— Wyobraź sobie, że Maria Nowak kompletnie nie zdaje sobie sprawy, że z Pawłem jesteśmy po rozwodzie — westchnęła Natalia, odkładając telefon i patrząc na przyjaciółkę z niepokojem. I właśnie teraz zmierza w nasze strony.
— Żartujesz?! — jęknęła Magdalena. — Naprawdę tu? Do tego pokoju?
— I o to właśnie chodzi — szepnęła Natalia, zaciskając usta. — Ona wciąż myśli, że jesteśmy razem. Tłumaczyła, że tęskni za wnukami.
— Po co się denerwujesz? — stwierdziła Magdalena. — Przecież ona już nic nie może. Nie bój się.
— Łatwo ci mówić. Nie znasz jej. To bardzo poważna kobieta. A relacje ma takie, że nie uwierzysz! Pomyśli, że celowo coś ukrywałam. A potem kto wie, co jej przyjdzie do głowy. Może nawet mścić się.
— A wy przez cały ten czas nie rozmawiałyście? — zdziwiła się Magdalena.
— Byłyśmy w konflikcie. Ostatni raz, gdy dwa lata temu przyjechała z Gdańska, pokłóciłyśmy się.
— Z powodu Pawła?
— Nie tylko — machnęła ręką Natalia. — Wszystko razem. Maria Nowak krytykowała dosłownie wszystko: nasze powitanie, wychowanie dzieci, wszystko… Lista była długa.
— I co?
— Co „i co”? — uniosła brew Natalia. — Wymieniłyśmy kilka słów, a potem poszło lawinowo. Maria Nowak oznajmiła, że nie chce mnie już znać. Wyjechała. Od tamtej pory kontaktowała się tylko z Pawłem.
— A on?
— A co z nim? To tylko mu pasowało. Miał dodatkowy pretekst, by mnie obwiniać. Powiedział, że skoro nie szanuję jego matki, to i jego nie kocham. Od tamtej pory w pracy same porażki, i zniknął. Tydzień nic, potem zadzwonił, że ma inną i powinniśmy się rozstać.
— Czyli Paweł nie powiedział matce o rozwodzie? — zastanowiła się Magdalena.
— Dokładnie tak.
— I nie wspomniał, że odebrał ci połowę mieszkania, a teraz ty z dwójką dzieci, kotem i psem w ciasnym mieszkaniu komunalnym?
— Tak. Myśli, że wszystko jest po staremu. Powiedziała, że w Warszawie ma pilne sprawy i zostanie u nas tydzień.
— Gdzie mieszkacie?
— Tutaj — Natalia objęła wzrokiem pokój.
W tym momencie zadzwonił domofon.
— To ona — wyszeptała Natalia. — Co robić? Jak wyjaśnić?
— Mów prawdę.
— Znów zacznie krzyczeć. Boję się. Może nie otwierać?
— Nie otworzysz — odpowiedziała Magdalena stanowczo. — Wtedy na pewno coś podejrzewać będzie. Otwieraj. I nie drżyj. Nie jesteś winna. Jeśli coś, stoję obok.
Natalia otworzyła drzwi.
— Dzień dobry, Pani Mario Nowak — powiedziała cicho.
— Dlaczego tak długo? — groźnie zapytała Maria, wnosząc dwa walizki. — Kogo ukrywałaś?
— Nikogo — odparła Natalia. — Rozmawiałyśmy z przyjaciółką.
— Z jaką przyjaciółką?
Z przedpokoju wyszła Magdalena.
— Dzień dobry — skinęła głową. — Jestem Magdalena, przyjaciółka Natalii.
Maria Nowak spojrzała na nią z pogardą.
— Paweł w pracy? — zwróciła się do Natalii.
— Chyba tak — odpowiedziała niepewnie.
— „Chyba”? Mąż i nie wiesz, gdzie jest?
Natalia wzruszyła ramionami.
