— Marek, dziecko potrzebuje świeżych owoców, warzyw, porządnego mięsa i kasz. Co miesiąc wysyłam ci pieniądze, żeby niczego mu nie brakowało! Tymczasem słyszę, że chodzi w podartych ubraniach i jest zaniedbany. Co się dzieje w tym domu?
Marek ziewnął ostentacyjnie.
— Podarte ubrania świadczą o aktywnym trybie życia. Jestem pewien, że ta wścibska Grażyna z sąsiedniego bloku wszystko zmyśliła. Nie słuchaj jej, Halina. Doskonale wiem, jak wychowywać własnego syna.
— Tak, liczba pustych butelek przy fotelu i ten bałagan najlepiej o tym świadczą. Kiedy ostatnio robiłeś pranie? I jeszcze jedno… — rozejrzała się po mieszkaniu, dopiero teraz zauważając brak wielu rzeczy. — Gdzie są zabawki Kacpra i jego sprzęt sportowy?
— Teraz interesuje się elektroniką. Wszystkie dzieci takie są.
— Przecież opłacam mu zajęcia w szkółce piłkarskiej.
— Nie chciał tam chodzić — rzucił Marek, machając lekceważąco ręką.
Halina ciężko westchnęła.
— Posłuchaj mnie uważnie, Marek. Możesz uważać mnie za zrzędliwą starą kobietę, ale nie pozwolę, żeby tak dalej wyglądało jego życie. Albo się opamiętasz, albo dopilnuję, by Kacper zamieszkał w normalnych warunkach.
Kacper wrócił wzrokiem do końcowych słów listu:
„Proszę cię, zostań z Piotrem i Michałem, Kacprze. Oni naprawdę cię kochają i potrafią dać ci to, czego twój ojciec nigdy nie umiał ci zapewnić. Wiesz, że zawsze cię kochałam, tak samo jak twoja mama. Podejmij właściwą decyzję. Z miłością — babcia”.
Chłopiec starannie złożył list i schował go do kieszeni. Potem sięgnął po dokumenty prawne i zaczął je czytać.
Wiedział już, że stoi przed wyborem, którego nie da się uniknąć — i że żadna z możliwych decyzji nie będzie łatwa.
