— Miałam nadzieję, że Paweł sam zrozumie — odpowiedziała cicho. — Że pewnego dnia zobaczy, jak zachowuje się jego matka, i stanie po mojej stronie. W końcu jest moim mężem.
— Mężczyźni potrafią być zadziwiająco ślepi — westchnęła Krystyna. — Ale zrobiłaś dobrze. Nie wszczynałaś kolejnych bezsensownych awantur. Dałaś mu poczuć dokładnie to, co przez tyle czasu czułaś ty.
Dwie godziny później bus odjechał.
Anna została w domu sama.
Zdjęła z okien połyskującą firanę w piwonie, starannie ją złożyła i schowała do worka.
Potem poszła do szopy i odnalazła swoje oliwkowe zasłony.
Były pokryte kurzem, lecz nieuszkodzone.
Anna wyprała je, wysuszyła na świeżym powietrzu i ponownie zawiesiła w salonie.
Pokój ożył.
Znów zaczął oddychać.
Paweł wrócił pod wieczór.
Wszedł do salonu, stanął w progu i przez dłuższą chwilę patrzył na poruszające się lekko zasłony.
Potem usiadł na kanapie.
— Aniu — odezwał się cicho. Jego głos brzmiał inaczej niż zwykle. Nie było w nim ani zniecierpliwienia, ani odruchowej obrony. — Muszę ci coś powiedzieć.
— Słucham.
— Kiedy odwoziłem mamę do miasta, przypadkiem się wygadała.
— O czym?
— Przez cały ten czas wynajmowała swoje mieszkanie.
Anna powoli odwróciła się w jego stronę.
— Co powiedziałeś?
— Dwa dni po przeprowadzce tutaj znalazła lokatorów. Płacili jej cztery tysiące złotych miesięcznie, gotówką. Wszystko odkładała na konto oszczędnościowe.
Anna stała nieruchomo przez kilka sekund.
Potem usiadła bardzo powoli.
— Powtórz.
— Przez ponad rok wynajmowała mieszkanie. Nie potrzebowała świeżego powietrza. Chciała po prostu zarabiać. Tutaj miała darmowy dach nad głową, jedzenie i ciebie, która gotowała, prała oraz sprzątała.
W domu zapadła taka cisza, że z zewnątrz słychać było cykanie świerszczy.
— I dowiedziałeś się o tym dopiero dzisiaj? — zapytała Anna.
— Sama powiedziała o jedno zdanie za dużo. Narzekała na twoją mamę i nagle rzuciła: „Przez tę Krystynę lokatorzy zaraz mi uciekną, a nowych tak szybko nie znajdę”. Zatrzymałem samochód i zacząłem pytać. Najpierw wszystkiemu zaprzeczała, później przyznała się.
— Pięćdziesiąt dwa tysiące — obliczyła Anna bez chwili wahania. — Trzynaście miesięcy po cztery tysiące. Na naszym domu zarobiła ponad pięćdziesiąt tysięcy złotych.
— Aniu…
— Nie mów do mnie takim tonem — spojrzała mu prosto w oczy. — Przywiozłeś tutaj człowieka, który nas wykorzystywał. Przede wszystkim mnie. Moją pracę, mój dom i moją cierpliwość. A potem przez ponad rok kazałeś mi milczeć.
— Nie wiedziałem.
— Nie chciałeś wiedzieć, Paweł. To nie jest to samo.
Nie odpowiedział.
Anna podeszła do okna i przesunęła palcami po miękkim lnie.
Tkanina nadal była chłodna i delikatna, zupełnie jak trzynaście miesięcy wcześniej.
— Zadzwonię do mamy — powiedział Paweł. — Powiem jej, że już wszystko wiemy. I że…
— Że ma oddać pieniądze — dokończyła Anna. — Całe pięćdziesiąt dwa tysiące. Za każdy miesiąc, w którym mieszkała tutaj za darmo, podczas gdy ja dla niej gotowałam, sprzątałam i słuchałam, jak nazywa mnie beznadziejną gospodynią.
— Dobrowolnie tego nie zrobi.

— Zrobi — odparła spokojnie. — Bo inaczej o tej historii dowiedzą się twój brat, jego żona, wszyscy sąsiedzi i każda znajoma pani Haliny z osiedlowej grupy w internecie. Twoja matka ceni opinię ludzi nawet bardziej niż pieniądze.
— Bardzo się zmieniłaś — powiedział Paweł.
— Nie. Nadal jestem tą samą osobą. Po prostu już nie pozwalam sobą pomiatać. Nie myl jednego z drugim.
Anna otworzyła szeroko okno.
Do salonu wpadło chłodne nocne powietrze.
Oliwkowe zasłony znów się poruszyły, lekko i swobodnie.
Tak, jak powinny poruszać się od samego początku.
Trzy dni później na konto Anny wpłynęło pięćdziesiąt dwa tysiące złotych.

Cała suma, co do grosza.
Halina przelała pieniądze bez słowa. Nie zadzwoniła, nie napisała i nie próbowała się tłumaczyć.
Do tego czasu Krystyna zdążyła zupełnie przypadkiem opowiedzieć przy herbacie kilku znajomym historię o zaradnej emerytce, która wynajmowała własne mieszkanie, a sama przez ponad rok mieszkała za darmo u synowej.
Oczywiście nie podała żadnych nazwisk.
Mimo to wszyscy doskonale wiedzieli, o kogo chodzi.
Anna posadziła róże od nowa.
Na początku jesieni na młodych krzewach pojawiły się pierwsze kwiaty.