Adam urwał w pół słowa.
Najpierw wpatrzył się w nieznajomego mężczyznę w idealnie skrojonym, ciemnym garniturze. Potem przeniósł wzrok na Wiktorię, a następnie znów spojrzał na przybysza.
Po chwili niespodziewanie wybuchnął śmiechem.
Nie był to jednak swobodny, szczery śmiech. Zabrzmiał nerwowo, urywanie i jakoś nienaturalnie.
Do tego spotkania pozostało jeszcze mniej więcej półtorej godziny.
Wszystko zaczęło się od marcowego telefonu od Kasi.
— Wiktoria, wyobrażasz sobie? Minęło już piętnaście lat od naszego absolutorium! Dwudziestego trzeciego kwietnia spotykamy się w restauracji. Przyjdziesz?
Pierwszym odruchem Wiktorii była odmowa.
Spotkanie wypadało w sobotę, a właśnie wtedy kończyła kwartalne rozliczenia. W poniedziałek miała przedstawić zarządowi podsumowanie wyników, więc na odpoczynek praktycznie nie zostawało jej czasu.
Kasia jednak nie zamierzała tak łatwo odpuścić.
— Wik, przyjdź chociaż na chwilę! Prawie wszyscy będą. Pamiętasz Tomka Fomina? Teraz jest dentystą. Natalia Serowa też obiecała, że przyjdzie. No proszę cię.
W końcu Wiktoria ustąpiła.
Postanowiła zostać najwyżej godzinę, może półtorej, a później spokojnie wrócić do domu.
W sobotę przyjechała do restauracji zwykłą miejską taksówką.
Nie widziała powodu, żeby zamawiać samochód klasy premium.
Na tę okazję wybrała skromną, szarą sukienkę, pozbawioną rzucających się w oczy znaków firmowych, oraz wygodne czółenka na niewysokim obcasie. Włosy związała w schludny kucyk. Na nadgarstku miała tylko delikatny srebrny zegarek.
Wiktoria nigdy nie należała do osób, które chcą demonstrować innym swój status materialny.
Kiedy weszła do sali bankietowej, spotkanie trwało już w najlepsze.
Przy długim stole siedziało około trzydziestu dawnych studentów. Z głośników płynęły popularne piosenki z pierwszej dekady XXI wieku, a nad salą wisiały balony z napisem „15 lat”.
Kasia dostrzegła Wiktorię jako pierwsza i natychmiast podbiegła, żeby ją uściskać.
— Wika! Ty naprawdę prawie wcale się nie zmieniłaś!
— Ty też nie, Kasiu.
Usiadły obok siebie.
Gdy podszedł kelner, Wiktoria zamówiła herbatę.
Kasia uniosła brwi ze zdziwieniem.
— Nawet kieliszka wina nie wypijesz?
— Rano muszę prowadzić. Nie chcę ryzykować.
Była to tylko częściowa prawda.
Wczesnym rankiem Wiktoria miała polecieć na negocjacje biznesowe, podczas których planowano sfinalizować zakup dużego centrum logistycznego.
Nie zamierzała jednak opowiadać dawnym kolegom o szczegółach swojej pracy.
Bo po co?
Adama najpierw usłyszeli, a dopiero potem zobaczyli.
Jego donośny głos dobiegł z korytarza:
— No dobrze, ludzie! Czy ktoś w ogóle jeszcze mnie tutaj pamięta?
Do sali wszedł w drogim marynarkowym garniturze. Złote spinki przy mankietach lśniły przy każdym ruchu, a ciężki zegarek na nadgarstku było widać nawet w przygaszonym świetle.
Tuż za nim szedł młody mężczyzna z elegancką teczką.
Adam przedstawił go niedbale:
— To mój asystent. Teraz praktycznie nigdzie się bez niego nie ruszam.
Asystent stanął pod ścianą i natychmiast zajął się telefonem.
Adam natomiast, nie pytając nikogo o zgodę, usiadł na czele długiego stołu.
Nikt go tam nie zapraszał, ale też nie znalazł się nikt chętny, by mu to wypomnieć.
Przez pierwsze czterdzieści minut wszystko przebiegało dość spokojnie.
Wspominano wykładowców, studenckie wyjazdy, zabawne historie i wieczór pożegnalny.
Adam mówił przede wszystkim o sobie.
Opowiadał o swojej firmie budowlanej, oddziałach w różnych regionach, liczbie pracowników i rozmiarach prowadzonego biznesu.
— W samym zeszłym roku oddaliśmy do użytku trzy osiedla — oznajmił, odginając kolejno palce. — Czterysta osób na etacie. A nasze obroty… Zresztą nieważne, nie będę was zanudzał liczbami.
Tyle że właśnie liczbami posługiwał się niemal przez resztę wieczoru.
Wiktoria słuchała bez pośpiechu, od czasu do czasu się uśmiechała i przytakiwała.
Kasia pochyliła się ku niej i szepnęła:
— Ani odrobinę się nie zmienił.
— Właśnie — odpowiedziała równie cicho Wiktoria.
Adam zauważył ją mniej więcej godzinę po swoim przyjściu.

Wziął kieliszek, podniósł się z krzesła i podszedł do obu kobiet.
— Wika! To naprawdę ty? Na początku nawet cię nie poznałem.
Wiktoria spojrzała na dawnego kolegę z roku.
— Cześć, Adam.
Mężczyzna powoli przesunął wzrokiem po jej sylwetce, od głowy aż po stopy.
Najdłużej przyglądał się jej butom.
— Słuchaj, a gdzie ty teraz właściwie pracujesz?
— W jednej z firm. Zajmuję się inwestycjami.

Adam uśmiechnął się lekko z ironią.
— Inwestycjami? To znaczy w jakimś banku?
— Można tak powiedzieć.
Przysunął sobie wolne krzesło, usiadł obok i odstawił kieliszek na stół.
Wtedy dopiero zaczęła się właściwa rozmowa.
— Pamiętam, że na studiach uczyłaś się ekonomii. A po obronie nagle gdzieś zniknęłaś. Myślałem nawet, że wyszłaś za mąż, urodziłaś dzieci, poszłaś na urlop macierzyński i na tym skończyła się twoja kariera.
— Nie — odpowiedziała spokojnie Wiktoria. — Nie byłam na urlopie macierzyńskim.