Bogate swatki śmiały się z biednej matki panny młodej, która podarowała córce dom w odległej wiosce na wesele

Olya przełknęła łzy, które napłynęły jej do gardła i zebrała swoje rzeczy z biurka… kubek, kalkulator, kalendarz i inne drobiazgi. Przyjaciółka uspokajała ją najlepiej jak potrafiła:

-Oleczko, nie denerwuj się tak! Co ty sobie myślisz, zwolniona! Widzisz, firma jest na skraju upadku, pensje opóźnione, a ty przyszłaś później niż wszyscy, więc postanowili zredukować zatrudnienie. Znajdziesz sobie lepszą pracę, jesteś w swoim wieku. Co więcej, masz bogatego narzeczonego, nie będziesz stratna!

Dziewczyna zaszlochała:

— Dokładnie, bierzemy ślub, a teraz jestem bezrobotna! Och i wyobrażam sobie, jak moja teściowa będzie sarkastyczna… Już mnie nie lubi. Uważa, że nie jestem równa mojemu synowi, pochodzę z prostej rodziny, pracuję w archiwum. A teraz będzie mnie besztać za to, że siedzę Miszy na karku! Ale to nie moja wina, że mama wychowywała mnie sama, oczywiście było nam ciężko, zawsze brakowało pieniędzy, mama nie była milionerką, była tylko księgową. Nie starczało mi też na studia, po szkole musiałam skończyć kurs zarządzania biurem i iść do pracy. Po prostu przyzwyczaiłem się do ciebie, przyzwyczaiłem się do ciebie, a teraz znowu szukam pracy. Co za pech!

Marina uściskała koleżankę:

-Dobrze, wszystko się ułoży, nie kwaś. Pan młody, jeśli kocha, wszystko zrozumie, a na jego matkę nie zwracaj uwagi, nie mieszkasz z nią! Cóż, do widzenia, kochanie. Życzę powodzenia!

Olya wróciła do domu smutna i opowiedziała wszystko mamie. Ona tylko potrząsnęła głową:

-Córko, to naprawdę zły moment. Tuż przed ślubem. Nie martw się, wszystko się ułoży. Przejrzyj oferty pracy, może znajdziesz coś dla siebie.

Olya poszła do swojego pokoju, przebrała się, padła na kanapę i gorzko zapłakała… Jak powiedzieć o tym Miszy? Co on sobie teraz o niej pomyśli? Czy uda jej się od razu znaleźć nową pracę? A jeśli nie? Wtedy mama Miszy na pewno pomyśli, że spotyka się z synem dla pieniędzy na utrzymanie.

Patrząc na zdjęcie swojego kochanka, dziewczyna przypomniała sobie, jak się poznali, to było takie niezwykłe… W drodze do domu z pracy Olya lubiła długo stać na moście i patrzeć na rzekę, to ją uspokajało. Tak było prawie codziennie. I pewnego dnia, gdy dziewczyna, oparta o barierkę, patrzyła na fale na wodzie, oślepił ją błysk! Nawet się przestraszyła i bardzo mrugała. Okazało się, że została sfilmowana kamerą przez młodego, atrakcyjnego chłopaka. Olga spojrzała na niego zakłopotana i przestraszona, a on zaczął przepraszać:

-Wybacz mi, nie mogłem się powstrzymać! Jesteś bardzo piękna! Pozwolisz, że zatrzymam to zdjęcie na pamiątkę? Spójrz, jak wspaniale wyszło! Nie myśl, że nie jestem maniakiem lub chorą osobą. Po prostu lubię fotografię, szukam ciekawych ujęć, mam w domu całą kolekcję. Przy okazji, mam na imię Michaił!

Olya nawet zarumieniła się od takich komplementów i szepnęła:

-Jestem Olga. Nie, w ogóle mi to nie przeszkadza, ale tak się bałam… Nie spodziewałam się, że ktoś będzie mnie filmował na moście! Często tu przychodzę, lubię patrzeć na wodę, sprawia, że czuję się taka spokojna i pogodna w środku!

Ujęcie naprawdę wyszło bardzo dobrze: zamyślona dziewczyna z profilu z blond włosami powiewającymi na wietrze na tle przejeżdżających samochodów.

Młodzi ludzie zostali przyjaciółmi i zaczęli się komunikować, a wkrótce zdali sobie sprawę, że są w sobie szaleńczo zakochani. To było tak, jakby byli magnetycznie przyciągani do siebie i nie było dnia, w którym nie dzwonili do siebie, a każda randka sprawiała, że byli jeszcze szczęśliwsi. Misza nie był zwykłym facetem, ale synem biznesmena Lipatova. W wieku dwudziestu lat miał już własny samochód, podarowany przez rodziców, ubierał się zgodnie z najnowszą modą i ukończył prestiżowy uniwersytet.

Olya, wręcz przeciwnie, dorastała w zwykłej, nawet biednej rodzinie, matka wychowywała ją samotnie. Kobiecie trudno było samotnie postawić córkę na nogi, ale mimo to starała się, aby Olya wyglądała tak dobrze jak inni, oszczędzała na sobie i każdy grosz oszczędzała dla swojej córki. Olya pracowała w prywatnej firmie, w archiwum, jako referent ds. akt. Wynagrodzenie nie było zbyt wysokie, ale praca nie była zakurzona, najważniejsza była schludność i staranność.

Na początku nasza bohaterka była nawet przerażona, gdy dowiedziała się, że Misha pochodzi z bogatej rodziny, myślała, że zacznie pokazywać swoją wyższość lub rzucać pieniędzmi. Ale nie, facet był zaskakująco łatwy w komunikacji, otwarty i nie był zarozumiały. Było im ze sobą tak dobrze, że wkrótce para postanowiła się pobrać. Matka dziewczyny, Marina Vladimirovna, była bardzo szczęśliwa, od razu polubiła Mishę, na rodzinnym obiedzie była uprzejma i taktowna, słodko się komunikowała.

Ale od Olyi rodzice pana młodego wyraźnie nie byli zachwyceni. Zinaida Iwanowna skrzywiła się i zacisnęła usta, ledwo się powstrzymując, aby nie ugryźć mocniej, a ojciec, Nikołaj Aleksandrowicz, patrzył tylko z oczywistą protekcjonalnością, pokazując cały swój wygląd swojej ważności. Matka próbowała odwieść syna od ślubu i swędziała dzień i noc:

-Synu, opamiętaj się! Popełniasz straszny błąd, wiążąc swój los z tą żebraczką! Ona nie ma nic, mieszka w klopowniku z matką, nie ma wyższego wykształcenia, nie ma perspektyw! Co ty widzisz w tej prostej dziewczynie? Spójrz na Albinę, córkę Marata Seleznyova. To zupełnie inny poziom! Elegancka, zadbana, studiuje na prestiżowym uniwersytecie! Ojciec już kupił jej mieszkanie w centrum miasta!

Ale Misza był nieugięty i tylko się złościł:

-Mamo, przestań! Przestań! Dlaczego mierzysz wszystkich ludzi pieniędzmi! Wyszłaś za swojego ojca, kiedy nic nie miał, a sama nie jesteś błękitną krwią! Więc o co chodzi? Dlaczego nie mogę wyjść za mąż z miłości? Widziałem twoją Albinę kilka razy w tym samym towarzystwie. To bezczelna dziewczyna i awanturnica, ale w gruncie rzeczy jest nikim! Nie potrzebuję jej, w ogóle jej nie lubię, rozumiesz? Kocham Olyę i koniec! Skończmy tę nieprzyjemną rozmowę. Nie potrzebuję wystawnego wesela i nie proszę cię o miliony, my z moją ukochaną po prostu podpiszemy i usiądziemy w zwykłej restauracji, będzie tylko ich własna.

