Kiedy w niedzielny poranek zadzwoniła do mnie babcia, jej głos był cichy, zmęczony i dziwnie drżący.
Miała osiemdziesiąt siedem lat, a od kilku miesięcy szybko się męczyła i nie potrafiła już długo rozmawiać przez telefon. Nasze rozmowy zazwyczaj wyglądały podobnie: pytała, czy dobrze się odżywiamy, jak radzą sobie dzieci i kiedy wreszcie znajdziemy czas, żeby ją odwiedzić.
Tym razem jednak od pierwszych słów poczułam, że coś jest nie tak.
— Kochanie, czy moglibyście dziś wieczorem wszyscy przyjechać do mnie? — zapytała.
— Dzisiaj? Babciu, co się stało?
Po drugiej stronie zapadła cisza. Przez kilka sekund słyszałam wyłącznie jej ciężki oddech. W końcu odpowiedziała niemal szeptem:
— Chciałabym, żebyśmy po raz ostatni zjedli kolację całą rodziną.
Serce ścisnęło mi się z przerażenia.
— Po raz ostatni? Babciu, co ty masz na myśli?
— Przez telefon niczego ci nie wyjaśnię — powiedziała spokojnie. — Proszę tylko, dopilnuj, żeby nikt się nie spóźnił. Bądźcie punktualnie o osiemnastej. I przywieźcie dzieci.
Nie pozwoliła mi zadać kolejnych pytań. Pożegnała się i odłożyła słuchawkę.
Natychmiast zadzwoniłam do mamy. Okazało się, że babcia zdążyła już z nią porozmawiać.
— Powiedziała mi dokładnie to samo — wyznała mama. Jej głos łamał się od płaczu. — Pytałam, czy była u lekarza i czy usłyszała jakąś złą wiadomość, ale nie chciała nic powiedzieć.
Niedługo później odezwała się ciocia Maria. Ona również dostała takie samo zaproszenie. W ciągu niespełna godziny rodzinny czat wypełniły pełne lęku wiadomości.
„Może lekarz wykrył u niej coś poważnego”.
„Przecież ostatnio wyglądała na bardzo osłabioną”.
„Dlaczego wcześniej nam o niczym nie powiedziała?”
Mój brat zaproponował nawet, żeby skontaktować się z jej lekarzem. Wiedzieliśmy jednak, że bez zgody babci nie wolno mu przekazywać nam żadnych informacji.
Aż do wieczora nie potrafiłam odsunąć od siebie najgorszych myśli.
Nagle przypomniały mi się wydarzenia z ostatnich dni. Tydzień wcześniej babcia poprosiła mnie, żebym zabrała od niej kilka starych albumów rodzinnych, które przez dziesięciolecia leżały w szafie. Dwa dni temu oddała sąsiadce ukochany porcelanowy wazon — ten sam, z którym nigdy wcześniej nie chciała się rozstać.
Wtedy uznałam to za zwykłe drobiazgi.
Teraz każde z tych zachowań wyglądało jak pożegnanie, którego nie umiałam dostrzec.
Kwadrans przed osiemnastą podjechaliśmy pod jej dom. Samochody zajmowały niemal całą ulicę. Dopiero wtedy zrozumiałam, że babcia zaprosiła znacznie więcej osób, niż przypuszczałam. Przyjechały ciotki, wujkowie, kuzyni, a nawet krewni mieszkający poza miastem, których zwykle widywaliśmy tylko podczas najważniejszych świąt.
Na wszystkich twarzach malował się ten sam niepokój.
Kiedy drzwi się otworzyły i babcia stanęła w progu, z trudem powstrzymałam łzy.
Miała na sobie swoją ulubioną elegancką czarną sukienkę w drobne białe kwiaty. Włosy ułożyła starannie, a na nogach miała czerwone buty, które wyjmowała z szafy wyłącznie na wyjątkowe okazje. Jej oczy były spuchnięte i zaczerwienione.
Nie było wątpliwości, że przed naszym przyjazdem płakała.
Od razu mocno ją objęłam.
— Babciu, dlaczego tak nas przestraszyłaś? Co powiedział ci lekarz?
Pogładziła mnie tylko po dłoni.
— Wszystko wam opowiem. Ale później, kiedy nadejdzie odpowiednia chwila.
W salonie czekał już nakryty ogromny stół. Babcia przygotowała wszystko, co kochaliśmy od dzieciństwa: pieczonego kurczaka, ziemniaki, szarlotkę oraz swój słynny rosół, którego sekretnego przepisu przez całe życie nie zdradziła nikomu.
Wtedy zauważyłam coś dziwnego.
Na czele stołu ustawiono dwa krzesła.
Jedno było przeznaczone dla babci.
Drugie pozostawało puste.
— Babciu, dla kogo jest to miejsce? — zapytała jako pierwsza mama.
Babcia zerknęła na zegar wiszący na ścianie.
— Już niedługo wszystko zrozumiecie.
Usiedliśmy przy stole, lecz prawie nikt nie miał apetytu. W pomieszczeniu panowała tak napięta cisza, że wyraźnie słyszeliśmy tykanie zegara.
W końcu wujek Marek nie wytrzymał.
— Mamo, proszę, przestań nas dręczyć. Powiedz wprost. Jesteś poważnie chora?
Dłoń babci zatrzymała się nad szklanką.
— Nie.
— Skoro nie, to dlaczego powiedziałaś, że to nasza ostatnia wspólna kolacja?
Babcia powoli wypuściła powietrze.
— Bo od jutra moje życie będzie zupełnie inne. A po dzisiejszym wieczorze nasza rodzina już nigdy nie będzie taka jak wcześniej.
Mama natychmiast zasłoniła twarz dłońmi i wybuchnęła płaczem.
— Chcesz zamieszkać w domu opieki?
— Nie.
— W takim razie może zamierzasz sprzedać ten dom?
— Jeszcze nie.
— Więc co się dzieje? Dokąd chcesz wyjechać?
W tej samej chwili ktoś zapukał do drzwi.
Babcia gwałtownie podniosła się z krzesła. Zobaczyłam, że drżą jej palce, gdy wygładzała materiał sukienki. Zanim jednak ruszyła do przedpokoju, odwróciła się w naszą stronę.
— Proszę was tylko o jedno. Cokolwiek się wydarzy i kogokolwiek zobaczycie, nie gniewajcie się na mnie od razu. Zbyt długo bałam się powiedzieć wam prawdę.
Po plecach przebiegł mi zimny dreszcz.
