— Rozumieć sytuację i ją akceptować to dwie zupełnie różne rzeczy.
— Śledziłaś mnie?
— Nie. Po prostu przestałeś się kryć.
Przez chwilę milczał.
— Zakochałem się w innej kobiecie.
— Dobrze.
Taka odpowiedź wyraźnie go zaskoczyła.
— Tylko tyle masz do powiedzenia?
— Czego oczekiwałeś?
— Nie wiem. Zachowujesz się tak, jakby zupełnie cię to nie obchodziło.
— Obchodzi mnie. Tyle że na histerię jest już za późno.
— Moglibyśmy rozwieść się spokojnie.
— Właśnie to zamierzam zrobić.
Marek wyraźnie się rozluźnił.
Najwyraźniej uznał, że najważniejsza kwestia została rozwiązana.
— W takim razie nie ma sensu zamieniać rozwodu w wojnę.
— Zgadzam się.
— Będę potrzebował czasu, żeby znaleźć mieszkanie.
— Ile?
— Ze dwa miesiące.
— Masz siedem dni.
Spojrzał na nią gwałtownie.
— Mówisz poważnie?
— Całkowicie.
— Nadal jestem twoim mężem.
— Jeszcze przez pewien czas.
— Mieszkałem w tym domu wiele lat.
— To nie daje ci prawa przyprowadzać tutaj kochanki i obiecywać jej moją własność.
— Są tu moje rzeczy, sprzęt i część mebli.
— Wszystko, co należy do ciebie, możesz zabrać.
— A moje nakłady?
— Przygotuj listę wydatków i dołącz potwierdzenia. Później omówimy ją z prawnikiem.
Marek wstał.
— Czyli wszystko zaplanowałaś wcześniej.
— Czekałam tylko, aż sam pokażesz, jak daleko jesteś gotów się posunąć.
— Od dawna wiedziałaś o Karolinie?
— Wystarczająco długo.
— Dlaczego nic nie mówiłaś?
— Chciałam sprawdzić, czy sam zdecydujesz się powiedzieć prawdę.
— I przez cały ten czas pozwalałaś mi…
Nie dokończył.
— Pozwalałam ci kłamać? Doskonale radziłeś sobie bez mojego udziału.
Zaczął nerwowo chodzić po gabinecie.
— Karolina nie odbiera ode mnie telefonu.
— To sprawa między wami.
— Zrobiłaś ze mnie pośmiewisko.
— Sam przyprowadziłeś kochankę do domu żony i przedstawiłeś go jako własny. Ja jedynie wyjaśniłam, do kogo należy zgodnie z prawem.
— Dla ciebie papiery i nieruchomość są ważniejsze niż rodzina.
— Rodziny nie było już długo przed tym, zanim zaczęliśmy rozmawiać o prawie własności.
Tej nocy Marek spał w pokoju gościnnym.
Rano wyjechał bez śniadania.
Agnieszka zadzwoniła do ślusarza i umówiła wymianę wkładki w zamku na koniec tygodnia.
Nie zamierzała wymieniać drogich drzwi ani sprawnego mechanizmu. Wystarczyła nowa wkładka, dzięki której dotychczasowe klucze przestawały pasować.
Później zaczęła pakować rzeczy męża.
Nie robiła tego w gniewie.
Pracowała spokojnie, systematycznie i dokładnie.
Ubrania układała w solidnych kartonach.
Sprzęt elektroniczny oraz osobiste dokumenty odłożyła osobno.
Narzędzia przechowywane przez Marka w garażu wpisała na listę.
Nie dotykała przedmiotów, których własność mogłaby stać się przedmiotem sporu.
Następnego dnia mąż napisał, że przez pewien czas zamieszka u kolegi.
Agnieszka odpowiedziała, że do soboty wszystkie jego rzeczy będą gotowe.
— Naprawdę wyrzucasz mnie z domu w ciągu tygodnia?
— Proszę, żebyś wyprowadził się po zdradzie i próbie rozporządzania moją nieruchomością.
— Mogłaś dać mi więcej czasu.
— Ty również nie dałeś mi czasu, żebym przygotowała się na wizytę Karoliny.
W piątek Marek przyjechał po swoje rzeczy z przyjacielem.
Wynosił kartony prawie bez słowa.
Kilka razy wyglądał tak, jakby chciał coś powiedzieć, lecz za każdym razem rezygnował.
Gdy samochód był już załadowany, zatrzymał się przy tarasie.
— To ja zbudowałem ten taras.
— Pomagałeś przy jego budowie.
— Kiedyś byliśmy tutaj szczęśliwi.
— Byliśmy.
— Teraz nic to dla ciebie nie znaczy?
— Znaczy. Ale przeszłość nie unieważnia tego, co wydarzyło się później.
— Mogłabyś dać mi jeszcze jedną szansę.
— Szansę miałeś każdego wieczoru, kiedy wracałeś do domu i mogłeś powiedzieć prawdę.
— Bałem się.
— Że stracisz dom?
Marek nie odpowiedział.
Po jego odjeździe przyjechał ślusarz i wymienił wkładkę.
Cała praca zajęła nie więcej niż dwadzieścia minut.
Agnieszka odebrała komplet nowych kluczy, kilka razy sprawdziła zamek i po raz pierwszy od wielu miesięcy poczuła prawdziwy spokój.
Marek nie mógł już wejść bez jej wiedzy.
W poniedziałek Agnieszka oficjalnie złożyła pozew o rozwód.
Od tego czasu mąż dzwonił niemal każdego wieczoru.
Najpierw przekonywał, że majątek powinien zostać podzielony sprawiedliwie.
Później ponownie wspominał o zainwestowanych pieniądzach.
Po pewnym czasie zaczął przepraszać.
— Karolina mnie zostawiła — powiedział podczas jednej z rozmów.
— Przykro mi.
— Stwierdziła, że nie może zaufać mężczyźnie, który kłamie w tak poważnych sprawach.
— Trudno jej się dziwić.
— Cieszysz się?
— Nie.
— Nie wierzę.
— Jej decyzja nie zależała ode mnie.
— Całe moje życie rozsypało się jednego dnia.
— Nie, Marku. Rozpadało się przez wiele miesięcy. Tego dnia po prostu zobaczyłeś skutki.
Wielokrotnie proponował spotkanie.
Agnieszka zgodziła się tylko raz.
Usiedli w kawiarni w centrum Wrocławia.
Marek wyglądał na wyczerpanego.
W ciągu kilku tygodni wyraźnie schudł. Nie nosił już drogiego zegarka, którym wcześniej tak chętnie się chwalił.
— Wynająłem mieszkanie — powiedział.
— To dobrze.
— Jest bardzo małe.
— Z czasem znajdziesz większe.