Mikołaj Aleksandrowicz zauważył jadowicie:

-No i gdzie będziecie mieszkać, gołąbeczki? A może myśleliście o sprowadzeniu nieszczęsnej do naszej rezydencji? A z jakich pieniędzy będziesz utrzymywał swoją rodzinę? Mam nadzieję, że nie z moich! Dopiero co skończyłeś studia! Wciąż stoisz na nogach.

Misza odpowiedział ochoczo:

-Nic, będziemy żyć! Teraz wynajmujemy mieszkanie i to jest w porządku! Pracuję na pół etatu. Najważniejsze, że się kochamy, a reszta przyjdzie sama! Chcę osiągnąć wszystko sama, od zera. To dla mnie ważne, aby zdać sobie sprawę z tego, ile jestem warta, bez twoich pieniędzy. Nie rozumiesz?

Olga bardzo kochała Miszę, dosłownie nie wyobrażała sobie życia bez niego i bardzo się bała, że pójdzie na korzyść swoich rodziców i ją zostawi. A potem to zwolnienie, na pewno pomyślą, że zwolniony najbardziej bezużyteczny!

Ale obawy dziewczyny były daremne, Misza przytulił ją, mocno pocałował i pocieszył:

-Nie denerwuj się, króliczku! Nie denerwuj się! Różne rzeczy się zdarzają! Będziemy świętować ślub i znajdziemy ci inną pracę. Jestem tu dla ciebie, razem sobie poradzimy! Kocham cię! Zawsze o tym wiedz!

Olya wydyszała:

-Ja też cię kocham. Mishenka, jesteś taka wspaniała! Mam szczęście, że cię mam i dobrze, że się wtedy spotkaliśmy!

Nadszedł dzień uroczystości. Olya nie wydała bajecznej sumy pieniędzy na suknię ślubną, ale wypożyczyła ją z salonu. Spojrzała na siebie w lustrze i uśmiechnęła się, pasowała jak ulał! Delikatna, śnieżnobiała, z cudowną peleryną wyszywaną koralikami. Dziewczyna czuła się jak prawdziwa księżniczka z bajki, jej nastrój był cudowny. Nie ma co, dziś był najważniejszy dzień w jej życiu! Ślub! Cóż może być bardziej ekscytującego dla każdej dziewczyny! Ale teściowa nie podzielała jej radości. Razem z mężem czekali na nowożeńców w restauracji i lamentowali:

— „Matka tej głodującej dziewczyny nadchodzi! Żałuję, że nigdy jej nie widziałam! Co ona da młodym? Dziurę w bajglu? Ona nie ma nic! Skąd się wzięła ta biedna rodzina? Hańba! I kim okazał się nasz Miszka, że taki głupi! Nie powinien myśleć głową, a wierzy w miłość, naiwniak!

Nowożeńcy weszli na salę, goście ich przywitali i zaczęła się zabawa. Po pierwszej uczcie na scenę wyszła mama Olgi. Kobieta była ubrana skromnie, bez falbanek, klasyczna czarna sukienka, surowe, dyskretne buty, na głowie zgrabny koczek, misternie zebrany z tyłu głowy. Z biżuterii tylko broszka, jeszcze po babci, i kolczyki z turkusami.

Teściowa prychnęła pogardliwie:

-Co za tandeta! Kołchoz, na Boga! Trzeba się tak stroić. A la pożegnanie młodości! Jak czarna wdowa!

Sama Zinaida wyglądała jak stara uczennica! Ultramodna i droga szkarłatna suknia wyglądała śmiesznie na kobiecie w jej wieku, a ogromna ilość diamentów i złota, którymi dosłownie oblepiona była jej szyja, obciążała jej wizerunek. Zinaida starała się wyglądać młodziej, regularnie wstrzykiwała sobie botoks, a jej twarz była absolutnie gładka, bez zmarszczek, ale wyglądała bardziej jak nieożywiona maska niż młodzieńczy wizerunek.

Marina wzięła mikrofon i zaczęła serdecznie gratulować nowożeńcom:

-Moje drogie dzieci! Olya i Misha, dzisiaj jest najważniejszy dzień w waszym życiu, zostaliście mężem i żoną! Życzę wam szczęścia z całego serca, wzajemnej miłości, szacunku i wsparcia! A ode mnie masz prezent! Trzymaj klucze do domu! Specjalnie kupiłem ten dom we wsi Zyabliky. To będzie pomoc dla ciebie. W pobliżu jest rzeka, las, można mieć ogród warzywny, odpocząć! Dom, oczywiście, stary, ale jest całkiem możliwe, aby umieścić go w porządku! Bądź szczęśliwa!

Zinaida wręcz skakała ze złości i syczała:

-Matchmaker! Czy jesteś szalony? Dlaczego dałeś swoim dzieciom podupadły dom w odległej wiosce? Chcesz nas wykończyć i zhańbić? Co jest więcej niż wystarczające, aby mój syn zginał plecy w ogrodzie warzywnym i nosił wodę ze studni wiadrami? Brak mi słów! Chociaż czego innego można było się po tobie spodziewać?

Marina Władimirowna rozpłakała się, nie spodziewała się tak negatywnej reakcji! W końcu musiała nawet wziąć pożyczkę w banku na zakup tego domu i zainwestować część pieniędzy w bankiet! I została tak upokorzona, zhańbiona przed wszystkimi!

Olya pobiegła za nią, zdezorientowana i prawie przewracając się w swojej sukni ślubnej, dogoniła matkę już na werandzie, przytuliła ją:

-Mamusiu! Dokąd idziesz? Nie idź, proszę! Zostań! Nie zwracaj uwagi na Zinaidę, to kłótliwa kobieta, wszyscy o tym wiedzą! Dziękuję za taki niespodziewany prezent! Wiem, że to od serca!

Ale Marina Władimirowna tylko potrząsnęła głową:

-Nie, córeczko, nie mogę, pójdę! Inaczej nie wytrzymam i powiem wszystko w twarz temu bezczelnemu! A ty masz wakacje! Nie chcę tego zepsuć. Bądź szczęśliwa z Miszą! Do widzenia!

Olya wróciła smutna i zapłakana, i spojrzała na teściową. Ona też usiadła, wydymając i tak już zbyt napompowane usta, ponieważ jej syn powiedział jej, że takie zachowanie jest niedopuszczalne! Wstydził się swoich rodziców. Jego ojciec dał synowi część swoich udziałów w firmie, ale dywidendę dostanie dopiero wtedy, gdy przejmie biznes ojca! Misza powtarzał ojcu setki razy, że nie chce tego robić! To nie jego sprawa! Ale był uparty jak byk i tyle!

W rezultacie wesele było w rozsypce, pokłóciliśmy się, a wrażenia z wakacji zostały beznadziejnie zepsute!

Minął miesiąc, Olya nie mogła znaleźć pracy, wszędzie żądali doświadczenia, doświadczenia, a gdzie młoda dziewczyna mogła je zdobyć? Sprawy nie układały się dobrze również dla Miszy. Było coraz mniej ofert pracy w jego specjalności, niedawno otrzymał dyplom. Jego ojciec celowo zablokował wszystkie jego konta bankowe, obrażając się, chciał dać nauczkę nieposłusznemu synowi! Miał nadzieję, że Misza będzie cierpiał biedę i nędzę, zostawi tego głupca i wróci do ojca! Zmądrzeje i zostanie biznesmenem!

