieć problemu.
— Nie przekręcaj wszystkiego!
— Niczego nie przekręcam. Rozwijam całą historię, kawałek po kawałku. Jak tapetę z rolki. Dopóki jest zwinięta, wzór może wyglądać idealnie.
Ewa tymczasem przeszła do dalszego pokoju i zatrzymała się w progu.
— Ojej, a co to właściwie jest? Jakiś magazyn? Półki, gips, tkaniny… Piotrek mówił, że pokój stoi pusty.
— To moja pracownia — wyjaśniła Zuzanna, wchodząc za nią. — A tkaniny i gips to materiały robocze oraz przygotowane elementy.
— To wszystko się wyniesie — machnęła ręką Ewa. — Można to przecież włożyć do jakiejś komórki.
— Do komórki? — powtórzyła Zuzanna. — W takim razie proszę sobie wyobrazić, że pewnego dnia przychodzę do państwa i oznajmiam, że wasza sofa trafia do schowka, bo przywiozłam własną. Uznałaby pani to za normalne?