Wtedy znalazła odpowiednią działkę niedaleko miasta.
Dojazd do biura zajmował około czterdziestu minut. W miejscowości były prąd, gaz, przyzwoite drogi i podstawowa infrastruktura. W pobliżu znajdowały się las, małe jezioro oraz sklep spożywczy.
Ziemia nie była tania, lecz Agnieszka zdecydowała się ją kupić.
Wydała na nią prawie wszystkie oszczędności.
Budowę zaczynała praktycznie od zera.
Najpierw zamówiła projekt architektoniczny.
Później rozpoczęła poszukiwania rzetelnego wykonawcy.
Musiała nauczyć się różnic między rodzajami fundamentów, metodami ocieplania ścian, konstrukcjami dachów, systemami wentylacji i instalacjami. Wcześniej ledwie odróżniała poszczególne klasy betonu, a po kilku miesiącach potrafiła godzinami dyskutować z fachowcami o grubości izolacji albo rozmieszczeniu odpływów kanalizacyjnych.
Pierwsza ekipa zawiodła ją niemal natychmiast.
Wykonawca zawyżał koszty, nie dotrzymywał terminów i próbował po cichu zastępować uzgodnione materiały tańszymi odpowiednikami.
Agnieszka zerwała umowę. Straciła kilka miesięcy, lecz nie pozwoliła nieuczciwym ludziom kontynuować prac.
Kolejną ekipę wybierała znacznie ostrożniej.
Fotografowała każdy ukończony etap.
Rachunki, umowy i protokoły przechowywała w osobnych segregatorach.
Kilka razy w tygodniu przyjeżdżała na budowę, nierzadko jeszcze przed rozpoczęciem dnia pracy. Przebierała się w samochodzie, zakładała kalosze i chodziła po przyszłym domu z miarką oraz notesem.
Wznoszenie budynku trwało niemal trzy lata.
Od czasu do czasu kończyły się pieniądze i roboty trzeba było wstrzymywać.
Agnieszka nie chciała zaciągać ogromnego kredytu, dlatego opłacała większość inwestycji etapami, gdy tylko pojawiały się kolejne środki.
Najpierw powstały fundamenty.
Potem wzniesiono ściany.
Po mniej więcej roku dom miał już dach i okna.
Kilka miesięcy później podłączono ogrzewanie i wodę.
Z wykończeniem wnętrza Agnieszka się nie spieszyła.
Wybierała trwałe materiały, spokojne barwy i proste meble, które nie miały wyjść z mody po jednym sezonie.
Ostatecznie dom wyglądał dokładnie tak, jak go sobie wyobrażała.
Przestronna kuchnia połączona z salonem była otwarta na ogród.
Na parterze znajdowały się sypialnia, gabinet oraz pokój gościnny.
Na poddaszu mieściły się jeszcze dwa pokoje i niewielka biblioteka.
Budowę tarasu Agnieszka postanowiła odłożyć na później.
Gdy dokumenty były wreszcie gotowe, a prawo własności wpisano do księgi wieczystej, długo siedziała samotnie na schodach przed wejściem.
Dom należał wyłącznie do niej.
Działka również.
Nie było na nich kredytów, hipotek ani innych obciążeń.
Marka nie znała jeszcze nawet z widzenia.
Spotkali się mniej więcej rok po zakończeniu budowy.
Wspólna znajoma zaprosiła Agnieszkę na otwarcie nowej restauracji we Wrocławiu.
Marek pracował jako kierownik handlowy w przedsiębiorstwie sprzedającym sprzęt budowlany. Był pewny siebie, czarujący i potrafił bez trudu znaleźć temat do rozmowy z każdym człowiekiem.
Na pierwszą randkę wybrali się do niewielkiej, przytulnej kawiarni.
Drugie spotkanie odbyło się na wystawie sztuki współczesnej.
Przy trzecim Marek pojechał z Agnieszką za miasto i przez długi czas oglądał dom, z prawdziwym zachwytem zaglądając do każdego pomieszczenia.
— Naprawdę sama to wszystko zorganizowałaś? — pytał z niedowierzaniem.
— Oczywiście nie stawiałam ścian własnymi rękami. Ale projekt, wykonawcy, zakupy i cały nadzór były na mojej głowie.
— Niesamowite. Ja utonąłbym w tej liczbie umów, dokumentów i fachowców.
Wówczas jego podziw wydawał się całkowicie szczery.
Często powtarzał, że imponują mu jej niezależność i umiejętność radzenia sobie z trudnymi sprawami.
Po dwóch latach Marek przeprowadził się do Agnieszki.
Wcześniej wynajmował mieszkanie bliżej centrum, lecz niemal każdy dzień spędzał w domu pod miastem.
To Agnieszka zaproponowała, by zamieszkali razem na stałe.
Nie widziała sensu w opłacaniu mieszkania, z którego mężczyzna prawie nie korzystał.
Marek przywiózł ubrania, książki, sprzęt elektroniczny i kilka pudeł z osobistymi drobiazgami.
Początkowo odnosił się do domu z ogromnym szacunkiem.
Za każdym razem pytał, gdzie może coś postawić.
Konsultował większe zakupy.
Nigdy nie przedstawiał się jako właściciel i opowiadał znajomym, że Agnieszka samodzielnie doprowadziła całą budowę do końca.
Rok później wzięli ślub.
Uroczystość była kameralna, przeznaczona dla rodziny i najbliższych przyjaciół.
Dom nadal należał wyłącznie do Agnieszki, ponieważ ziemię kupiła i opłaciła całą budowę na długo przed zawarciem małżeństwa.
Nigdy wcześniej nie stanowiło to problemu.
Marek doskonale wiedział, do kogo należy nieruchomość, i nie próbował tego podważać.
Pierwsze lata ich wspólnego życia upływały spokojnie.
Razem dokończyli taras.
Marek zapłacił za część materiałów, a nawet pomagał ekipie przy układaniu desek.
Później posadzili kilka jabłoni, śliwę i wiśnię.
Agnieszka zasadziła wzdłuż ogrodzenia hortensje, natomiast Marek urządził miejsce na grilla.
Latem często zapraszali przyjaciół.