Pieniądze przeznaczone na wesele rozpłynęły się jak woda, a na opłacenie mieszkania w przyszłym miesiącu w ogóle nie było pieniędzy!

Zrozpaczona para siedziała w kuchni i zastanawiała się, co robić dalej. Nagle Misza wykrzyknął:

-Olyunya! Co z nas za głupcy? Twoja matka dała nam dom na wsi! Nie możemy chociaż pojechać zobaczyć, co tam jest? A jeśli nam się spodoba?

Dziewczyna spojrzała sceptycznie na pana młodego:

-Misza, nie rozśmieszaj mnie! Ty, chłopak z miasta, który wychował się w luksusie, a wieś? Moim zdaniem to nie do pogodzenia! Trudno mi sobie wyobrazić, co będę tam robił! A jak będziesz płakał, to na pewno się rozwiedziemy! To też pomysł mamy, oczywiście. Ale masz rację, warto się temu przyjrzeć. Może nada się na domek letniskowy.

Zrobione i gotowe. Następnego dnia para wyruszyła wczesnym rankiem do wsi Zyabliky. Nie była to długa droga, po wybojach i bezdrożach, ale w końcu dotarli tam wieczorem. Widząc prezentowaną posiadłość, Misza zagwizdał:

Oh ho-ho-ho. Dom jest stary, musiał być dworkiem. Widać rzeźbienia na okiennicach, wejście jest łukowate, a kolumny są interesujące. Ale jego stan jest opłakany! Wymaga wielu napraw! To zajmie miesiące. Spójrz, dachówki miejscami się pokruszyły, więc przecieka, a róg jednej z nich się zawalił, więc musi być problem z fundamentem. A ogrodzenie już dawno się rozsypało. Wyobrażam sobie, co czeka nas w środku.

Olya była dość zdenerwowana, patrząc na ogromny, ponury i opuszczony dom, bardziej przypominający stodołę niż posiadłość ziemską, i zaczęła mruczeć pod nosem:

— „Mama naprawdę oszalała! Tu się nie da mieszkać! Super prezent, oczywiście! Nie mogę ci nic powiedzieć. Na odludziu, a nawet w rupiecie nie ma co wierzyć, że się zawalą! Nie chcę wchodzić do domu. Wynośmy się stąd! Tu nie ma nic do roboty! Marnujemy tylko czas…

Ale Misza pokręcił się po podwórku, stanął na pagórku i sapnął:

-Oluniu, nie gniewaj się! Lepiej było tu przyjechać! A twoja mama to dobra dziewczynka! Nie powinno cię swędzieć! Zobacz, jak tu pięknie! Nie można oderwać od niego wzroku!

Obraz był rzeczywiście spektakularny. Po lewej stronie rozciągał się las z ogromnymi sosnami i jodłami, po prawej pola pszenicy, a niedaleko rzeka zdawała się łączyć z bezkresnym niebem z jego błękitem… W połączeniu z jasnym zachodem słońca było naprawdę bardzo pięknie!

Misza był podekscytowany i zdecydowanie poprowadził Olyę do zbadania posiadłości w środku. Z trudem otworzyli zardzewiały zamek i weszli do środka. Zapach wilgoci i myszy uderzył ich w nosy. Było tam pięć pokoi, wszystkie duże, z wysokimi sufitami. Ale ich stan był zdecydowanie opłakany. Tynk z czasem zawilgotniał i osypywał się w strzępach, podłoga była miejscami zgniła, a deski trzeszczały przy chodzeniu. Olya nawet zakaszlała:

-«Co za koszmar! Co za kurz! Jak mogę tu mieszkać? Co robić? Nie mogę sobie tego wyobrazić!

Ale mój mąż miał już w głowie dobrze zdefiniowany plan i zaczął go opowiadać z zapałem:

— „Oczywiście, jest dużo pracy, masz rację. Ale jeśli będziemy to robić stopniowo, po jednym pokoju na raz, to latem damy sobie radę. Najważniejsze to najpierw naprawić dach i kuchenkę, naprawić studnię. Ale spójrz na to z drugiej strony. Mieszkamy teraz w wynajętym mieszkaniu, oboje bez stabilnej pracy. Co miesiąc płacimy dużo pieniędzy czyjemuś wujkowi. Ale mamy własne mieszkanie. Jest tu dużo ziemi, jeśli będziesz kopać, będzie piękny ogród warzywny, a budynki na podwórku są dostępne, z czasem możesz uprawiać ziemię! Dużo miejsca, czyste powietrze, cisza i spokój! Zaryzykujmy, dobrze? Rozejrzałem się, gdy jechaliśmy, wioska nie była tak opuszczona, był sklep i poczta, a nawet szkoła.

Olya spojrzała na męża osłupiała:

-Zaskoczyłeś mnie! Myślałem, że będziesz pierwszym, który ucieknie, bo to cholernie ciężka praca. Ale ty masz już plany. Cóż, teraz jestem twoją żoną, więc cokolwiek postanowisz, tak się stanie. Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę! Nie ma innego wyjścia. Spróbuję się do tego przyzwyczaić i pokochać to, chociaż szczerze mówiąc, jest to trochę przerażające. Ale razem pewnie stopniowo się z tym pogodzimy.

Misza przyciągnął Olyę do siebie i pocałował ją:

-Na pewno nam przejdzie! Sami! Nie chcę żyć na garnuszku ojca, rozumiesz? Ważne jest dla mnie, aby samemu radzić sobie w życiu! I kocham naturę od dzieciństwa! To zły początek. Jak to mówią, oczy boją się rąk! Więc co jest? Ruszamy? Czy to już postanowione?

Olya skinęła głową:

-Postanowione! Wierzę w ciebie!

Kiedy Zinaida dowiedziała się, że jej syn i synowa zostawiają wszystko i jadą mieszkać na wieś, zrobiła dziki skandal. Krzyczała:

-«Synu, czyś ty oszalał? A może wpadłeś w jakąś sektę? Dokąd idziesz? Jakie inne zięby? Jesteś certyfikowanym specjalistą! Nie bądź głupi, idź pracować do ojca, będziesz jak ser w maśle! Nie lepiej, żebyś kosił siano w butach i z kosą? Wiem, że to twoja Olga ci namieszała w głowie! To wszystko przez nią! Skąd ona się wzięła na twojej głowie!

Ale Misza tylko jej pomachał:

-Mamo, nie słyszysz mnie! Nie chcę mojego ojca! Rozumiesz? Nie jestem zainteresowany! Nie zamierzam gryźć gardła, wymiotować i żyć w takim stresie każdego dnia. Nie mam takiego temperamentu. Dam sobie radę sam! I przestań obrażać moją żonę! Jeśli chcesz wiedzieć, to ja ją namówiłem! Nie wtrącaj się do mojego życia! Sami to załatwimy!

Mikołaj Aleksandrowicz tylko się roześmiał:

-Niech jedzie do swoich Zyabliky, niech jedzie, matko! Mogę się nawet założyć, że najdalej za miesiąc będzie w domu! Będzie tarzał się w błocie i wąchał gnój, a potem wróci i będzie mnie błagał! Widzisz, nie podobają mu się moje plany zarabiania pieniędzy! Nic, pieniądze nie śmierdzą! To nawet lepiej! Prędzej rzuci swoją podwórkową dziewczynę i zmądrzeje!

