— Barszcz jest bez smaku, podłoga brudna, a dziecko bez przerwy płacze. Nie zamierzam dłużej tak żyć — rzucił mąż. W niedzielę Anna podała mu kurtkę, klucz i kartkę z adresem wynajętego mieszkania

Anna usiadła na podłodze przy nich.

— Wiesz, Karola, co jest najdziwniejsze?

— Co?

— Wcale nie jest mi smutno. Ani trochę. Przeciwnie, jakbym po raz pierwszy od dawna mogła swobodnie oddychać.

— To naturalne. Widocznie podjęłaś właściwą decyzję.

— On nawet nie zapytał, kiedy Maja nauczyła się obracać na brzuszek. Wczoraj zrobiła to pierwszy raz, ale jego już nie było, bo odpoczywał u Łukasza. Dzisiaj stał tutaj, patrzył na swoje pudła i myślał wyłącznie o sobie. Nawet nie zajrzał do córki.

— Jutro na pewno zadzwoni i będzie prosił, żebyś pozwoliła mu wrócić.

— Możliwe. Najpierw jednak obudzi się w pustym mieszkaniu. Walizka będzie leżała na podłodze, kartony pod ścianą. Świeże ściany, błyszcząca posadzka i zupełna cisza. Dokładnie wszystko, czego pragnął. Zobaczymy, jak długo będzie potrafił się tym rozkoszować.

— A jeśli pani Jadwiga znowu zacznie wydzwaniać?

— Niech dzwoni. Już jej wszystko wyjaśniłam. Może pojechać do syna i poukładać mu widelce w równych rzędach. Tyle że najpierw Paweł będzie musiał je sobie kupić.

Karolina podniosła Maję.

— Anka, będziesz potrzebowała pomocy? Mogę przyjeżdżać rano, żebyś miała czas zająć się pracą.

— Będę. Dziękuję. Pora zacząć porządnie zarabiać, zamiast czekać, aż ktoś łaskawie pochwali mój barszcz.

— W takim razie będę przyjeżdżać na ósmą. Przecież wiesz, że Majka jest moją ulubienicą.

Anna uśmiechnęła się i popatrzyła na córkę. Dziewczynka już zasypiała. Przytuliła policzek do ramienia Karoliny, trzymała palce w ustach, a jej długie rzęsy delikatnie drżały.

W tej chwili telefon zawibrował.

Wiadomość przyszła od Pawła:

„Tu nawet nie ma na czym usiąść”.

Anna przeczytała, pomyślała przez moment i odpisała:

„Teraz już wiesz, jak wygląda idealna czystość. Dobranoc, Paweł”.

Potem wyciszyła telefon.