Spojrzał na nią gwałtownie.
— Mówisz poważnie?
— Całkowicie.
— Nadal jestem twoim mężem.
— Na razie.
— Mieszkam tutaj od wielu lat.
— To nie daje ci prawa przyprowadzać kochanki i obiecywać jej mojej własności.
— Mam tutaj ubrania, sprzęt i część mebli.
— Wszystko, co należy do ciebie, możesz zabrać.
— A moje inwestycje?
— Przygotuj listę wydatków i dołącz dowody. Omówimy to z prawnikami.
Marcin wstał.
— Wszystko zaplanowałaś.
— Czekałam tylko, aż sam pokażesz, jak daleko jesteś gotów się posunąć.
— Czyli wiedziałaś o Natalii od dawna?
— Wystarczająco długo.
— Dlaczego nic nie mówiłaś?
— Chciałam zobaczyć, czy sam zdobędziesz się na prawdę.
— I przez cały ten czas pozwalałaś mi…
Urwał.
— Pozwalałam ci kłamać? Doskonale radziłeś sobie bez mojej pomocy.
Marcin zaczął nerwowo chodzić po gabinecie.
— Natalia nie odbiera moich telefonów.
— To wasza sprawa.
— Zrobiłaś ze mnie pośmiewisko.
— Sam przyprowadziłeś kochankę do domu żony i przedstawiłeś go jako swój. Ja jedynie wyjaśniłam, kto jest właścicielem.
— Dla ciebie papiery i nieruchomość są ważniejsze od naszej rodziny.
— Rodziny nie było już na długo przed rozmową o własności.
Tej nocy Marcin spał w pokoju gościnnym.
Rano wyjechał bez śniadania.
Katarzyna zadzwoniła do ślusarza i umówiła wymianę wkładki w zamku na koniec tygodnia.
Nie zamierzała wymieniać drogich drzwi ani całego sprawnego mechanizmu. Wystarczyła nowa wkładka, po której stare klucze przestałyby pasować.
Następnie zaczęła pakować rzeczy męża.
Nie robiła tego w gniewie.
Działała spokojnie, dokładnie i metodycznie.
Ubrania składała do solidnych kartonów. Elektronikę i dokumenty osobiste umieściła osobno. Narzędzia Marcina przechowywane w garażu wpisała na listę.
Nie dotykała rzeczy, których własność mogłaby stać się przedmiotem sporu.
Następnego dnia mąż napisał, że przez pewien czas zatrzyma się u przyjaciela.
Katarzyna odpowiedziała, że do soboty wszystkie jego rzeczy będą spakowane.
— Naprawdę wyrzucasz mnie z domu w tydzień?
— Proszę cię o wyprowadzkę po zdradzie i próbie rozporządzania moją własnością.
— Mogłaś dać mi więcej czasu.
— Ty również nie dałeś mi czasu, żebym przygotowała się na wizytę Natalii.
W piątek Marcin przyjechał po rzeczy z kolegą.
Wynosił kartony niemal bez słowa.
Kilka razy wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale za każdym razem rezygnował.
Kiedy samochód był już pełny, zatrzymał się przy tarasie.
— Ten taras zbudowałem ja.
— Pomagałeś przy jego budowie.
— Kiedyś byliśmy tu szczęśliwi.
— Tak.
— Czy to już nic dla ciebie nie znaczy?
— Znaczy. Przeszłość nie unieważnia jednak tego, co zrobiłeś teraz.
— Mogłabyś dać mi jeszcze jedną szansę.
— Miałeś szansę każdego wieczoru, gdy wracałeś do tego domu i mogłeś powiedzieć prawdę.
— Bałem się.
— Że stracisz dom?
Nie odpowiedział.
Gdy Marcin odjechał, zjawił się ślusarz.
Wymiana wkładki trwała mniej niż dwadzieścia minut.
Katarzyna dostała komplet nowych kluczy, kilkakrotnie sprawdziła drzwi i po raz pierwszy od wielu miesięcy poczuła spokój.
Mąż nie mógł już wejść bez jej wiedzy.
W poniedziałek złożyła pozew o rozwód.
Od tego momentu Marcin dzwonił niemal codziennie wieczorem.
Najpierw twierdził, że majątek trzeba podzielić sprawiedliwie. Później ponownie wspominał o własnych nakładach. Z czasem zaczął przepraszać.
— Natalia mnie zostawiła — powiedział podczas jednej z rozmów.
— Przykro mi.
— Stwierdziła, że nie zaufa mężczyźnie, który kłamie w tak poważnych sprawach.
— Trudno się dziwić.
— Cieszysz się?
— Nie.
— Nie wierzę.
— Jej decyzja nie ma ze mną nic wspólnego.
— Całe moje życie rozpadło się w jeden dzień.
— Nie, Marcinie. Rozpadało się przez wiele miesięcy. Tamtego dnia tylko zobaczyłeś skutki.
Kilka razy proponował osobiste spotkanie.
Katarzyna zgodziła się tylko raz.
Usiedli w kawiarni w centrum Warszawy.
Marcin wyglądał na wyczerpanego. W ciągu kilku tygodni wyraźnie schudł i przestał nosić drogi zegarek, którym wcześniej lubił się chwalić.
— Wynająłem mieszkanie — powiedział.
— To dobrze.
— Jest bardzo małe.
— Z czasem znajdziesz większe.
— Ciągle myślę o naszym domu.
— To minie.
— Dla mnie on zawsze był wspólny.
— Podczas małżeństwa był wspólną przestrzenią naszego życia. Prawnie zawsze pozostawał moją własnością.
— Nigdy nie czułem się tam jak obcy.
— Nie byłeś obcy.
— Dlaczego więc tak łatwo mnie wyrzuciłaś?
— Ponieważ sam przestałeś zachowywać się jak mój mąż.
Marcin spuścił wzrok.
— Rzeczywiście mówiłem Natalii, że dom jest mój.
— Wiem.
— Chciałem wyglądać przy niej na człowieka, który osiągnął więcej.
— Przy kobiecie, z którą planowałeś poważny związek?
— Ma wysokie wymagania.
— Postanowiłeś więc spełnić je za pomocą majątku, który należał do mnie.
Skrzywił się.
— Kiedy ty to opowiadasz, brzmi okropnie.
— Ponieważ dokładnie takie było.
— Nie spodziewałem się, że sprawy zajdą tak daleko.
— Przyprowadziłeś ją oglądać pokoje i wybierać meble.
— To był jej pomysł.
— Ale to ty otworzyłeś drzwi.
Marcin poprosił o jeszcze jedną szansę.