Mama Olgi, wręcz przeciwnie, bardzo się ucieszyła, że dzieci zdecydowały się na przeprowadzkę i zgłosiła się na ochotnika do pomocy przy remoncie, zwłaszcza, że była na wakacjach.

Pierwszą rzeczą, jaką zrobili, było kupienie i przywiezienie materiałów budowlanych, wynajęcie ekipy i cała trójka zabrała się do pracy z wielkim zapałem. Ale pieniądze szybko się skończyły, wystarczyło tylko na prace zewnętrzne i zaoranie działki. Potem wszystko musieliśmy robić sami. Sąsiadka, baba Tania, pożyczyła ziemniaki i inne domowe nasiona dla nowych lokatorów, a rodzina zasiała ogród warzywny. Zmęczeni do granic możliwości, kąpali się w rzece i pili herbatę z samowara na werandzie.

Marina Władimirowna cieszyła się:

-No nic chłopaki, nogi odpoczną, ale do jesieni będziemy mieli własne zbiory i będzie można przetrwać zimę. Fajniej z własnymi ogórkami niż z pustą piwnicą. A jutro rano zabieramy się za rozbieranie ścian, tynk trzyma się mocno, trzeba będzie położyć go jeszcze raz, a potem wkleimy tapetę. Inaczej wszystko odpadnie.

Na początku Olya jęczała i zawodziła, jej ciało jęczało i bolało od ciężkiej pracy, chciała rzucić wszystko i wrócić do mieszkania, gdzie był komfort, prysznic i miękkie łóżko. Ale jej mama cicho ją zachęcała:

-Toleruj córciu, na początku jest ciężko, a potem się przyzwyczaisz, nabierzesz wprawy. Remont będzie łatwiejszy. Masz takiego złotego męża! Bądź dumna!!! Myślisz, że on się nie męczy? Nigdy sam nie trzymał łopaty, ma krwawe pęcherze od nieprzyzwyczajenia! Zmęczony do tego stopnia, że trzęsą mu się kolana, mokre od potu. Ale wciąż jest wesoły, nie okazuje tego! Prawdziwy mężczyzna! W dzisiejszych czasach nie można znaleźć mężczyzny takiego jak on! Więc nie marudź, pieść go od czasu do czasu. Wtedy będzie spokój w rodzinie. Rodzina, Olga, to nie tylko romantyzm i piękne bukiety, ale także morze trudności. I trzeba umieć je przetrwać razem, ramię w ramię. Gdzieś wybaczyć, gdzieś przemilczeć. Byłam młoda, głupia, nie oszczędzałam swojej miłości i na darmo. Samej kobiecie jest bardzo ciężko, bez dobrego, kochającego męża. Więc zajmij się Miszą, moim zięciem!

Następnego dnia zabraliśmy się za ściany, praca szła szybko, bo pomieszczenie było wilgotne i tynk łatwo schodził. Ale kiedy dotarliśmy do ściany holu, zaczęły się problemy, gruba warstwa mieszanki przykleiła się do ściany! Misza był już przemoczony, wziął łom i zaczął zbijać prawie co do milimetra.

Nagle rozległ się dźwięk, jakby żelazne narzędzie uderzało o coś metalowego. Chłopca ogarnęła ciekawość i zaczął walić młotkiem ze zdwojoną prędkością! I wtedy zobaczyli sekretne drzwi, Olya pociągnęła za nie, a one ustąpiły! Wewnątrz niszy znajdowała się duża, ciężka skrzynia. Cała trójka ściągnęła ją na podłogę. A kiedy Misza ją otworzył, wszyscy zaniemówili! Skrzynia była pełna skarbów! W najprawdziwszym tego słowa znaczeniu! Była wypchana po brzegi kolczykami, naszyjnikami, pierścionkami, wszystkie z metkami, oczywiście ze sklepu jubilerskiego! A na dnie były zwitki pieniędzy, tak właśnie było!

Olya, jakby w delirium, przeglądała pierścionki, mierząc je na każdym palcu, i zachwycała się:

-Boże! Co za piękno! Znaleźliśmy skarb! Teraz będziemy żyć! Tu są miliony! Jakie mamy szczęście! Mishka, jesteśmy teraz milionerami! Wierzysz w to? Dałaś nam królewski prezent, mamusiu! Powiedz komuś, nie uwierzą!

Ale Marina ostudziła ich zapał:

-Cieszcie się, chłopaki, cieszcie! Charmsy są oczywiście kradzione! Wszystkie z metkami i najwyraźniej nie jest to rewolucyjny właściciel skarbów! Co powinniśmy zrobić? Misza, co ty na to? Zgodnie z prawem musimy je oddać państwu! I dostaniemy za to procent.

Misza podrapał się po głowie i ze smutkiem stwierdził:

-Przykro mi to mówić, ale masz rację, nie możemy ich sprzedać. Moglibyśmy skończyć w więzieniu, nie daj Boże. Nie wiemy, kto i kiedy je zabrał. Jestem pewien, że policja wie! A co do pieniędzy. Powinniśmy je też oddać, na wszelki wypadek. Może jest we krwi, kto wie? Ale zatrzymamy trochę dla siebie, żebyśmy mogli doprowadzić farmę do porządku. W międzyczasie ukryjemy wszystko tak, jak było. Marino Władimirowna, od kogo kupiłaś dom? Może poprzedni właściciel coś wie? Chociaż, gdyby wiedział, to czy zostawiłby takie skarby?

Kobieta pomyślała:

-Ciągle myślałam, co mam ci dać? Na zakup mieszkania nie starczyłoby mi nawet środków z kredytu, kto by mi udzielił takiej pożyczki przy mojej skromnej pensji? I nagle pojawiło się ogłoszenie, że dom na sprzedaż na wsi, a cena śmieszna. Pospiesznie więc zadzwoniłem, spotkałem się z właścicielem. Na początku wydawał mi się naprawdę niewiarygodny, oczy rozbiegane, cały w tatuażach, jak skazaniec lub alkoholik wygląda boleśnie. Jego twarz była cała pomarszczona i pijana, i prawie nie miał zębów. Obrzydliwie wyglądający facet. Ale dokumenty wydają się być czyste, zrobiłem to przez notariusza, tak jak powinno być. Podobało mi się to miejsce, zakochałem się w nim! Rzeka jest taka czysta, widać dno, a powietrze, że można się odurzyć! Więc je kupiłem. Postanowiłem, że jeśli ci się nie spodoba, sam przejdę tam na emeryturę i dam ci moje mieszkanie. Sam nie potrzebuję wiele! Najważniejsze, że byłaś szczęśliwa.

Misza spojrzał na kobietę z szacunkiem:

-Dziękuję za troskę! Jesteś dobrym człowiekiem, życzliwą osobą. A Olya jest taka jak ty, miła i pomocna! Dlatego ją kocham.

Ponieważ wszystkie wydarzenia przypadły na święta majowe, postanowiliśmy po weekendzie zanieść skarb na policję, a podczas gdy aktywnie kontynuowaliśmy naprawę domu, kupując więcej materiałów, praca wrzała teraz dwa razy więcej!

W ten ciepły, spokojny wieczór nic nie zapowiadało kłopotów! Cała rodzina myła się w letniej wannie, którą zbudował Misza, i szli na kolację. Olya i jej matka były zajęte w kuchni, siekając sałatkę i nakrywając do stołu. Misza właśnie wbijał ostatnie gwoździe w ławkę, żeby się nie chwiała, kiedy na podwórko wtargnęło dwóch zbirów! Po ich zahartowanych, poparzonych twarzach i slangu od razu było widać, że to skazańcy!

