– Wyobrażasz sobie, Maria Wiktoria nie ma pojęcia, że rozstaliśmy się z Jakubem, westchnęła Natalia. I właśnie teraz przyjeżdża do nas.
Odłożyła telefon i spojrzała niepewnie na przyjaciółkę.
– Ty chyba żartujesz?! – zaskoczona zapytała Paulina. – Prosto tutaj? Do tego pokoju?
– Właśnie w tym problem, – odpowiedziała Natalia, zaciskając usta. – Ona nadal uważa, że jesteśmy razem. Twierdzi, że tęskniła za wnukami.
– A po co się denerwujesz? Co ona może teraz zrobić? Nie bój się.
– Łatwo ci mówić. Nie znasz jej. To poważna kobieta. A jej powiązania… nawet sobie nie wyobrażasz! Pomyśli, że coś ukrywałam. A potem kto wie, co sobie wymyśli. Może zacząć się mścić.
– A wy w ogóle rozmawiałyście w tym czasie? – zdziwiła się Paulina.
– Byłyśmy pokłócone. Kiedy dwa lata temu ostatni raz przyjechała do nas z Gdańska, pokłóciłyśmy się.
– Z powodu Jakuba?
– Nie tylko, machnęła ręką Natalia. – Wszystko naraz. Marii Wiktorii nic się u nas nie podobało. Ani jak ją powitałyśmy, ani jak wychowujemy dzieci… W skrócie, cała lista.
– I co z tego?
– Co „i co z tego”? – odpowiedziała Natalia. – Ona się odezwała, ja odpowiedziałam. Słowo za słowo i poszło. Maria Wiktoria oznajmiła, że nie chce mnie znać. Wyjechała. Od tego czasu rozmawiała tylko z Jakubem.
– A on?
– A co z nim? Tylko na jego korzyść. Kolejny powód, by mnie obwiniać o wszystko. Powiedział: skoro nie szanuję jego matki, to znaczy, że i jego nie kocham. Dlatego w pracy ma niepowodzenia. Zniknął. Tydzień ani słychu, ani widu. Potem zadzwonił, że ma nową partnerkę i musimy się rozstać.
– Czyli Jakub nie powiedział matce o rozwodzie – rozmyślała Paulina.
– Tak jest.
– I nie powiedział, że zabrał ci połowę mieszkania? I że teraz z dwójką dzieci, kotem i psem mieszkasz w komunie?
– Dokładnie. Myśli, że wszystko po staremu. Powiedziała, że w Warszawie ma pilne sprawy i tydzień spędzi u nas.
– Gdzie u was?
– Tutaj, – Natalia obrzuciła wzrokiem pokój.
W tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi.
– To ona, – wyszeptała Natalia. – Co robić? Jak wytłumaczyć?
– Mów prawdę.
– Ona znów zacznie krzyczeć. Boję się. Może nie otwierać?
– Nie otworzysz – będzie gorzej. Wtedy na pewno coś podejrzewać.
Dzwonek powtórzył się.
– Otwieraj, – stanowczo powiedziała Paulina. – I nie drż. Niech krzyczy. Ty nie masz nic na sumieniu. Ja będę obok.
Natalia otworzyła drzwi.
– Dzień dobry, Maria Wiktoria, – powiedziała cicho.
– Dlaczego tak długo? – zapytała surowo Maria Wiktoria, wnosząc dwa walizki do mieszkania. – Kogo ukrywałaś?
– Nikogo, rozmawiałyśmy z przyjaciółką, – odpowiedziała Natalia.
– Z jaką przyjaciółką?
Paulina wyszła z przedpokoju.
– Dzień dobry, – skinęła głową. – Nazywam się Paulina. Jestem przyjaciółką Natalii.
Maria Wiktoria spojrzała na nią z pogardą.
– Jakub w pracy? – zapytała Natalię.
– Chyba tak, – odpowiedziała.
– Jak to „chyba”? Nie wiesz, gdzie twój mąż?