— To nie jest jej mąż! — odparła wyzywająco Magdalena.
Maria powoli odwróciła się w jej stronę.
— Jak to?
— Tak jest — odparła dumnie Magdalena.
„Szkoda, że własnej teściowej nie mogłam tak powiedzieć”, pomyślała w duchu. „Przynajmniej teraz się odegram”.
— Natalia i twój syn rozwiedli się rok temu — drwiąco kontynuowała Magdalena. — Dwupokojowe mieszkanie kupione w małżeństwie trzeba było podzielić. Paweł sprzedał swoją połowę. Teraz Natalia z dwójką dzieci, kotem i psem mieszka w komunalce. Jeszcze pytania?
Maria Nowak wpatrzyła się w Natalię.
— To prawda?
— Tak, potwierdziła Natalia. — Rozwiedliśmy się zeszłej jesieni.
— Nie o to chodzi. Mieszkanie zabrał naprawdę?
— Tak. Prawo było po jego stronie. Mieszkanie wspólne, a poza tym ma nową żonę.
— Nowa żona? — powtórzyła Maria Nowak.
— Paweł mówi, że ona spodziewa się dziecka. Prosił, bym nie naciskała w sprawie alimentów. Obiecał, że potem wszystko zwróci. Ma trudności w pracy.
— A ty dałaś się na to nabrać? — prychnęła Magdalena. — Naiwna. Twój Paweł nic nie zwróci. W pracy wszystko w porządku, a dziecka nie oczekują. Ta żona to tylko partnerka. O tym dziecku mówi, by cię rozczulić.
— Dlaczego nie powiedział mi o rozwodzie? — zamyśliła się Maria Nowak.
— Może nie chciał martwić? — nieśmiało zasugerowała Natalia.
— Możliwe — zgodziła się kobieta. — Możliwe.
Prawda była jednak inna. Paweł nie wspomniał o rozwodzie z własnych, niecnych powodów.
„Niech myśli, że nadal jesteśmy razem — rozważał w duchu. Tak wygodniej. Matka Natalii nienawidzi mnie, ale uwielbia wnuki. Przez nie wymusi mieszkanie”.
Raz w miesiącu, dzwoniąc do matki, Paweł skarżył się na ciasnotę w dwupokojowym mieszkaniu. Wysyłał zdjęcia dzieci, wiedząc, jak bardzo za nimi tęskni. Mówił, że wszystko w porządku, ale do szczęścia brakuje przestronnego lokum.
— Starsza wkrótce idzie do szkoły — westchnął. — A nawet nie mamy gdzie postawić stołu. Chcieliśmy większe, ale brak pieniędzy. Pensja mała, kredyty nie dają. Dziewczynki nawet pisały listy do Świętego Mikołaja, prosząc o mieszkanie przy stacji metra. Śmieszne. Często o to pytają. Jak tam babcia? — Ale nic, mamo. Poradzimy sobie. W ostateczności córka będzie robić lekcje w kuchni.
Paweł doskonale wiedział, co robi. Był pewien, że matka nie wytrzyma.
— Znajdzie sposób, myślał. Rozwiąże mój problem mieszkaniowy. A żeby było łatwiej, podpowiem jej opcję.
Oczywiście, kontynuował, można sprzedać twój domek w Repczynie. Za te pieniądze kupić czteropokojowe mieszkanie w Warszawie, przy stacji metra Botaniczny Ogród. Ceny sprawdziłem, wystarczy. Wtedy każda córka miałaby swój pokój. Ale nie nalegam, mamo. Ty tak kochasz swoją działkę…
I oto teraz, przyjechawszy z Gdańska, Maria Nowak poznała prawdę.
— Rozumiem — powiedziała. — A dzieci gdzie?
— W przedszkolu.
— A ty gdzie pracujesz?
— Zdalnie.
— A sąsiedzi?