Rzucili się na oszołomionego Miszę, krzycząc:

-Hej, Curly, gdzie nasze złoto? Pośpiesz się i oddaj nasze towary! Albo połamiemy karki tobie i twoim kurczakom! Nie mamy nic do stracenia!

Chociaż Misza był majorem i nie walczył na ulicach, ale facet był wysportowany, od dzieciństwa chodził na karate, miał nawet czarny pas, natychmiast wdał się w bójkę i wysyczał:

-Wyjdź z naszego domu! Jest nasz i nie ma tu teraz nic twojego! Czy to jasne?

Olya wyskoczyła na ganek, a kiedy zobaczyła, co się dzieje, była przerażona i piszczała, a za nią Marina Vladimirovna. Kobieta natychmiast oceniła sytuację i popchnęła Olyę:

-Nie krzycz, córko, szybko biegnij za dzielnicowym milicjantem, kula! Nie stój tak, biegnij do kogo każą!

Olya biegła szybciej niż wiatr przez ogród i gorączkowo krzyczała na całą ulicę:

-Pomocy, dobrzy ludzie! Bandyci zabijają tam mojego męża! Niech ktoś mnie uratuje!

Podczas gdy dziewczyna biegła do dzielnicowego policjanta, kilku miejscowych mężczyzn z widłami i siekierami już biegło do domu naszych bohaterów. W wiosce nie ma obcego nieszczęścia, jeśli coś się dzieje, wszyscy spieszą z pomocą. Co więcej, wiele osób poznało już miłą młodą parę robotników i zaprzyjaźniło się z nimi!

Marina Władimirowna również nie stała z boku i próbowała odeprzeć bandytów od swojego zięcia! Wymachiwała łopatą i krzyczała:

-Ach z dala od niego, dranie! Nie oddam wam Miszki za obrazę! Precz stąd!

Misza walczył do końca, aż jeden z bandytów zranił go rozbitą butelką w ramię, krew zaczęła tryskać, a ostry ból tylko przeszkadzał. Chłopiec zaczął osiadać na ziemi, gdy miejscowi przybiegli do domu z pomocą. Podczas gdy Olya i policjant dzielnicowy przybiegli, cały tłum już tarzał się po ziemi na podwórku, nie można było zrozumieć, kto kogo bije i dlaczego!

Ledwo się uspokoili. Bandytów zebrano i przywiązano do słupa. Skazańcy warczeli jak dzikie zwierzęta, ciężko oddychali i pluli krwią. Przewodniczący wraz z Olgą zabrali Miszę do centrum medycznego, aby zszyć jego rany, a Marina Władimirowna, szlochając, zaczęła mówić:

nie było mowy o żadnym odszkodowaniu. Ale wszystko było w porządku, Marina cieszyła się, że wszystko dobrze się skończyło. Misza został opatrzony przez sanitariusza, rany zostały opatrzone, dzięki Bogu nie były głębokie.

Olya zajmowała się mężem, opatrywała go, przynosiła gorącą herbatę i kanapki. Facet uśmiechnął się:

-Nie wyszło, Olyun, zostaniemy milionerami, przepraszam. Tak bardzo ci na mnie zależy, bardzo się cieszę.

Dziewczyna skrzyżowała ręce i odpowiedziała ochoczo:

-Dobrze! W porządku, poradzimy sobie sami, tak jak planowaliśmy. Nie chcę milionów, które mogłyby zabić moją rodzinę. Tak się o ciebie bałem, że nie pamiętam jak krzyczałem na całą okolicę! Ale miejscowi mówią, że było cię słychać aż w lesie! Gdyby stało ci się coś złego, nie przeżyłabym! Słuchaj, babcia Tania zaproponowała mi, że weźmie swoje kurczaki, właśnie się wykluły, mówi, że jest już stara, nie chce się nimi zajmować. Może spróbujemy? Marzyłeś o hodowli, prawda? Dlaczego więc nie zacząć od czegoś prostego?

Misza roześmiał się, czule przycisnął żonę do siebie i pocałował ją w nos:

-I to mówi ktoś, kto wychował się w mieście! Oczywiście, spróbujmy! Od czegoś trzeba zacząć!

Misza przygotował płot i szopę, Olya ją wybieliła i dostali swoje pierwsze zwierzaki. Jakie one były śmieszne, żółte, krzyczące, jak słoneczka. Dziewczyna robiła wszystko zgodnie z instrukcjami sąsiadki, paliła żarówkę, karmiła specjalnymi ziołami na choroby na godzinę, dodawała pokrzywy i jajka do ich diety. Wkrótce wyrosło dwadzieścia piskląt, Olya zabrała je wszystkie. Remont też powoli ruszył, sąsiedzi aktywnie pomagali nowożeńcom. Byli zadowoleni i bardzo zaskoczeni, że tak młodzi i we wsi żyją, bo teraz wszystko jest odwrotnie, biegną do miasta, do szczęśliwego i szczęśliwego życia.

Misza i Olga dostali psa o imieniu Toshka, prezes oddał szczeniaka, i kota o imieniu Tomas, a potem zaryzykowali cielaka o imieniu Buran. I tak się osiedlili. Marina Władimirowna często przychodziła do dzieci w weekendy, pomagała im, sprawdzała. Podobało jej się w tym starym domu, nawet jeśli nie był całkiem osiadły, w jakiś szczególny sposób spokojny.

Ale Misza, niestety, nie komunikował się z rodzicami. Po brzydkim skandalu matki nie chciał nawet do nich dzwonić. Był tak obrażony, że nie rozumieli i nie wspierali go, przynajmniej powiedzieliby jedno miłe słowo! Ale wkrótce dowiedział się tak wiele o swoim ojcu, że włosy na głowie dosłownie stanęły mu dęba.

Minęły prawie trzy miesiące od zatrzymania skazanych. Okazali się nimi złodzieje recydywiści Selivanov Andrey, pseudonim Sivy, i Bessonov Evgeny, pseudonim Bes. Uciekli oni z kolonii, gdzie odsiadywali wyrok za obrabowanie kilku sklepów jubilerskich. Podczas śledztwa, kiedy zostali ponownie zatrzymani, skazani przedstawili wszystko tak, jak było, nie było sensu się ukrywać, ponieważ przestępcom groziło dożywocie, ponieważ podczas ucieczki zabili strażnika. Okazało się, że skazani okradali sklepy jubilerskie na podstawie wskazówek klienta, który planował napady, a następnie brał należną mu część. Tak więc, gdy okradając ostatni sklep, złodzieje zawahali się i włączył się system alarmowy, musieli uciekać w dzikim pędzie.