Natalia wzruszyła ramionami.
– On nie jest jej mężem! – odpowiedziała Paulina prowokująco.
Maria Wiktoria powoli odwróciła się w jej stronę.
– Jak to?
– Tak jest, – odpowiedziała Paulina z dumą. – Chciałabym, żeby i swojej teściowej tak powiedzieć… Szkoda, że się nie zdarzyło. Choć na tej mogę się odegrać.
– Natalia i twój syn rozwiedli się rok temu, – przewrotnie ciągnęła Paulina. – A dwupokojowe mieszkanie, które kupili w małżeństwie, trzeba było podzielić. Jakub sprzedał swoją część. Natalia z dwójką dzieci, kotem i psem trafiła do komuny. Jeszcze jakieś pytania?
Maria Wiktoria wpatrywała się w Natalię.
– To prawda?
– Prawda, – przyznała. – Rozwiedliśmy się zeszłej jesieni.
– Nie o to chodzi. Prawda, że zabrałaś mieszkanie?
– Prawda. Miał prawo. Mieszkanie było wspólne. Tym bardziej, że teraz ma nową żonę.
– Nową żonę? – powtórzyła Maria Wiktoria.
– Jakub mówi, że teraz spodziewa się dziecka. Prosił, by nie naciskać z alimentami. Obiecał, że potem wszystko zwróci. Ma kłopoty w pracy.
– A ty uwierzyłaś? – prychnęła Paulina. – Naiwna. Twój Jakub nic nie zwróci. A z pracą wszystko w porządku. Dziecka nie spodziewają się. Ta „żona” to jego konkubina. Dziecko wymyślił tylko po to, by cię rozczulić.
– Dlaczego nie powiedział mi o rozwodzie? – zamyśliła się Maria Wiktoria.
– Może nie chciał cię martwić? – nieśmiało zasugerowała Natalia.
– Możliwe, – zgodziła się. – Możliwe.
W rzeczywistości Jakub milczał o rozwodzie nie z powodu szlachetności.
– Niech myśli, że jesteśmy razem, – rozważał. – Tak bardziej opłaca się. Matka nienawidzi Natalii, ale wnuki uwielbia. Przez nie wyegzekwuje mieszkanie.
Raz w miesiącu, dzwoniąc do matki, Jakub narzekał, że w dwupokojowym mieszkaniu ciasno. Wysyłał zdjęcia dzieci, wiedząc, jak bardzo tęskni. Mówił, że wszystko dobrze, ale do szczęścia brakuje przestronnego mieszkania.
– Starsza lada moment pójdzie do szkoły, – wzdychał. – A stołu nawet postawić nie ma gdzie. Chcieliśmy kupić większe, ale nie ma pieniędzy. Pensja niska, kredytów nie dają. Dziewczynki nawet listy pisały do Mikołaja, prosząc o mieszkanie koło stacji metra Politechnika. Śmieszne. Często o to pytają. „A babcia jak?” – ale nie martw się. Poradzimy sobie. W ostateczności córka będzie robić lekcje w kuchni.
Jakub wiedział, co robi. Był pewien, że matka nie wytrzyma.
– Znajdzie wyjście, – myślał. – Rozwiąże mój problem mieszkaniowy. A żeby jej było łatwiej, podsunę jej wariant.
– Oczywiście, – kontynuował, – można było sprzedać twoją działkę w Olsztynie. Za te pieniądze kupić czteropokojowe mieszkanie w Warszawie, przy stacji metra Botaniczna. Sprawdzałem ceny, wystarczy. Wtedy każda córka miałaby swój pokój. Ale nie naciskam, mamo. Tak bardzo kochasz swoją działkę…
I teraz, przyjeżdżając z Gdańska, Maria Wiktoria dowiedziała się prawdy.
– Rozumiem, – powiedziała. – A dzieci gdzie?
– W przedszkolu.
– Gdzie pracujesz?
– Zdalnie.
– A sąsiedzi?
