„Jeśli teraz mnie pan nie wysłucha, jutro może być za późno” — przerażona gospodyni zdradziła starszemu mężowi prawdę o jego młodej żonie, zanim ta podała mu tajemniczą tabletkę

Po tych słowach wyszła.

Z Alicją zostaliśmy sami.

Zamknęła drzwi i przez chwilę milczała, jakby układała w głowie odpowiedź. Potem podeszła do mnie.

— Naprawdę uwierzyłeś tej kobiecie?

— Na razie nie wierzę nikomu.

— Misiu…

Położyła dłonie na moich ramionach. Dawniej ten gest natychmiast mnie uspokajał.

Tym razem nawet nie drgnąłem.

— Przecież wiesz, jak bardzo cię kocham.

Słowa, które kiedyś dawały mi ciepło, teraz zabrzmiały niemal wyuczonym tonem.

— Kim jest mężczyzna z parkingu?

Jej palce znieruchomiały.

— Jaki mężczyzna?

— Nie udawaj.

Alicja powoli cofnęła ręce.

— Czyli ona jeszcze mnie śledzi?

— Odpowiedz.

Podeszła do okna.

— To prawnik.

— Jak się nazywa?

— Szymon.

— Szymon kto?

Odwróciła się.

— Orłowski.

— Dlaczego spotykasz się z nim beze mnie?

— Bo przygotowuję dokumenty.

— Jakie dokumenty?

Westchnęła z irytacją.

— Michał, te same, o których rozmawialiśmy już setki razy. Spadek, pełnomocnictwa, twoje rachunki, firma. Ciągle wszystko przekładasz.

Brzmiało to rozsądnie.

Aż nazbyt rozsądnie.

— Jutro mam coś podpisać?

Alicja uśmiechnęła się.

— Tak.

— Co?

— Zwykłe pełnomocnictwo.

— Pokażesz mi je rano.

Jej uśmiech stał się napięty.

— Oczywiście.

Pocałowała mnie w policzek.

— Tylko nie pozwól, żeby obcy ludzie zniszczyli nasze małżeństwo.

Potem wyszła.

Odczekałem, aż jej kroki ucichną. Zamknąłem drzwi gabinetu na klucz.

Nagle przypomniałem sobie słowa córki, wypowiedziane jeszcze przed naszym ślubem:

— Tato, znasz ją zaledwie od kilku miesięcy.

Wtedy się na nią zezłościłem. Byłem przekonany, że dzieci po prostu nie potrafią zaakceptować faktu, iż ich stary ojciec znów jest szczęśliwy.

Otworzyłem notes i wielkimi literami zapisałem:

NICZEGO NIE PODPISYWAĆ.

Następnie podszedłem do sejfu.

Chciałem sprawdzić dokumenty.

Klucz miałem przy sobie. Kod znałem tylko ja.

Zamek puścił.

Przejrzałem kolejne teczki.

Nieruchomości.

Firma.

Polisy.

Testament…

Zamarłem.

Koperty nie było.

Chodziło o tę, w której przechowywałem kopię mojego ostatniego testamentu.

Jeszcze kilka godzin wcześniej dokładnie pamiętałem, że leżała w sejfie.

To oznaczało, że ktoś go otworzył.

Po raz pierwszy od wielu lat poczułem się bezradny we własnym domu.

Rozdział 3. Mężczyzna, którego miało nie być

Do rana niemal nie zmrużyłem oka.

Wciąż powracały do mnie te same zdania:

„Zostało kilka dni”.

„Po śniadaniu podpisze ostatni dokument”.

Zaginiony testament.

Nieznajomy przy Alicji.

Podejrzane papiery.

Około piątej nad ranem z dołu dobiegł mnie cichy hałas.

Usiadłem na łóżku.

Po chwili usłyszałem otwierane drzwi wejściowe.

Ktoś wszedł do domu.

Narzu­ciłem szlafrok i zszedłem na dół.

W holu stała Monika.

— Ty?

Drgnęła.

— Przepraszam.

— Co robisz tutaj o piątej rano?

— Ja…

Spuściła wzrok.

— Zapomniałam telefonu.

Spojrzałem na jej dłoń.

Telefon trzymała w ręce.

Monika ciężko westchnęła.

— Dobrze. Skłamałam.

— Po co przyszłaś?

W jej oczach pojawiły się łzy.

— Bo wczoraj nie powiedziałam panu wszystkiego.

Zrobiło mi się zimno.

— Dlaczego?

— Bałam się.

— Kogo?

Odpowiedziała tak cicho, że ledwie ją usłyszałem:

— Alicji.

Przeszliśmy do kuchni.

Monika wyjęła z torby kopertę.

— Znalazłam ją kilka dni temu.

W środku znajdował się wydruk z banku.

Przebiegłem wzrokiem po kolejnych wierszach. Najpierw nie rozumiałem, na co patrzę. Potem zobaczyłem kwotę.

Była zbyt wysoka, by uznać przelew za przypadek.

Nadawcą był jeden z moich rachunków.

Odbiorcą — Szymon Orłowski.

Ten sam mężczyzna ze zdjęcia.

— Co to jest?

— Nie wiem.

— Kim on jest?

Monika długo patrzyła mi w oczy, zanim w końcu powiedziała:

— Byłym mężem Alicji.

Potrzebowałem kilku sekund, żeby pojąć sens tych słów.

— Jakim byłym mężem?

— Szymon Orłowski był jej mężem.

— To niemożliwe.

— Dlaczego?

— Alicja nigdy nie była zamężna.

Monika pokręciła głową.

— Okłamała pana.

Serce zaczęło mi bić szybciej.

— Skąd wiesz?

— Widziałam kopię aktu małżeństwa.

Musiałem usiąść.

Kobieta, z którą żyłem od trzech lat, opowiadała mi, że przede mną miała jedynie kilka krótkich związków.

Żadnego męża.

Żadnego rozwodu.

A teraz nagle okazało się, że jej były mąż nie tylko istniał, ale również potajemnie się z nią spotykał.

Co więcej, na jego konto trafiały moje pieniądze.

— Dlaczego milczałaś?

Monika zakryła twarz dłońmi.

— Potrzebowałam tej pracy.

— To nie jest odpowiedź.

Spojrzała na mnie zapłakanymi oczami.

— Alicja pomagała mojej mamie.

— W jaki sposób?

— Mama ciężko zachorowała. Potrzebne były pieniądze na leczenie. Alicja się o tym dowiedziała.

— I co zrobiła?

Monika przez dłuższą chwilę nie potrafiła wypowiedzieć następnych słów.

— Zaproponowała, że opłaci leczenie, jeśli będę jej pomagać.

— W czym?

— Miałam pana obserwować.

Nie uwierzyłem.

— Co takiego?

— Powinnam była informować ją, kto do pana dzwoni, jakie listy pan dostaje, kiedy spotyka się pan z dziećmi, jakie leki pan przyjmuje i jakie dokumenty przynosi prawnik.

Zrobiło mi się niedobrze.

— Zgadzałaś się na to?

Monika spuściła głowę.

— Tak.

— Jak długo?

— Od kilku miesięcy.

Wstałem i odwróciłem się do okna.

Czułem obrzydzenie.

Do Alicji.

Do Moniki.