— Dziękuję, że mnie pan ostrzegł.
— Trzymaj się, Aniu. Jan jest po twojej stronie. Ja również.
Anna odłożyła słuchawkę i spojrzała na Pawła.
— Ojciec nie chce już z nim rozmawiać. Matka go usprawiedliwia, a Jan wreszcie powiedział mu wszystko, co od dawna nosił w sobie.
Paweł powoli skinął głową.

— Katarzyna też dziś do mnie dzwoniła. Płakała i prosiła, żebym wrócił. Odmówiłem. Wtedy natychmiast się uspokoiła i zapytała: „A mieszkanie zostanie moje?”.
— Co pan odpowiedział?
— Że kupiłem je przed ślubem, a dokumenty są już u adwokata. Po tych słowach zakończyła rozmowę. O syna nie zapytała. Interesowało ją wyłącznie mieszkanie.
Anna nalała Pawłowi herbaty. Siedzieli w cichej kuchni — dwoje ludzi oszukanych przez tych, którym najbardziej ufali — i pili z prostych białych filiżanek.
— Dziękuję za te dokumenty — powiedziała Anna. — I za to, że przyjechał pan osobiście i wszystko mi wyjaśnił.
— To pani pierwsza miała odwagę do mnie zadzwonić. Gdyby nie pani, być może do dziś nie znałbym prawdy.
Anna odstawiła filiżankę i rozejrzała się po kuchni. Wszystko było czyste i spokojne. Wreszcie nie musiała zastanawiać się, do kogo należał zapach perfum na koszuli męża.
— Jan powiedział mi niedawno coś bardzo prostego — odezwała się. — Zdradę trudno przeżyć. Ale jeszcze trudniej później wybaczyć sobie, że pozwoliło się komuś ją powtórzyć.

— Pani teść wiele zrozumiał przez te wszystkie lata.
— Tak. Szkoda, że jego syn nie chciał go słuchać.
Anna dopiła herbatę, zaniosła filiżankę do zlewu i ponownie otworzyła teczkę. Wśród wydruków znalazła wiadomość, którą Marek wysłał Katarzynie sześć dni wcześniej: „Nie martw się, mama wszystko załatwi. Anna niczego nie zrobi. Jest zbyt łagodna, żeby się przeciwstawić”.
Anna przeczytała te słowa na głos, a potem zamknęła teczkę.
— Zbyt łagodna — powiedziała cicho. — Niedługo przekona się, jak bardzo się pomylił.
Dwa tygodnie później Marek otrzyma dokumenty dotyczące sprawy cywilnej. Miesiąc później kierownictwo dowie się o jego korespondencji na temat fikcyjnych transakcji i pozbawi go stanowiska. Jeszcze miesiąc później Teresa zrozumie, że nie może już liczyć na pomoc byłego męża. Marek wynajmie małe mieszkanie na obrzeżach miasta i będzie rzadko odwiedzał matkę.
A Anna nadal będzie stała przy swoim kuchennym stole, mieszała cukier w herbacie — dwa obroty w prawo, dwa w lewo — i uśmiechała się do siebie. Słowa, że jest zbyt łagodna, by walczyć o siebie, od początku były kłamstwem. Po prostu wcześniej sama nie wiedziała, ile ma w sobie siły.