Nigdy nie sądziłam, że pewnego dnia zacznę kwestionować decyzje mojej własnej matki, ale oto stoję, trzymając czek na designerską sukienkę, która kosztowała prawie 1800 dolarów.
Dla większości ludzi to tylko drogi przedmiot, ale dla mnie to było coś więcej — to był wybór. Wybór, którego dokonała, gdy mogła pomóc swojemu wnukowi w opłaceniu studiów.
Moja mama, obecnie po siedemdziesiątce, zawsze była niesamowicie bezinteresowna. Wychowywała piątkę dzieci w ciągłych oszczędnościach, zawsze przedkładając nasze potrzeby nad własne. Brała dodatkowe zmiany, by opłacić nasze szkolne wycieczki, nosiła ten sam mackintosh przez lata, byśmy mogli mieć nowe rzeczy i nigdy nie pozwalała sobie na niepotrzebne wydatki.
A teraz dowiaduję się, że wydała prawie dwa tysiące dolarów na sukienkę — tylko na spotkania klubu książki i rzadkie imprezy. Byłam oszołomiona.
Zakładałam, a nawet oczekiwałam, że będzie miała przynajmniej niewielki wkład w edukację mojego syna. Przy rosnących kosztach edukacji każda pomoc robi różnicę.
Nie oczekiwałam, że pokryje wszystkie koszty, ale nawet niewielkie wsparcie mogłoby zmniejszyć obciążenie finansowe. A teraz miałam przed oczami tę drogą sukienkę wiszącą w jej szafie, podczas gdy mój syn przygotowywał się do zaciągnięcia kolejnego kredytu studenckiego.
Nie mogłam trzymać uczuć w sobie, więc postanowiłam delikatnie z nią porozmawiać.
— Mamo — powiedziałam nad filiżanką kawy — widziałam sukienkę, którą kupiłaś. Jest piękna, ale… nie do końca rozumiem. Te pieniądze mogłyby pomóc Antonowi w nauce.
Powoli odstawiła filiżankę i spojrzała na mnie spokojnie.
— Wiem — odpowiedziała. — Zastanawiałam się nad tym.
Wzięła głęboki oddech, składając ręce na kolanach.
— Przez siedemdziesiąt lat byłam kimś więcej niż tylko matką, ale nigdy nie pozwoliłam sobie na bycie kimś innym. Przez całe życie upewniałam się, że moje dzieci mają wszystko, czego potrzebują. Zrezygnowałam z wielu rzeczy bez zastanowienia, nawet tych najmniejszych.
Milczała, jej spojrzenie było odległe, jakby przeżywała lata poświęceń, o których nawet nie myślałam.
— Ale teraz… mam siedemdziesiąt lat. Moje dzieci są już dorosłe. Uwielbiam moje wnuki i zawsze będę im pomagać w każdy możliwy sposób.
Ale choć raz chciałem zrobić coś dla siebie. Coś, co sprawi, że poczuję się wyjątkowa. Coś, co przypomniałoby mi, że jestem nie tylko matką i babcią, ale po prostu kobietą.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale zabrakło mi słów.
Czy kiedykolwiek zdawałam sobie sprawę, jak wiele dla nas zrobiła? Czy kiedykolwiek pomyślałam o tym, że spędziła całe życie stawiając nas na pierwszym miejscu?
Byłem tak pochłonięty własnymi zmaganiami, tak przekonany, że rodzina zawsze powinna być ponad wszystko inne, że nie widziałem całego obrazu. Poświęciła dla nas całe swoje życie. A teraz prosiła tylko o jedną rzecz — prawo do myślenia o sobie.
Wieczorem, kiedy wróciłem do domu, długo się nad tym zastanawiałem.
Czy nadal byłem trochę zdenerwowany? Tak. Czy chciałem, żeby pomogła Antonowi? Oczywiście, że tak.
Ale po raz pierwszy spojrzałam na to z jej strony.
Nie jest tylko moją mamą. Nie jest tylko babcią mojego syna.
To kobieta, która poświęciła swoje życie innym.
I po raz pierwszy od siedemdziesięciu lat wybrała siebie.
I może — tylko może — nie było w tym nic samolubnego.
Cześć, babcia dzwoni.
Przez dziesięciolecia moje życie kręciło się wokół rodziny — wychowywałam pięcioro dzieci, poświęcałam się, zawsze przedkładając ich potrzeby nad własne. Każdy grosz przeznaczałam na zapewnienie im jak najlepszych możliwości, zwłaszcza w zakresie edukacji.
Ale teraz, gdy mam 70 lat, chciałem zrobić coś dla siebie. Coś, co przyniosłoby mi radość, co przypomniałoby mi, że wciąż jestem osobą, a nie tylko matką i babcią.
Wiem, że to może wydawać się samolubne, ale czy jedna mała chwila dla siebie sprawia, że jestem złą osobą?
Czy po tych wszystkich latach nie zasłużyłam na to prawo?