Marek zauważalnie się rozluźnił.
Prawdopodobnie uznał, że najważniejsza kwestia została załatwiona.
— W takim razie nie ma potrzeby zmieniać rozwodu w wojnę.
— Zgadzam się.
— Potrzebuję czasu, żeby znaleźć mieszkanie.
— Ile?
— Dwa miesiące.
— Masz siedem dni.
Spojrzał na nią gwałtownie.
— Mówisz poważnie?
— Całkowicie.
— Wciąż jestem twoim mężem.
— Na razie.
— Mieszkałem tu przez wiele lat.
— To nie daje ci prawa przyprowadzać kochanki i obiecywać jej mojej nieruchomości.
— Mam tutaj ubrania, sprzęt i część mebli.
— Zabierzesz wszystko, co do ciebie należy.
— A moje inwestycje?
— Przygotuj listę wydatków i dołącz dowody zapłaty. Prawnicy to omówią.
Marek wstał.
— Ty wszystko wcześniej zaplanowałaś.
— Czekałam tylko, aż sam pokażesz, jak daleko jesteś gotów się posunąć.
— Czyli od dawna wiedziałaś o Natalii?
— Wystarczająco długo.
— Dlaczego milczałaś?
— Chciałam sprawdzić, czy sam zdecydujesz się powiedzieć prawdę.
— I przez cały ten czas pozwalałaś mi…
Urwał.
— Pozwalałam ci kłamać? Radziłeś sobie z tym znakomicie bez mojej pomocy.
Marek zaczął nerwowo chodzić po gabinecie.
— Natalia nie odbiera ode mnie telefonu.
— To wasza prywatna sprawa.
— Ośmieszyłaś mnie.
— Sam przyprowadziłeś kochankę do domu żony i przedstawiłeś go jako swój. Ja jedynie wyjaśniłam, kto jest właścicielem.
— Dla ciebie papiery i nieruchomość są ważniejsze od rodziny.
— Rodziny nie było już na długo przed rozmową o własności.
Tej nocy Marek spał w pokoju gościnnym.
Rano wyszedł bez kawy.
Katarzyna zadzwoniła do ślusarza i umówiła wymianę wkładki w zamku na koniec tygodnia.
Nie zamierzała wymieniać drogich drzwi ani sprawnego mechanizmu. Wystarczyła nowa wkładka, po której stare klucze przestawały pasować.
Następnie zaczęła pakować rzeczy męża.
Nie robiła tego w gniewie.
Działała spokojnie, metodycznie i ostrożnie.
Ubrania składała w mocne kartony.
Elektronikę i dokumenty osobiste odkładała osobno.
Narzędzia Marka przechowywane w garażu wpisała na listę.
Rzeczy, których własność mogła stać się przedmiotem sporu, pozostawiła nietknięte.
Następnego dnia Marek napisał, że przez jakiś czas zatrzyma się u kolegi.
Katarzyna odpowiedziała, że do soboty wszystkie pudła będą gotowe.
— Naprawdę wyrzucasz mnie w ciągu tygodnia?
— Proszę, żebyś się wyprowadził po zdradzie i próbie rozporządzania moim majątkiem.
— Mogłaś dać mi więcej czasu.
— Ty również nie dałeś mi czasu przygotować się na wizytę Natalii.
W piątek Marek przyjechał po rzeczy z przyjacielem.
Wynosił kartony prawie bez słowa.
Kilka razy wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, ale za każdym razem rezygnował.
Gdy samochód był już pełny, zatrzymał się przy tarasie.
— Ten taras zbudowałem ja.
— Brałeś udział w jego budowie.
— Kiedyś byliśmy tutaj szczęśliwi.
— Tak, byliśmy.
— Czy to już nic dla ciebie nie znaczy?
— Znaczy. Ale przeszłość nie unieważnia tego, co zrobiłeś teraz.
— Mogłabyś dać mi jeszcze jedną szansę.
— Miałeś ją każdego wieczoru, kiedy wracałeś do domu i mogłeś powiedzieć prawdę.
— Bałem się.
— Że stracisz dom?
Nie odpowiedział.
Kiedy odjechał, przyjechał ślusarz i wymienił wkładkę.
Cała praca trwała niecałe dwadzieścia minut.
Katarzyna dostała komplet nowych kluczy, kilka razy sprawdziła drzwi i po raz pierwszy od wielu miesięcy poczuła prawdziwy spokój.
Marek nie mógł już wejść bez jej wiedzy.
W poniedziałek Katarzyna oficjalnie złożyła pozew o rozwód.
Od tej chwili mąż dzwonił niemal codziennie wieczorem.
Najpierw powtarzał, że majątek trzeba podzielić uczciwie.
Później znów mówił o swoich inwestycjach.
Po pewnym czasie zaczął przepraszać.
— Natalia mnie zostawiła — powiedział podczas jednej z rozmów.
— Przykro mi.
— Stwierdziła, że nie potrafi zaufać mężczyźnie, który kłamie w tak poważnych sprawach.
— To zrozumiałe.
— Cieszysz się?
— Nie.
— Nie wierzę.
— Jej decyzja nie ma ze mną nic wspólnego.
— Całe moje życie runęło w jeden dzień.
— Nie, Marku. Rozpadało się przez wiele miesięcy. Tego dnia po prostu zobaczyłeś skutki.
Wielokrotnie proponował spotkanie twarzą w twarz.
Katarzyna zgodziła się tylko raz.
Usiedli w kawiarni w centrum Warszawy.
Marek wyglądał na wyczerpanego.
W ciągu kilku tygodni wyraźnie schudł i nie nosił już drogiego zegarka, którym wcześniej lubił się chwalić.
— Wynająłem mieszkanie — powiedział.
— Dobrze.
— Jest bardzo małe.
— Z czasem znajdziesz większe.
— Bez przerwy myślę o naszym domu.
— To minie.
— Dla mnie zawsze był wspólny.
— Dopóki byliśmy małżeństwem, stanowił naszą wspólną przestrzeń życiową. Prawnie jednak pozostawał moją własnością.
— Nigdy nie czułem się tam obcy.
— Bo nie byłeś obcy.
— Dlaczego więc tak łatwo mnie wyrzuciłaś?
— Ponieważ sam przestałeś być moim mężem.
Marek opuścił głowę.
— Naprawdę mówiłem Natalii, że dom jest mój.
— Wiem.
— Chciałem wyglądać przy niej na bardziej spełnionego.
— Przy kobiecie, z którą planowałeś poważne życie?
— Ma wysokie wymagania.
— Postanowiłeś więc sprostać im kosztem rzeczy należących do mnie.
Skrzywił się boleśnie.
— Kiedy ty to mówisz, wszystko brzmi okropnie.
— Bo takie właśnie było.