— Wszystko zależy od najbliższych wyników.
W tej samej chwili przeszył ją nagły, ostry ból. Krzyknęła i chwyciła się za brzuch.
— Zaczęło się… — wyszeptała.
Lekarze natychmiast ruszyli do działania.
— Skurcze się nasilają — powiedział jeden z nich, patrząc na aparaturę. — Trzeba się przygotować.
Ułożono ją wygodniej, podłączono kolejne czujniki. Pielęgniarki szybko krążyły po sali, przygotowując wszystko, co mogło okazać się potrzebne.
Ale strach ani na chwilę jej nie opuszczał.
— Proszę mi powiedzieć… — złapała młodego lekarza za rękę. — Czy moje dziecko przeżyje?
Spojrzał na nią z taką szczerością, której jednocześnie pragnęła i bała się najbardziej.
— Zrobimy wszystko, co w naszej mocy.
Ta odpowiedź jej nie uspokoiła.
Skurcze przybierały na sile. Każda kolejna fala bólu zalewała ją tak gwałtownie, że zaciskała zęby. Próbowała oddychać tak, jak ją uczono, ale lęk rozrywał każdą myśl i nie pozwalał się skupić.
Przed oczami stawały jej wszystkie lata czekania. Wszystkie dni, kiedy marzyła o dziecku. Wszystkie łzy, wszystkie porażki, wszystkie lekarskie zdania wypowiadane z bezradną pewnością: „To niemożliwe”.
A teraz, kiedy wymarzone szczęście naprawdę przyszło… mogło zostać jej odebrane.
— Czy ja znowu wszystko stracę? — wyszeptała.
Nikt nie odpowiedział.
Lekarze pracowali dalej, ale ich twarze pozostawały napięte. Wymieniali krótkie polecenia, których sens ledwie do niej docierał.
— Ciśnienie rośnie.
— Kontrolować tętno.
— Przygotować sprzęt.
Każde słowo wbijało się w nią jak kolejna igła.
Poczuła następny ostry ból i krzyknęła.
— Nie wytrzymam… to za dużo…
— Da pani radę — powiedział pewnie starszy lekarz. — Jesteśmy przy pani.
Wbiła palce w prześcieradło.
— Proszę powiedzieć… czy panowie też się boicie?
Na moment zamilkł.
— Jesteśmy… bardzo uważni.
Ta odpowiedź wystarczyła, by zrozumiała prawdę.
Oni się bali.
A od tego jej własny strach stał się jeszcze większy.
Skurcze następowały jeden po drugim. Czas jakby stracił kształt. Minuty rozciągały się bez końca.
W pewnej chwili zobaczyła, że jeden z lekarzy po cichu wychodzi z sali, rozmawiając przez telefon.
— Kogo on wzywa? — zapytała, z trudem łapiąc oddech.
Młody lekarz zawahał się, lecz odpowiedział:
— Jeszcze jednego specjalistę.
— Po co?
Przez chwilę szukał właściwych słów.
— Bo pani przypadek… jest niezwykle nietypowy.
Zamknęła oczy.
Słowo „nietypowy” brzmiało niemal jak wyrok.
A jednak gdzieś bardzo głęboko w niej wciąż tliła się nadzieja.
— To moje dziecko — wyszeptała. — Czekałam na nie całe życie…
Łzy spłynęły po jej twarzy.
— Proszę… uratujcie je.
Wtedy do sali wszedł kolejny lekarz. Był wysoki, opanowany, z uważnym i surowym spojrzeniem. Szybko założył rękawiczki i podszedł do łóżka.
— To ta pacjentka? — zapytał krótko.
— Tak — odpowiedział młody lekarz.
Nowy specjalista popatrzył na monitor, a potem przeniósł wzrok na kobietę.
Wyraz jego twarzy zmienił się od razu.
Zmarszczył brwi.
— Kiedy zaczęły się skurcze?
— Niedawno — odpowiedziano mu.
Skinął głową i pochylił się bliżej, uważnie analizując odczyty.
Kobieta obserwowała go z narastającym lękiem.
— Proszę powiedzieć… czy pan rozumie, co się dzieje?
Nie odpowiedział natychmiast.
— Mam pewne przypuszczenia.
— Jakie?
Spojrzał jej prosto w oczy.
— Musimy działać wyjątkowo ostrożnie.
Serce ścisnęło jej się boleśnie.
— To niebezpieczne?
Zrobił krótką pauzę.
— Tak.
Jedno słowo wystarczyło, by wszystko w niej się przewróciło.
Ale nie odwróciła wzroku.
— W takim razie nie traćcie ani sekundy.
Lekarze zaczęli pracować szybciej. Ich polecenia brzmiały wyraźniej, ruchy stały się pewniejsze, dokładniejsze, bardziej zdecydowane.
Mimo to napięcie w sali tylko rosło.
A ona czuła, że przed nimi jest coś, na co nikt nie był gotowy…
Jej słowa jakby dały wszystkim sygnał. Cała sala ruszyła naraz, ale teraz nie było już w tym paniki. Działania lekarzy stały się zgrane, precyzyjne, niemal wyćwiczone, jakby każdy nagle odnalazł swoje miejsce w tej dziwnej i przerażającej sytuacji.
Kobieta leżała, oddychając ciężko, z palcami kurczowo zaciśniętymi na brzegu prześcieradła. Ból stawał się coraz silniejszy, ale to nie on przerażał ją najbardziej. Najgorsze widziała w oczach lekarzy — w ich napięciu, w tym, jak starali się nie zatrzymywać spojrzeń na sobie zbyt długo.
— Musimy być gotowi na każdy przebieg wydarzeń — powiedział cicho nowy specjalista, nie odrywając wzroku od monitora.
— Czynność serca jest niestabilna — dodał młody lekarz.
— Ale ona jest — wyszeptała kobieta, chwytając się tych słów jak ostatniej deski ratunku.
Nikt nie odpowiedział, lecz starszy doktor ostrożnie ścisnął jej dłoń.
— Proszę głębiej oddychać. Jesteśmy przy pani.
Skinęła głową, choć w środku wszystko zaciskało się ze strachu. Przez moment poczuła się znów jak tamta młoda kobieta, która przed laty siedziała naprzeciwko lekarza i słyszała okrutne zdanie: „Nigdy nie będzie pani mogła mieć dzieci”.
Ale teraz było inaczej. Teraz w niej było życie. I nie zamierzała go oddać.
— Jestem gotowa — wyszeptała przez ból.