— Jedna pani. Miła. Nawet nie przeszkadza jej, że mamy kota i psa. Ona też niedawno rozwiodła się. Teraz w pracy.
— Miła, mówisz — uśmiechnęła się Maria Nowak. — No dobrze, pójdę.
Wyszła.
— Udało się — westchnęła z ulgą Natalia, zamykając drzwi. — Bałam się, że będzie krzyczeć.
Minęły dwa miesiące.
— Już dawno nie dzwoniłem do mamy — pomyślał Paweł. — Trzeba przypomnieć o swoich trudnościach.
— Mamo, cześć. Co u Ciebie? Wszystko dobrze? Cieszę się. A u nas? Jak zwykle. W cztery osoby w dwupokojowym. A propos, pamiętasz pomysł z działką? Może naprawdę ją sprzedać?
— Jak to „nie ma działki”? Mamo! Jak to możliwe? Spłonęła? Nie? Chwała Bogu. A co wtedy? Już sprzedana? Pieniądze wydane? Na co? Mieszkanie kupione? Czteropokojowe? Komu? Dzieciom? Jakim dzieciom? Moim? Przecież są małe! Można? Po co to zrobiłaś?
— Dlaczego nie skonsultowałaś się ze mną? — fuknął. — Prosiłem, mówiłem, że dzieci potrzebują pokoju. Mogłaś zadzwonić! Kupić na mnie, a nie na nie. Nie zadzwoniłaś, bo mnie nie było, gdy przyjeżdżałaś? A kiedy przyjeżdżałaś? A mieszkanie gdzie? Przy stacji metra Aleksejewska? Mamo, zrobiło mi się ciemno przed oczami… Dobrze, minęło. To emocje. Dziękuję bardzo.
Następnego dnia Paweł przyszedł do Natalii do nowego mieszkania.
Przez dwadzieścia minut w milczeniu przeszedł wszystkie pokoje, dokładnie je oglądając.
— Wszystko to mogło być moje — kipiał w myśli. — Gdyby nie podła Natalia. Jak się wkradła w moje zaufanie? Dobrze, jeszcze nie koniec. Ożenię się z nią ponownie, a potem wyrzucę. Niech mieszka w swoim pokoiku.
— Teraz, Natalia, — oznajmił poważnie — po tym wszystkim musimy być razem. Widzę, że mama ci wybaczyła. Inaczej nie kupiłaby tego mieszkania.
— Ona kupiła je nie dla nas.
— Jak to nie dla nas? Dla kogo?

— Dla naszych dzieci.
— To jedno i to samo. I masz zostać moją żoną.
— Muszę?
Paweł spojrzał na nią surowo.
— Chyba nie zrozumiałaś — powiedział. — Nie pytam. Po prostu stawiam przed faktem. Pojutrze o 10:00 w naszym USC. Przy latarni po prawej. Pamiętasz?
— Pamiętam. Takie rzeczy się nie zapomina.
— I nie spóźnij się. Wiesz, że tego nie lubię.
— Nie spóźnię się — odpowiedziała Natalia.

Oczywiście, pojutrze nie przyszła. Paweł wpadł w szał. Zadzwonił. Natalia powiedziała, że zapomniała. Przełożyli na jutro. Ale i jutro jej nie było.
— Jak to, Natalia? — krzyczał. — Znowu?
— Przepraszam — odpowiedziała. — Znowu zapomniałam.
Przełożyli na kolejny tydzień. I znów nie pojawiła się. Ale Paweł się nie poddawał.
Minęło pół roku, a on wciąż miał nadzieję. Wyznaczano nowe terminy i znowu były psute. Za każdym razem stawał przy latarni punktualnie.
Pracownicy USC szeptali z podziwem:
— To miłość! W deszcz i śnieg, a on tu stoi! Pamiętacie huragan? Drzewa przewracało, a on tu! Jak przestanie przychodzić, postawimy mu pomnik. Symbol męskiej wierności!