– Jedna kobieta. Miła. Nawet nie przeszkadza jej, że mamy kota i psa. Ona też niedawno rozwiedziona. Teraz w pracy.
– Miła, powiadasz, – uśmiechnęła się Maria Wiktoria. – No dobrze, pójdę.
Wyszła.
– Uff, udało się, – odetchnęła Natalia, zamykając drzwi. Bała się, że będzie krzyczeć.
Minęły dwa miesiące.
– Już dawno nie dzwoniłem do mamy, – pomyślał Jakub. – Trzeba przypomnieć o swoich trudnościach.
– Mamo, cześć. Jak się masz? Wszystko w porządku? Cieszę się za ciebie. A u nas? Jak zwykle. Czwórka w dwupokojowym. A propos, pamiętasz pomysł z działką? Może jednak sprzedać?
– Co znaczy „nie ma działki”? Mamo! Jak to nie ma? Spaliła się? Nie? Uff… A co w takim razie? Już sprzedałaś? Pieniądze wydane? Na co? Mieszkanie kupiłaś? Czteropokojowe? Komu? Dzieciom? Jakim dzieciom? Moim? Przecież są małe! Jak to możliwe? Po co to zrobiłaś?
– Dlaczego mnie nie skonsultowałaś? – krzyczał w myślach Jakub. – Tak, prosiłem. Tak, mówiłem, że dzieci potrzebują pokoju. Ale mogłaś zadzwonić! Kupić na mnie, a nie na nie. Nie zadzwoniłaś, bo mnie nie było, gdy przyjeżdżałaś? A kiedy przyjeżdżałaś? Aha… A mieszkanie gdzie? Przy metrze Aleja Solidarności? Mamo, zrobiło mi się ciemno przed oczami… Koniec, emocje. Dzięki wielkie.
Następnego dnia Jakub przyszedł do Natalii do nowego mieszkania.
Przez dwadzieścia minut w milczeniu przeszedł przez pokoje, oglądając wszystko.
– To wszystko mogło być moje, – kipiał w środku. – Gdyby nie ta podła Natalia. Jak ona wkradła się w moje zaufanie? Dobrze, jeszcze nie koniec. Ożenię się z nią ponownie, a potem wyrzucę. Niech żyje w swoim pokoiku.
– Teraz, Natalia, – powiedział stanowczo, – po tym wszystkim musimy być razem. Widzę, że mama ci wybaczyła. Inaczej nie kupiłaby tego mieszkania.
– Kupiła je nie dla nas.
– Jak to nie dla nas? Komu więc?

– Naszym dzieciom.
– To jedno i to samo. I ty musisz zostać moją żoną.
– Muszę?
Jakub spojrzał na nią surowo.
– Chyba nie rozumiesz, – powiedział. – Nie pytam. Stawiam fakt. Poznajemy się w piątek o 10:00 w naszym urzędzie stanu cywilnego. Przy lampie po prawej. Pamiętasz?
– Pamiętam. Tego się nie zapomina.
– I nie spóźnij się. Wiesz, jak tego nie lubię.
– Nie spóźnię się, – odparła Natalia.

Oczywiście, w piątek nie przyszła. Jakub wściekł się. Zadzwonił. Natalia powiedziała, że zapomniała. Przełożyli na jutro. Ale i jutro jej nie było.
– Jak to, Natalia? – wrzeszczał do telefonu. – Znowu?
– Przepraszam, – odpowiadała. – Znowu zapomniałam.
Przełożyli na następny tydzień. I znów Natalia nie przyszła. Ale Jakub się nie poddawał.
Minęło pół roku, a on nadal miał nadzieję. Wyznaczano nowe daty, a ona ich nie dotrzymywała. Za każdym razem stawał pod lampą punktualnie.
Pracownicy urzędu szepcali z podziwem:
– To jest miłość! I w deszczu, i w śniegu stoi. Pamiętacie huragan? Drzewa przewracało, a on tu! Zróbmy, kiedy przestanie przychodzić, pomnik. Symbol męskiej wierności!
