— Słucham?
Zaśmiała się krótko.
— Naprawdę nie jest pani wstyd pokazywać się w czymś takim?
Jej koleżanki zachichotały.
Odruchowo spojrzałam na siebie. Mój strój zakrywał niemal całe ciało. Nie miał głębokiego dekoltu, wycięć ani krzykliwych ozdób. Był zwyczajnym kostiumem starszej kobiety, która chciała spędzić dobry dzień ze swoją wnuczką.
— To jest basen — odpowiedziałam cicho.
Kobieta przechyliła głowę.
— Są tu dzieci.
— Jestem ubrana przyzwoicie — odparłam.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, jakby właśnie na to czekała.
— Niektóre widoki i tak nie są przyjemne dla innych.
Nie chodziło wyłącznie o słowa.
Najgorszy był sposób, w jaki na mnie patrzyła.
Jej znajome zasłaniały uśmiechy kubkami. Nagle poczułam się zbyt stara, zbyt widoczna i kompletnie nie na miejscu.
Sama nie zauważyłam, kiedy chwyciłam plażową narzutkę.
— Babciu? — odezwała się Zosia.
Zmusiłam się do uśmiechu.
— Wszystko dobrze, skarbie.
Ale nic nie było dobrze.
Usiadłam na leżaku i położyłam narzutkę na kolanach. Chciałam wyjechać. Nie dlatego, że tamta kobieta miała rację. Po prostu nie chciałam, by urodziny Zosi zamieniły się we wspomnienie o tym, jak jej babcia została publicznie upokorzona przy basenie.
Zosia przez kilka sekund wpatrywała się w nieznajomą. Jej drobne ramiona wyraźnie się napięły.
Potem pochyliła się do mnie.
— Muszę do toalety.
— Pójdę z tobą.
Wskazała stanowisko z ręcznikami, przy którym młoda pracownica w czerwonej koszulce układała czyste rzeczy.
— Ona może mnie zaprowadzić.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, Zosia podeszła do dziewczyny.
— Czy pokaże mi pani, gdzie jest toaleta?
Pracownica uśmiechnęła się.
— Jasne, chodź ze mną.
Patrzyłam, jak odchodzą.
Za moimi plecami kobieta powiedziała do koleżanek:
— Niektórym naprawdę przydałoby się częściej patrzeć w lustro.
Tym razem Zosia również to usłyszała. Poznałam po tym, jak zesztywniała tuż przed zniknięciem za rogiem.
Kilka minut później wróciła, trzymając pracownicę za rękę. Obok nich szedł mężczyzna w granatowej hotelowej koszulce, z identyfikatorem przypiętym do piersi.
Zosia wyciągnęła rękę i wskazała kobietę.
— To ona — powiedziała. — Przez nią moja babcia chciała wyjść w moje urodziny.
Wokół zapadła cisza, jakby cała przestrzeń nagle znieruchomiała.
Podniosłam się z leżaka, choć kolana drżały mi tak mocno, że ledwie utrzymywałam równowagę.
Mężczyzna zrobił krok naprzód.
— Nazywam się Marek i jestem kierownikiem strefy basenowej.
Kobieta prychnęła pogardliwie.
— Naprawdę? To jakiś żart.
Marek zachował spokój.
— Dziewczynka powiedziała, że odzywała się pani niegrzecznie do jej babci. Chciałbym wiedzieć, co dokładnie się wydarzyło.
Nieznajoma skrzyżowała ręce na piersi.
— Tylko zażartowałam. Ludzie są teraz przewrażliwieni.
— Powiedziała pani, że powinnam wstydzić się stroju w moim wieku — odezwałam się. — A potem zwróciła pani uwagę, że wokół są dzieci.
Jedna z jej koleżanek mruknęła:
— Karolina…
Tak dowiedziałam się, jak miała na imię.
Karolina przewróciła oczami.
— Wcale nie powiedziałam tego w taki sposób, jak ona teraz przedstawia.
W tej chwili wstała kobieta wypoczywająca w sąsiednim rzędzie leżaków.
— Ja też wszystko słyszałam — powiedziała. — Ta pani mówi prawdę.
Karolina spojrzała na nią ze złością.
— Nie ma pani pojęcia, co się stało.
Świadkini nawet nie drgnęła.
— Doskonale wiem, co usłyszałam.
Marek skinął głową, po czym spojrzał w stronę hotelowego tarasu, gdzie zbierały się osoby z identyfikatorami. Poprosił, żebyśmy zaczekali, i dał znak kobiecie w eleganckiej marynarce.
Karolina znów się roześmiała.
— Chyba nie zamierzacie robić afery z jednej rozmowy?
— To zależy od okoliczności — odparł Marek.
Gdy kobieta w marynarce podeszła bliżej, postawa Karoliny zmieniła się natychmiast. Wyprostowała się, opuściła ręce i spróbowała przybrać niewinny wyraz twarzy.
— Co tu się dzieje? — zapytała przybyła.
Najpierw spojrzała na Karolinę, potem na firmową torbę stojącą przy jej leżaku.
Marek wyjaśnił:
— Ta kobieta obraźliwie odezwała się do innej osoby w obecności dziecka.
Kobieta w marynarce ponownie przeniosła wzrok na Karolinę.
— Karolino, czy to prawda?
Tamta uśmiechnęła się nerwowo.
— Doroto, wszystko zostało strasznie wyolbrzymione.
Zrozumiałam, że Dorota była organizatorką wydarzenia.
— Została pani zaproszona na dzisiejszy program, ponieważ hotel i nasza firma przygotowują materiał o rodzinach oraz kobietach z różnych pokoleń — powiedziała spokojnie.
Przypomniałam sobie tablicę przy wejściu.
Dorota zwróciła się do mnie.
— Proszę opowiedzieć, co się wydarzyło.
Zaczęłam mówić. Początkowo głos mi drżał, lecz z każdym zdaniem odzyskiwałam pewność. Zosia przerwała mi tylko raz.
— Ona zasmuciła babcię.
Kobieta z sąsiedniego leżaka powtórzyła dokładnie to, co słyszała.
Dorota wysłuchała wszystkich bez pośpiechu, po czym spojrzała na Karolinę.
— To nie było zabawne.
Karolina wzruszyła ramionami.
— Przecież to był tylko żart.
Twarz Doroty pozostała nieruchoma.
— Nie. To nie był żart.
Te proste słowa zabrzmiały mocniej niż krzyk.
