Wrócił z tygodniowego wyjazdu z kochanką, przekonany, że czeka go rozmowa o rozwodzie — lecz w domu zobaczył tort z napisem „10”, obcego mężczyznę i pokój przygotowany dla dziecka

Piotr nigdy nie był szczególnie dobrym kłamcą. Kiedy w sypialni upychał ubrania do walizki, uparcie unikał wzroku Marty — kobiety, z którą dzielił życie od prawie dziesięciu lat.

— Konferencja przez cały tydzień — powiedziała Marta, opierając się o framugę. — I oczywiście w Sopocie, dokładnie tam, gdzie wszyscy jeżdżą odpoczywać.

— Firma pokrywa wszystkie koszty — mruknął Piotr, wsuwając kąpielówki pod stos koszul. — Głupio byłoby odmawiać.

— Wiktoria też z tobą jedzie? — W jej głosie nie było pytania. Brzmiało to raczej jak zmęczone stwierdzenie.

Piotr zawahał się na moment, ale zaraz znów zaczął układać rzeczy, jakby niczego nie usłyszał.

— Tak. Odpowiada za prezentację. To wyjazd służbowy, nic więcej.

— Oczywiście — odparła Marta, krzyżując ręce na piersi. — Tak samo jak podczas zeszłorocznego firmowego przyjęcia, kiedy „pracowaliście” do czwartej nad ranem.

Piotr gwałtownie zatrzasnął walizkę.

— Znowu zaczynasz? Tłumaczyłem ci wtedy, że chodziło o ważny projekt.

— Projekt, przez który musiałeś usunąć wszystkie wiadomości z telefonu?

Piotr odstawił bagaż na łóżko i wreszcie spojrzał żonie prosto w oczy.

— Nie zamierzam o tym dyskutować. Samolot mam za trzy godziny.

— Pozdrów swoją „koleżankę” — powiedziała Marta, odsuwając się od drzwi, by zrobić mu przejście. — Bawcie się dobrze.

Piotr wymamrotał coś pod nosem i szybko wyszedł.

Marta jeszcze długo stała samotnie pośrodku sypialni. Jej wzrok zatrzymał się na rodzinnej fotografii stojącej na nocnej szafce. W końcu podjęła decyzję. Zdecydowanym ruchem sięgnęła po telefon i zaczęła szukać numeru osoby, która mogła jej pomóc.

W połowie czerwca nad Bałtykiem woda miała przyjemną temperaturę, a fale były łagodne. Piotr leżał pod parasolem i obserwował Wiktorię kąpiącą się w morzu. Jej opalone ciało lśniło w słońcu, przyciągając spojrzenia innych plażowiczów.

— Chodź do mnie! — zawołała, machając ręką. — Woda jest cudowna!

— O czym tak myślisz? — zapytała, gdy podpłynęła bliżej i objęła go za szyję. — I nie mów, że o pracy.

— Nie, po prostu… Zapomniałem wysłać wiadomość, zanim wyjechałem.

— Kłamca — uśmiechnęła się Wiktoria i lekko pocałowała go w policzek. — Myślisz o żonie, prawda?

Piotr zmarszczył brwi.

— Ustaliliśmy, że podczas tego wyjazdu nie będziemy o niej rozmawiać.

— Dobrze, dobrze — odpowiedziała łagodnie Wiktoria. — To może popłyńmy do boi?

Wieczorem zasiedli w restauracji z widokiem na morze. Wiktoria miała na sobie nową sukienkę, kupioną poprzedniego dnia w nadmorskim butiku. Piotr patrzył, jak zachodzące słońce złoci jej skórę. Wyglądała pięknie, a jednak coś nie pozwalało mu całkowicie się odprężyć.

— Jutro pojedziemy na wycieczkę? — zapytała Wiktoria, sącząc wino. — Chciałabym zrobić ładne zdjęcia na media społecznościowe.

— Jasne — przytaknął Piotr. — Przy okazji kupimy jakieś pamiątki.

— Marta lubi pamiątki? — zapytała Wiktoria z udawaną niewinnością.

Piotr uśmiechnął się blado.

— Prosiłem cię, żebyś nie poruszała tego tematu.

— Przepraszam — powiedziała, kładąc dłoń na jego ręce. — Ale prędzej czy później będziesz musiał rozwiązać tę sytuację. Nie możemy ukrywać się bez końca.

— Wiem — odpowiedział ponuro Piotr. — Po powrocie z nią porozmawiam.

— Naprawdę? — W oczach Wiktorii pojawiła się nadzieja. — Obiecujesz?

— Obiecuję.

Tydzień minął zaskakująco szybko. Pływali, opalali się, jeździli na wycieczki, jedli owoce morza w eleganckich restauracjach, a noce spędzali namiętnie w hotelowym pokoju. Piotr niemal przestał myśleć o domu i o tym, co czeka go po powrocie. Niemal.

W dniu wyjazdu Wiktoria objęła go na lotnisku.

— Nie zapomnij o swojej obietnicy — wyszeptała, dotykając ustami jego warg. — Będę czekała na telefon.

— Wiem — mruknął Piotr, z trudem ją wypuszczając z ramion. — Zadzwonię, gdy tylko z nią porozmawiam.

Dla bezpieczeństwa kupili bilety na różne loty.

W samolocie Piotr zamówił whisky i próbował wymyślić, co powie żonie. Po dziesięciu latach małżeństwa ich związek przypominał relację dwojga obcych ludzi.

Późnym wieczorem taksówka zatrzymała się przed jego domem. Po zapłaceniu kierowca odjechał, a Piotr przez chwilę siedział bez ruchu, patrząc przez szybę na oświetlone okna. Marta jeszcze nie spała. Wziął głęboki oddech i ruszył do drzwi.

Otworzyły się niemal bezszelestnie. Odstawił walizkę w przedpokoju i nasłuchiwał. Z salonu dobiegała cicha muzyka oraz głosy.

„Pewnie ogląda telewizję” — pomyślał, zdejmując buty.

Kiedy wszedł do pokoju, stanął jak wryty.

Na środku salonu stał odświętnie nakryty stół. Na nim znajdował się szampan i tort ozdobiony świeczką w kształcie cyfry „10”.

Marta siedziała na kanapie, ale nie była sama. Obok niej stał wysoki, jasnowłosy mężczyzna, którego Piotr nigdy wcześniej nie widział. Oboje się śmiali, a nieznajomy trzymał dłoń na ramieniu Marty.

— Co… co tu się dzieje? — zapytał Piotr ochrypłym głosem, wchodząc głębiej do salonu.

Marta drgnęła i odwróciła się w jego stronę.

— Piotr? Już wróciłeś? — Spojrzała zaskoczona na zegar. — Spodziewaliśmy się ciebie dopiero za jakieś dwie godziny.