Drobne odstępstwo od wieloletniego przyzwyczajenia jako pierwszy sygnał gotowości na wewnętrzne odrodzenie

— Myślałem, że powinienem przestać tu przychodzić — mówił dalej starszy pan. — Sąsiadka powtarzała: „Tylko się pan zadręcza”. Ale ja się nie zadręczam. Ja po prostu trzymam się tej nitki. Jeśli ją zerwę… nie wiem, co mi zostanie.
Andrzej chciał powiedzieć, że zostanie życie, że zostaną inni ludzie, że można inaczej. Ale w porę zrozumiał, że to tylko puste słowa kogoś, kto nie stoi w tych samych butach.
— Rozumiem pana — wyszeptał, choć czuł, że rozumie tylko cząstkę tej prawdy.
Sergiusz Pietrowicz odwrócił głowę w jego stronę.
— Nie musi pan rozumieć. Wystarczy, że pan tu siedzi.

Czas przeznaczony na rytuał dobiegł końca. Mężczyzna wstał, sprawdził gumkę na teczce, jakby obawiał się o bezpieczeństwo dokumentów. Andrzej również się podniósł.
— Chodźmy — powiedział Sergiusz Pietrowicz.
Wrócili na przystanek. Nadjechała kolejna furgonetka. Starszy pan odruchowo ruszył w stronę drzwi, ale nagle się zawahał.
— Andrzeju — powiedział. — Dzisiaj nie wrócę od razu do domu.
— A co pan planuje?

Sergiusz Pietrowicz wskazał ręką w stronę pobliskiego targowiska i drogi prowadzącej ku nabrzeżu.
— Przejdę się do następnego przystanku. Jest tam kiosk, czasem kupuję tam gazetę. Wcześniej tego nie robiłem, ale teraz myślę, że… że można.
To słowo „można” zabrzmiało jak osobiste przyzwolenie na maleńką zmianę, która wcale nie jest zdradą przeszłości.
— Chętnie potowarzyszę — zgodził się Andrzej.

Pojazd odjechał z głośnym brzękiem. Ruszyli wzdłuż drogi. Sergiusz Pietrowicz trzymał teczkę pod ramieniem, wolną ręką poprawił czapkę. Andrzej szedł obok, nie narzucając tempa. Przy kiosku starszy pan kupił gazetę, zapłacił i starannie złożył ją na pół. Doszli do kolejnego przystanku, gdzie gromadziło się już więcej osób.
— Jeden przystanek — powiedział cicho, jakby sprawdzał smak tych słów. — Dzisiaj będą dwa. Ale i tak pojadę. Po prostu kawałek dalej.

Andrzej skinął głową. Nie próbował go pocieszać. Po prostu przy nim był, a to wystarczyło, by rytuał nie zniknął, lecz nieco się przesunął, robiąc miejsce na nowy dzień.