Po drodze gorączkowo myśleli, gdzie schować łup, żeby policja i tak go nie dostała. A jednocześnie oszukać klienta, by się nim nie podzielił. Wtedy Imp przypomniał sobie, że w opuszczonej wiosce jego kumpel, pseudonim Śliski, ma mały domek odziedziczony po babci. Miejsce jest odludne, nikt się tam nie zapuszcza. Właśnie tam się udali. Ukryli swój towar w ścianie, a nawet odpowiednio to zamaskowali, tak że tajna wnęka nie była widoczna. Potem włamywacze zostali złapani, nie mogli uciec policji. Przez prawnika klient przywitał się z nimi i powiedział, że jeśli spróbują go wydać, zostaną zarżnięci w celi pierwszej nocy. Sivy’emu zrobiło się zimno, wiedział, że klient to ważny autorytet przestępczy i nie rzucał słów na wiatr, więc milczeli, wzięli wszystko na siebie, powiedzieli, że sami się okradli, a biżuterię i pieniądze wyrzucili na autostradzie, gdzie pojechali, nie wiedzą. Kolega Impa miał pilnować domu. Ale nie powiedzieli mu prawdy, wiedzieli, że ten alkoholik nie będzie się powstrzymywał i zgarnie łup dla siebie. Ale tylko jednego nie wzięli pod uwagę, terminu, w którym patrzyli na porządnego, więc Skolzki i zmęczony czekaniem, zmęczył się pilnowaniem tego rupiecia, wziął i sprzedał dom za bezcen. To była taka kryminalna poplątana historia.

Misza przysłuchiwał się temu wszystkiemu, a na koniec przesłuchał śledczego:

-Co za ludzie, na niczym się nie zatrzymują! To jak cała historia detektywistyczna. Więc nie powiedziałeś najważniejszej rzeczy, kto był klientem? W rzeczywistości to on kierował całą sprawą? Dlaczego mnie wezwałeś? Nie jestem zamieszany w tę historię, poza tym, że znalazłem to dobro, przez które zostałem ranny.

Starszy śledczy westchnął ciężko:

-W tym rzecz, Misza, że wezwałem cię nie bez powodu, by podzielić się wiadomościami. Mam nieprzyjemne wieści. Jak się okazało, zleceniodawcą tych wszystkich napadów był twój ojciec, Lipatow Nikołaj Aleksandrowicz. Cały jego biznes to tylko parawan, przykrywka, w rzeczywistości od dawna jest znany jako znana osobistość w kręgach przestępczych, ale zawsze jest w cieniu, nie błyszczy, przebiegły, sam nigdy nie brudzi sobie rąk, dlatego tyle lat i nie ujawnił swoich mrocznych czynów. Teraz toczy się przeciwko niemu śledztwo, grozi mu przyzwoity wyrok, co najmniej dwadzieścia lat. Z konfiskatą całego majątku. Tak to już jest, Misza. Wiedziałeś coś o nielegalnej działalności ojca?

Misza siedział z otwartymi ustami, nie mogąc przetrawić tego, co usłyszał:

— Czy to jest dokładne? Nie może być pomyłki? Jestem przerażony! Jak to możliwe? Cóż, prawdę mówiąc, właśnie dlatego stanowczo odmówiłem angażowania się w interesy mojego ojca, robił bardzo ryzykowne interesy, nigdy nie mógłbym tego zrobić. Ale fakt, że był zamieszany w przestępstwa i okradał nawet sklepy jubilerskie, nie mogę w to uwierzyć! Boże, czy mogę go zobaczyć? Muszę spojrzeć mu w oczy i zapytać go osobiście, wtedy dowiem się wszystkiego! Czekaj, jeśli mój ojciec ma proces i wszystko zostało skonfiskowane, to gdzie jest teraz moja matka? Dopiero co pokłóciłyśmy się po moim wyjeździe do kraju i w ogóle się nie kontaktowałyśmy!

Śledczy wzruszył ramionami:

-Nie wiem tego na pewno. Dowiedz się sam. Ale co do daty, zajmę się tym, postaram się pomóc ci zobaczyć się z ojcem. Współczuję ci, Misza. To oczywiście nie jest dobra wiadomość. Ale co można zrobić?

Misza pojechał do swojej rezydencji w mieście, ale była zamknięta, nikogo nie było w środku. Zaczął dzwonić do znajomych rodziny. Ale jak się okazało, po głośnym aresztowaniu jego ojca, nie mieli już więcej przyjaciół! Wielu w ogóle nie odbierało telefonu lub z irytacją odpowiadało, że nie wiedzą, gdzie jest jego matka. I prosili, by nigdy więcej nie dzwonić. Nie chcieli psuć sobie reputacji. Chłopiec był tak zdenerwowany, że nie mógł sobie wyobrazić, gdzie mogła pójść jego mama? Gdzie ona teraz jest? Może potrzebuje pomocy? W końcu wszystkie konta jego ojca były zablokowane, a matka nigdy nigdzie nie pracowała.

Misza wrócił do domu w wiosce późno, prawie w nocy. Olya była bardzo zmartwiona i rzuciła mu się w ramiona. Mąż opowiedział jej o wszystkim, o aresztowaniu ojca, o złodziejach i o tym, jak bardzo martwi się o matkę.

Olya przytuliła go mocno:

-Jeśli twoja matka nie ma gdzie mieszkać, niech mieszka z nami. Zniosę to. Co można zrobić, nie można zostawić kochanej osoby na ulicy? Jest tu mnóstwo miejsca dla wszystkich. Jeśli chce mieszkać na wsi, to oczywiście, Zinaida Iwanowna jest przyzwyczajona do luksusu, a u nas wszystko jest proste.

Misza pocałował żonę:

-Dziękuję ci, moja droga, za zrozumienie! Wiem, jak moja matka cię skrzywdziła, ona jest trudną osobą, ale teraz nie czas na to, żeby rozstrzygać, kto ma rację, a kto się myli. Musimy ją znaleźć i jej pomóc. Jesteś kopalnią złota! Chodźmy spać, jestem zmęczona, miałam dziś tyle złych wiadomości. Kręci mi się w głowie.

Ale tylko nowożeńcy posprzątali ze stołu i już mieli iść spać, gdy rozległo się głośne pukanie do okna. Olya zadrżała, jeszcze nie zapomniała, jak skończyła się ostatnia niespodziewana wizyta bandytów! Szepnęła:

-Miszu, nie idź! Kogo przyprowadzono o tak późnej porze? Boję się!

Sam chłopiec zdenerwował się, ale nie okazał tego, założył kurtkę i wyszedł na podwórko. Pies Tosi darł się wniebogłosy, wyczuwając nieznajomego. I wtedy Misza usłyszał głos swojego sąsiada, wujka Paszy:

-Michail, Olya? Jesteś w domu? Przyprowadziłem gościa! Twoja matka przyszła w odwiedziny, ale zabłądziła, poszła złą drogą, zdążyła wydeptać prawie całą drogę do leśnictwa. A ja właśnie przyjechałem z sąsiedniej wsi bryczką i patrzę, skąd się wzięła taka modna młoda dama?

Misza wyskoczył jak orzeł i zobaczył swoją młodą i chudą mamę, całą pogryzioną przez komary i zapłakaną. Miała połamane obcasy i kółko walizki, podarte rajstopy i podrapane nogi, a ze zmęczenia ledwo stała na nogach!

Chłopiec rzucił się, by ją przytulić:

-Mamusiu! Jesteś tutaj! Tak się cieszę, że jesteś. Wczoraj szukałem cię po całym mieście, ale nikt o tobie nie słyszał. Dlaczego nie zadzwoniłaś? Spotkałabym się z tobą!

Zinaida Iwanowna nagle zalała się łzami:

-«Nie wiem, było mi wstyd, szczerze mówiąc. Tak bardzo skrzywdziłam ciebie i Olgę, nie uważałam synowej za człowieka i dopiero teraz, kiedy sama przeżyłam wiele smutku, zrozumiałam, jak bardzo się myliłam. Przepraszam, mój synu! Przyjmiesz matkę do siebie? Nie wyrzucisz jej? Nie mam gdzie mieszkać! Mój ojciec został uwięziony, dom został skonfiskowany.

