— Kamery nagrały wszystko. Za chwilę dowiemy się, kto grzebał w cudzych pieniądzach — powiedziała spokojnie Alicja, odkładając telefon na środku stołu.
Pokój nagle wydał się mniejszy.
Marcin znieruchomiał przy szafce z dokumentami. Teresa przestała nerwowo obracać w dłoniach pasek torebki. Klaudia zbyt szybko spojrzała na matkę.
Ten krótki gest powiedział Alicji więcej niż jakiekolwiek wyznanie. Wreszcie była pewna, że nie bez powodu zaprosiła do mieszkania rodzinę męża i przygotowała nagranie.
— Jakie kamery? — pierwsza odzyskała głos teściowa. — Czy ty całkiem oszalałaś? Założyłaś monitoring na własną rodzinę?
Alicja usiadła naprzeciwko niej i oparła dłonie na blacie.
— We własnym mieszkaniu próbowałam ustalić, dlaczego z mojego sejfu znikają pieniądze.
— Znowu ten sejf — mruknął Marcin, przecierając twarz. — Może sama przełożyłaś banknoty i zapomniałaś?
Alicja popatrzyła na męża uważnie.
Jeszcze kilka tygodni wcześniej zaczęłaby się tłumaczyć. Przyniosłaby notes, pokazała każdą zapisaną kwotę, ponownie przeliczyła gotówkę i próbowała udowodnić, że nie postradała zmysłów.
Ale miała już dość przekonywania człowieka, który słuchał jej tylko do chwili, gdy rozmowa dotyczyła jego bliskich.
— Niczego nie zapomniałam — odpowiedziała cicho. — Zaraz wszyscy się o tym przekonacie.
Klaudia uśmiechnęła się z udawaną pogardą, lecz kącik jej ust nerwowo drgnął.
— To włącz ten swój spektakl. Mam dość słuchania, jak robisz z nas złodziei.
— Dobrze. Obejrzyjmy nagranie.
Alicja dotknęła ekranu.
Jeszcze miesiąc wcześniej nie wyobrażała sobie, że pewnego dnia posadzi rodzinę męża przy własnym stole i pokaże jej film, na którym ktoś otwiera jej sejf.
Wszystko zaczęło się niemal niezauważalnie. Początkowo była zła przede wszystkim na siebie.
Pod koniec maja postanowiła sprawdzić pieniądze odłożone na leczenie matki.
Helena mieszkała w innej części miasta. Niedawno przeszła operację i potrzebowała regularnych badań, leków oraz pomocy przy codziennych obowiązkach.
Alicja nie lubiła przechowywać w domu dużych sum, dlatego większość pieniędzy znajdowała się na koncie. Pewną kwotę trzymała jednak w gotówce. Czasem za badanie trzeba było zapłacić od razu, czasem należało pilnie kupić lek niedostępny w zwykłej aptece albo przekazać opiekunce matki pieniądze na zakupy.
Każdy wydatek zapisywała w osobnym notesie.
Nie z chciwości.
Po prostu chciała mieć kontrolę nad czymś, od czego zależało zdrowie bliskiej osoby.
Niewielki sejf był wbudowany w dolną część szafy w gabinecie. Klucz leżał w szufladzie biurka, w zamykanym etui razem z pendrive’ami.
Alicja nie widziała potrzeby montowania zamka szyfrowego. Mieszkanie należało do niej, obcy prawie nigdy tu nie przychodzili, a rodzinie ufała.
Za pierwszym razem zniknęła niewielka suma.
Przeliczyła banknoty dwa razy, potem otworzyła notes i przesunęła palcem po równych linijkach.
Pieniądze powinny się zgadzać.
Niczego nie kupowała, nikomu nie pożyczała gotówki i od kilku dni nie otwierała właściwej koperty.
— Pewnie jestem zmęczona i się pomyliłam — szepnęła, zamykając sejf.
Wieczorem Marcin wrócił późno. Zjadł kolację i opowiedział, że jego matka prosiła, aby przyjechał w weekend, bo Klaudia znowu miała jakieś problemy.
Alicja słuchała jednym uchem. Myślami ciągle wracała do brakujących banknotów.
Kwota nie była na tyle wysoka, żeby natychmiast wszczynać alarm. Była jednak wystarczająca, by niepokój nie chciał zniknąć.
Tydzień później sytuacja się powtórzyła.
Tym razem zniknęło znacznie więcej.
Alicja siedziała na podłodze przy szafie, trzymając otwarty notes na kolanach. Z kuchni dochodził szum wody. Marcin mył kubek pozostawiony po ostatniej wizycie Teresy.
Teściowa przyszła w ciągu dnia. Przyniosła siatkę jabłek, wypiła herbatę, ponarzekała na sąsiadkę i długo chodziła po mieszkaniu. Tłumaczyła, że chce wybrać koc, o który zamierzała poprosić Alicję dla siebie na działkę.
Klaudia pojawiła się wieczorem, gdy Alicja była jeszcze w domu. Poprosiła o ładowarkę, a potem niespodziewanie zainteresowała się gabinetem.
— Masz tu jak w biurze dyrektora — powiedziała, oglądając biurko i szafki. — Wszystko leży na swoim miejscu. Aż strach czegokolwiek dotknąć.
Wtedy Alicja nie zwróciła uwagi na te słowa.
Teraz przypomniała je sobie i poczuła ukłucie niepokoju.
Klaudia od zawsze zachowywała się tak, jakby inni powinni trochę się dla niej przesunąć. Miała trzydzieści cztery lata, była głośna, efektowna i bez przerwy wpadała na nowy pomysł.
Raz chciała robić ręcznie biżuterię, innym razem prowadzić stronę o modzie, a później otworzyć z koleżanką mały sklep z ubraniami.
Każdy projekt zaczynał się od wielkich zapowiedzi i kończył po cichu. Niemal każdy potrzebował jednak pieniędzy, czasu i zaangażowania rodziny.
Marcin pomagał siostrze bez zbędnych pytań.
Woził ją po mieście, opłacał przesyłki, naprawiał laptop i pożyczał pieniądze „do przyszłego tygodnia”.
Alicja długo nie ingerowała. Potem zauważyła, że przyszły tydzień w życiu Klaudii nigdy nie nadchodzi.