„To mieszkanie należy do mojej córki!” — powiedziałam mężowi, gdy chciał oddać je swojej siostrze, a kilka dni później po raz pierwszy od lat zamknęłam drzwi z poczuciem ulgi

— Ty w ogóle rozumiesz, co robisz?

Paweł cisnął kluczami na komodę tak gwałtownie, że odbiły się od drewna i spadły na podłogę.

Nawet nie drgnęłam.

Po dwunastu latach małżeństwa potrafiłam rozpoznać jego nastrój po samym dźwięku kluczy.

Kiedy odkładał je spokojnie, dzień zazwyczaj mijał bez większych problemów.

Kiedy nimi rzucał, oznaczało to, że za chwilę rozpęta się awantura.

Tym razem niemal uderzyły w ścianę.

— Dzień dobry również tobie — odpowiedziałam, nie przerywając picia kawy.

— Karolina znowu spała w hostelu!

— Współczuję.

— Ona jej współczuje! — zawołał, wpadając do kuchni. — Ta kobieta nie ma gdzie mieszkać!

— Ma trzydzieści trzy lata.

— I co z tego?

— W tym wieku większość ludzi potrafi już samodzielnie zdecydować, gdzie przenocuje.

Paweł ciężko wypuścił powietrze.

— A nasze mieszkanie stoi puste.

Odstawiłam filiżankę.

Wreszcie dotarliśmy do sedna.

— Nie nasze.

— Słucham?

— To mieszkanie należy do mojej córki.

— Zuzanna mieszka w Krakowie!

— No i?

— Przecież teraz w ogóle go nie potrzebuje!

— Dlatego postanowiłeś podarować je swojej siostrze?

— Niczego jej nie podarowuję! Niech tylko pomieszka kilka miesięcy.

Zaśmiałam się cicho.

— Znam już te „kilka miesięcy” w wykonaniu Karoliny.

Dwa miesiące u koleżanki przeciągnęły się jej kiedyś do całego roku.

Obietnica „zostanę u byłego męża, dopóki nie znajdę pracy” trwała aż do chwili, gdy mężczyzna wymienił zamki w drzwiach.

Nawet jej własna matka pewnego dnia poprosiła córkę, żeby się wyprowadziła, bo nie miała już siły spłacać jej kredytów.

Paweł za każdym razem powtarzał jednak dokładnie to samo:

— Karolinie po prostu nigdy się nie układa.

Rzeczywiście, miała wyjątkowego pecha.

Pracę traciła zawsze z winy okropnych przełożonych.

Z wynajmowanych mieszkań wyrzucali ją wyłącznie bezduszni właściciele.

Kredyty zaciągały się niemal same.

A mężczyźni, których spotykała, jeden po drugim okazywali się draniami.

Wszyscy byli winni.

Tylko nie Karolina.

— Zuzanna sama zdecyduje, kogo chce wpuścić do swojego mieszkania — powiedziałam.

— To ty ją przeciwko mnie nastawiasz.

— Oczywiście. Wieczorami hipnotyzuję ją przez wideorozmowy.

— Przestań się ze mnie nabijać!

Uderzył dłonią w stół.

Łyżeczka podskoczyła w spodeczku.

— Karolina jest moją siostrą!

— Wspaniale. Wynajmij jej mieszkanie.

— Teraz wszystko jest potwornie drogie.

— Oddaj jej połowę pensji.

— Mamy własne wydatki.

— Sprzedaj samochód.

Paweł spojrzał na mnie tak, jakbym zaproponowała mu dobrowolne odcięcie ręki.

— Ty naprawdę oszalałaś?

— Samochód jest przecież twój.

— Jest mi potrzebny!

— A mieszkanie Zuzanny, jak rozumiem, jej nie jest potrzebne?

Zamilkł.

Uśmiechnęłam się bez radości.

— Ciekawa zasada. Swojej własności nie wolno ruszać, ale cudzą można rozdawać bez pytania.

Paweł gwałtownie odwrócił głowę.

— Właśnie dlatego nie da się z tobą żyć.

— Da się. Po prostu coraz trudniej żyć moim kosztem.

Wyszedł, trzaskając drzwiami.

Dziesięć minut później zadzwoniła Zuzanna.

Na ekranie pojawiła się twarz mojej uśmiechniętej córki.

— Mamo, cześć!

— Cześć, kochanie.

— Wyglądasz na zmęczoną.

— Dzień zaczął się od dyskusji o nieruchomościach.

Od razu zrozumiała.

— Tata znowu mówi o cioci Karolinie?

— Dokładnie.

Zuzanna przewróciła oczami.

— Przecież już powiedziałam: nie ma mowy.

— Twierdzi, że to ja nastawiam cię przeciwko niemu.

— Jasne. Mam dwadzieścia dziewięć lat, ale bez mamy nie potrafię zdecydować, kogo wpuścić do własnego mieszkania.

Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.

— Mamo, mówię poważnie. Nie wpuszczaj jej tam.

— Nie zamierzam.

— Karolina ma długi.

— Wiem.

— Komornika też.

— Wiem.

— Jeśli się zamelduje, zacznie się niekończący cyrk.

Pokiwałam głową.

— Doskonale zdaję sobie z tego sprawę.

W tej samej chwili w drzwiach pojawił się Paweł.

Kiedy zauważył telefon, natychmiast się ożywił.

— Zuzia?

— Tak.

— Daj mi z nią porozmawiać.

Spojrzałam na córkę.

— Chcesz?

— Oczywiście. Jestem ciekawa, co tym razem wymyśli.

Podałam mu telefon.

Głos Pawła od razu zrobił się miękki i serdeczny.

— Zuzieńko, cześć! Jak ci się żyje w Krakowie?

— Dobrze.

— Słuchaj, mamy tu pewien rodzinny problem…

— Wiem już.

Jego uśmiech lekko zgasł.

— Karolina naprawdę nie ma gdzie mieszkać.

— To niech wynajmie pokój.

— Wynajem jest teraz bardzo drogi.

— W takim razie niech znajdzie pracę.

— Ona pracuje!

— Tym bardziej powinna sobie poradzić.

Paweł zmarszczył brwi.

— Zuzanno, chodzi przecież tylko o kilka miesięcy.

— Nie.

— Dlaczego jesteś taka nieustępliwa?

— Bo to moje mieszkanie.

— Ale stoi puste!

— Niech stoi.

— Rodzina powinna sobie pomagać.

Zuzanna przez chwilę milczała.

— Tato, dlaczego ty jej nie pomożesz?

Paweł wyraźnie się speszył.

— Co masz na myśli?

— Wynajmij jej coś za własne pieniądze.

— Ja teraz mam…

— Sprzedaj samochód.

Odwróciłam się do okna, żeby nie parsknąć śmiechem.

— Wy się zmówiłyście?

— Nie. To po prostu najbardziej oczywiste rozwiązanie — odpowiedziała spokojnie. — Bardzo łatwo rozporządzasz czymś, co do ciebie nie należy.

Twarz Pawła pociemniała.

— Nosiliśmy cię z matką na rękach!