Misza wziął walizkę i podziękował sąsiadowi:

-«Dziękuję, wujku Paszo, że przywiozłeś moją mamę! Jestem twoim dłużnikiem! Przyjdź jutro wieczorem na nalewkę domowej roboty, to poznacie się bliżej. Mamo, nie wygłupiaj się, chodźmy szybko do środka.

Olya krzątała się wokół teściowej, nakrywała do stołu, podgrzewała herbatę, ścieliła jej łóżko w pokoju, przynosiła wodę do kąpieli. Zinaida Iwanowna siedziała cicho jak mysz i obserwowała synową. Pomyślała sobie: „Co za dobra dziewczyna! Uprzejma, pracowita, ładna. I dlaczego tak głupio do niej lgnęłam? Wypiła tyle krwi! Pokłóciłam się z synem! Każda inna kobieta by mnie nie wpuściła, ale ta się martwi, martwi, chce mnie zadowolić! Co za wstyd, na Boga!”

grzechotała dalej Olya:

„Położyłam tam dla ciebie baik szlafrok, choć nie jest super modny, ale jest ciepły, bo w domu jest zimno, a w jedwabnej piżamie na pewno zmarzniesz po kąpieli. Masz kapcie? A może chcesz ciepłe skarpetki?

Zinaida Iwanowna nagle spojrzała uważnie na synową i wzięła ją za rękę:

-«Oleńko, kochanie, przepraszam cię, głupia, podła ciotko! Myliłam się, rzucając na ciebie oszczerstwa, kłócąc się z moim synem. A teraz patrzę na ciebie i myślę, że nigdy nie znajdę lepszej synowej! Zapomnijmy o wszystkich przewinieniach, dobrze? Obiecuję, że nie będę już niegrzeczna, pomogę ci! Nie nadaję się do życia na wsi, ale dam z siebie wszystko. Będziemy żyć jak jedna przyjazna rodzina!

Olę bardzo ucieszyły te ciepłe i szczere słowa, czuć było, że mówi je teściowa od serca:

-Nie jestem mściwą osobą, wszystko będzie dobrze. Wydaje się tylko, że życie na wsi jest takie ciężkie i okropne! Na początku też mi się tak wydawało! Byłam zmęczona i chciało mi się płakać. Zwłaszcza kiedy po raz pierwszy w życiu sadziliśmy ogródek warzywny, spędziłam pół nocy jęcząc z bólu pleców. Ale wiesz, są tego ogromne plusy! Czyste powietrze, wolność, brak hałasu i zgiełku, no i własny dom. No i co za przyroda! Jutro pojedziemy nad rzekę i na pewno zakochasz się w naszych Ziębach! I w tutejszych ludziach! Może nie są błękitnej krwi, ale są mili i pomocni! Kiedy ci bandyci nas zaatakowali, połowa wioski przyszła nam z pomocą! Czy to możliwe w mieście? Ludzie mieszkają obok siebie od lat i nie znają swoich sąsiadów! Misza buduje farmę, sąsiedzi pomagają, mam nadzieję, że pójdzie dobrze. Będziemy mieli własny dochód. Więc nie będziemy zagubieni. I jestem ci wdzięczna za mojego syna, tak bardzo kocham Miszę, jest najlepszy! Naprawdę!

Tydzień później Misza i jego matka pojechali do miasta, aby zobaczyć się z ojcem. Pozwolono im się zobaczyć. Zinaida Iwanowna bardzo się martwiła, ponieważ nie widzieli się od czasu aresztowania jej męża! Misza też nie wiedział, co powie ojcu! Krzyczeć? Oskarżyć? Wybaczyć? Między nimi zawsze były trudne relacje. Od dzieciństwa tata starał się ograniczać interesy syna, wywierał na niego presję, próbował uczynić go swoim asystentem. Ale Misza był zupełnie inny! Kochał przyrodę i ciszę, był miły, uczciwy i otwarty, i nie chciał zostać handlarzem o twardym sercu! Ta konfrontacja między ojcem i synem trwała wiele lat!

Kiedy Misha i jego mama weszli do pokoju randkowego, zaniemówili. Nie było śladu po pewnym siebie, odnoszącym sukcesy biznesmenie. Przed nimi siedział zmęczony i chudy starszy mężczyzna w dresie.

Misza spojrzał uważnie w oczy ojca i zapytał go w czoło:

-Papa, czy to wszystko prawda? Biznes był tylko przykrywką, a ty tak naprawdę od dawna zajmujesz się przestępczością? Nadal w to nie wierzę! Jeśli to kłamstwo, po prostu mi powiedz, wynajmę prawnika i wyciągniemy cię z tego!

Opuścił ponuro głowę:

-Witaj, moja rodzino, znów się spotykamy. Zdaję sobie sprawę, jak bardzo jesteście zszokowani, słysząc o mnie! Tak, synu, to prawda. Chociaż strasznie się wstydzę. Nikt, nawet Zina, nigdy nie wiedział, co tak naprawdę robię. Zawsze myślałem, że pieniądze nie śmierdzą, bez względu na to, jak się je zdobywa. Chyba się mylę. Ale zrobiłem dla ciebie wszystko, co mogłem! Żebyś ty, Zina, mogła żyć jak królowa i niczego sobie nie odmawiać! Ile razy byłaś za granicą? A ty, Misza, potrzebowałeś czegoś, kiedy byłeś dzieckiem? Miałaś wszystko, najlepszych wychowawców, zajęcia, basen, karate, modne rzeczy! Chciałam, żebyś był taki jak ja! Ale jesteś inny! Zbyt miły, zbyt miękki i to mnie złościło! Myślałam, że jesteś draniem! Chłopiec mamusi!

Zawsze byłeś bliżej niej niż mnie! Myślałem, że twoje pragnienie poślubienia Olgi i wyjazd do kraju to kaprys! Wkurzyło mnie to, jak tak mogło być, ja jestem królem życia, a mój syn nieudacznikiem? Byłem pewien, że nie wytrzymasz tygodnia w tej dziczy! I dopiero gdy prawie zginąłeś przez moje dawne czyny, gdy trafiłem tu do więzienia, gdy dostałem prawdziwy wyrok! To jedyny raz, kiedy przemyślałem swoje życie! Zdałem sobie sprawę z wielu rzeczy. Nie jesteś gorszy ode mnie, jesteś lepszy ode mnie, synu! Nie wplątałeś się w przygody, nie poszedłeś na łatwiznę, choć mogłeś żyć z moich pieniędzy. Wybrałeś miłość, nie zdradziłeś Olyi, poszedłeś na przekór wszystkiemu i postąpiłeś słusznie. To twój wybór i teraz go szanuję! Jestem z ciebie dumny, synu. I szczerze przepraszam za to, że przez te wszystkie lata, zamiast kochać cię takim, jakim jesteś, próbowałam przerobić cię dla siebie! Popełniłem wiele błędów i paskudnych rzeczy, a teraz bardzo tego żałuję! Szkoda, że nie możesz wrócić.

Misza nie mógł powstrzymać łez, podszedł i mocno przytulił ojca, szepcząc do niego:

-Nieważne, co ktoś mówi, nieważne, jakim jesteś potworem, wciąż jesteś moim tatą, najdroższą osobą i kocham cię! Nie umiem się gniewać przez długi czas i wybaczam ci!

Nikołaj Aleksandrowicz długo przytulał Zinoczkę, szeptał jej, jak bardzo jest winny, jak bardzo ją kocha, wiedząc, że żegna się z nią na zawsze …

Czas mijał, życie toczyło się tak, jak powinno, Misza zbudował farmę i zaczął powoli opanowywać ten trudny biznes. Olya aktywnie pomagała mu we wszystkim, pracowali razem od rana do nocy, niestrudzenie. Sześć miesięcy później zamieszkała z nimi matka Olgi, Marina Władimirowna. Sprzedała swoje mieszkanie w mieście, spłaciła kredyt zaciągnięty na zakup domu, a resztę pieniędzy przyniosła dzieciom. Wystarczyło to na zakup dojarek i niezbędnego sprzętu.

Firma rosła i rosła, a wkrótce prywatni przedsiębiorcy zaczęli przyjeżdżać na farmę do Michaiła Lipatowa, aby kupić produkty ekologiczne, mleko, twaróg, masło. Zinaida Iwanowna była dobra w robieniu różnych rodzajów sera, nawet go lubiła. Marina Vladimirovna zajęła się ogrodem warzywnym, jej grządki były wzorowe, a zbiory doskonałe. W dzień i w nocy karmiła, podlewała, zbierała i coś tam majstrowała. Wszyscy domownicy żyli w zgodzie, wszystkie przewinienia i nieporozumienia zostały dawno zapomniane. Wieczorami pili herbatę z dżemem truskawkowym i omawiali plany na przyszłość. Często dołączał do nich wujek Pasza, sąsiad.

Mężczyzna był wdowcem, jego żona zmarła na atak serca dziesięć lat temu, jego dzieci już dawno się rozeszły i miały własne rodziny. Mężczyzna mieszkał sam, dbał o dom jak kobieta, umiał gotować i budować. Bardzo lubił matkę Olgi, Marinę Władimirownę, starał się opiekować nią niezdarnie i po żołniersku, co wywoływało napady śmiechu wśród młodych ludzi. Pewnego wieczoru wujek Pasza przyszedł na herbatę w pełnym rynsztunku: białej wyprasowanej koszuli, szarych spodniach z wyprasowanymi strzałkami i wypolerowanych do połysku butach. Był ogolony, a zapach męskiej wody kolońskiej unosił się na kilometr. W rękach trzymał bukiet chryzantem. Wszyscy tylko sapnęli. Misza nawet zagwizdał:

-Wujek Pasza! Jesteś dżentelmenem! Co to za okazja? Czy to twoje urodziny? A może się żenisz?

Paweł zakaszlał, spojrzał uważnie w oczy Mariny Iwanowny i stanowczo powiedział:

-I prawie zgadłeś, Misza! Przyszedłem prosić o rękę Marinoczki! Cóż, nie mogę bez niej, nie wychodzi mi z głowy. Marino Władimirowna, oficjalnie, w obecności całej twojej rodziny, proszę o twoją rękę! Nie jestem bogaty, nie mam milionów. Jestem prostym wieśniakiem, nie umiem pięknie mówić. Ale mam dobry dom, ogród, ogród warzywny, łaźnię. O takiej kochance jak ty można tylko pomarzyć! Patrzę na twój ogród i moje serce się raduje! Robisz wszystko z taką miłością. Jeśli w ogóle mnie nie lubisz, powiedz mi, zrozumiem, nie jesteśmy już dziećmi. Proszę, zastanów się i daj mi odpowiedź. Tak, ten bukiet jest dla ciebie, z głębi mojego serca!

Wszyscy byli oszołomieni, nawet klaskali i wpatrywali się w Marinę Iwanownę. A ona rumieniła się jak uczennica i wydawała się sobie taka śmieszna w swojej chustce i sukience w kropki. I oto pojawił się taki mężczyzna. I wyznał jej publicznie miłość! Paweł też jej się podobał, dużo rozmawiali o życiu, był przyzwoity, nie pił, chyba że trochę, jak wszyscy, w święta. Ale żeby tak się żenić? Przez lata samotności zapomniała, jak to jest żyć z mężem. Dawno temu zrezygnowała ze szczęścia jako kobieta. Ale chciała, żeby ktoś ją kochał, wierzył w nią, wspierał, był przy niej.

Kobieta spojrzała z poczuciem winy na wszystkich i zaczęła mamrotać:

-Cóż, ty, mój drogi, wiesz, jak zaskoczyć, oczywiście! Byłam nawet zdezorientowana. Jesteś przystojnym mężczyzną, doskonałym gospodarzem i szczerze mówiąc, ja też cię lubię. Ale jak mogę zostawić moje dzieci… Obiecałam im pomóc… Ogród i gospodarstwo domowe, mnóstwo pracy….

Olya roześmiała się serdecznie, spojrzała na męża i odparła:

-Mamo, nie jesteśmy niemowlakami, poradzimy sobie sami. Najważniejsze, że byłaś szczęśliwa. Więc jesteśmy za! Więc co jest? Gorzko?

I wszyscy, śmiejąc się, natychmiast podnieśli się i zaczęli krzyczeć:

-Gorzko! Gorzko!

Paweł nie był zdezorientowany, zdecydowanie podszedł do Mariny Iwanowny, nieśmiało ją objął i pocałował! Wewnątrz kobiety coś eksplodowało i nadeszła taka fala czułości od dotyku silnych, napiętych męskich dłoni na jej talii, a dawno zapomniana gęsia skórka spłynęła po jej ciele ….

Niewiarygodne, że ten stary, zniszczony dom zjednoczył i połączył całą rodzinę w niesamowity sposób. Panowała w nim szczególna, dobra aura, która była kojąca i pozytywna. Wkrótce Olya oznajmiła wszystkim radosną nowinę. Była w ciąży! Misza oszalał ze szczęścia, podskakiwał jak chłopiec. O mój Boże, wkrótce zostanie tatą! Co z tego, że on i jego żona byli tacy młodzi, ale mieli mnóstwo siły, a dziecko było chciane i kochane!

Zinaida Iwanowna na początku była zszokowana, patrzyła na siebie w lustrze, jakby nadal była przystojną damą, i myślała:

-Jaka ze mnie babcia! Nauczę wnuka mówić do mnie po francusku, albo lepiej po prostu Zinoczka!

Była dla syna i przekazała tę wiadomość w liście do męża:

-Wiesz, Kola, niedługo zostaniesz dziadkiem! Więc trzymaj się dla dobra wnuka i nie zniechęcaj się! Nasz syn nie jest taki jak my, żyje sercem i szczerze kocha, jestem z niego dumna. Dla niego pieniądze nie są najważniejsze, nie przepuszcza ich na zbędny blichtr, nikomu niczego nie udowadnia. Po prostu pracuje i kocha swoją rodzinę, absolutnie bezinteresownie i szczerze. A to jest wiele warte. Ja też znalazłem tu coś dla siebie, robiąc wykwintne sery, według pradawnych receptur. I wiesz, to jest tak dobre, jak restauracja. Więc możesz być ze mnie dumny, nawet tak wyrafinowana młoda dama jak ja mogła przetrwać na wsi! Wszyscy cię pamiętamy i kochamy, wróć wkrótce.

Stary dom został zrewitalizowany, nie wyglądał już jak opuszczona stodoła, tchnięto w niego nowe życie i wyglądał tak, jakby odmłodniał i uśmiechnął się dzięki nowym oknom i rozłożystym winoroślom!

Bogate swatki śmiały się z biednej matki panny młodej, która podarowała córce dom w odległej wiosce na wesele
Luksusowy osobisty odrzutowiec Elvisa Presleya: odzwierciedlenie niezrównanego stylu Króla