„Nowe mieszkanie zapiszę na matkę, a ty nie masz tu nic do powiedzenia!” — powiedział mąż, nie podejrzewając, że tego samego dnia straci żonę, dom i całe swoje szczęście

— Marto, mogę przez jakiś czas u ciebie zostać? Dopóki nie uporządkuję spraw zawodowych i nie wynajmę czegoś własnego?

— Jasne! Kuba dostał się na studia i wyjechał, więc jego pokój stoi pusty. Zostań, ile potrzebujesz.

— Dziękuję.

Zofia mocno objęła siostrę.

— I wiesz co… Chyba jestem nawet odrobinę szczęśliwa.

— Szczęśliwa? Po tym wszystkim?

— Tak. Oczywiście się boję. Przede mną tyle niewiadomych. Ale jednocześnie czuję dziwną lekkość. Jakby ktoś wreszcie zdjął mi z ramion ogromny ciężar.

Wieczorem Zofia usiadła przy biurku w dawnym pokoju Kuby i zaczęła poprawiać swoje CV.

Projektantka konstrukcji.

Osiem lat doświadczenia zawodowego.

Dobra znajomość języka angielskiego.

Kiedy przeczytała gotowy tekst, po raz pierwszy od dawna poczuła w sobie pewność.

Naprawdę wiele potrafiła.

I mogła samodzielnie zapewnić sobie utrzymanie.

Około jedenastej wieczorem zadzwonił telefon.

Na ekranie pojawiło się imię Piotra.

— Zośka, gdzie ty się podziewasz? Mama już przyjechała i przywiozła wszystkie dokumenty…

— Jestem u Marty.

— Jak to u Marty? A kto teraz przygotuje mi kolację?

Zofia mimowolnie się uśmiechnęła.

Właśnie to obchodziło go najbardziej.

Nie jej uczucia.

Nie fakt, że odeszła.

Nawet nie widmo rozwodu.

Tylko to, że nie będzie miał gotowanego obiadu.

— Nie wiem, Piotr. Poproś mamę, żeby coś przygotowała.

— Zofio, przestań urządzać przedstawienie. Natychmiast wracaj do domu.

— To już nie jest mój dom — odpowiedziała spokojnie. — Dziś rano sam mi to wyjaśniłeś.

— Źle zrozumiałaś moje słowa.

— W takim razie wyjaśnij, co powinnam była zrozumieć. Że mam zamieszkać w mieszkaniu twojej matki jako darmowa pomoc domowa? Codziennie znosić jej uwagi i dziękować za pozwolenie na przebywanie pod jej dachem?

— Mama jest przecież dobrą kobietą…

— Twoja matka mnie nie znosi. I doskonale o tym wiesz.

Piotr zamilkł.

W tle dało się usłyszeć głos Haliny. Najwyraźniej podpowiadała synowi, co powinien powiedzieć.

— Posłuchaj — odezwał się Piotr ciszej — spotkajmy się jutro i spokojnie porozmawiajmy. Bez awantur.

— Nie mamy już o czym rozmawiać. Jutro składam wniosek o rozwód.

— Zośka, po co tak się spieszysz?

— Przez osiem lat nigdzie się nie spieszyłam. Teraz już wystarczy.

Zofia zakończyła rozmowę.

Dopiero wtedy zauważyła, że jej dłonie są zupełnie spokojne.

Ani śladu drżenia.

Następny poranek zaczął się od przyjemnego zapachu świeżych naleśników.

Marta stała przy kuchence i wesoło nuciła pod nosem.

— Dzień dobry, przyszła rozwódko! — przywitała żartobliwie siostrę.

— Jeszcze nie rozwódka — uśmiechnęła się Zofia. — Ale jestem już na dobrej drodze.

Przy śniadaniu zaczęły układać plany.

Zofia postanowiła wynająć niewielkie mieszkanie bliżej pracy, najlepiej w centralnej części miasta.

Chciała koniecznie zapisać się na francuski.

Wrócić do ćwiczeń.

A może nawet wreszcie przygarnąć kota, o którym marzyła od dawna.

— A co z dziećmi? — zapytała ostrożnie Marta.

Zofia przez chwilę nic nie mówiła.

— Wiesz, zrozumiałam coś ważnego. Przez te wszystkie lata nie marzyłam tylko o dziecku. Wyobrażałam sobie konkretnie naszą rodzinę z Piotrem. Chciałam mieć z nim dziecko. Może jednak mój organizm był mądrzejszy ode mnie.

— Czyli miałaś bardzo mądry organizm.

— Niezwykle mądry — roześmiała się Zofia. — Zobaczymy, co przyniesie życie. Może spotkam wartościowego człowieka i wtedy wszystko się ułoży.

W tej samej chwili ponownie zadzwonił telefon.

Tym razem na wyświetlaczu pojawiło się nazwisko Haliny.

— Odbierzesz? — zapytała Marta.

— Po co? — odpowiedziała spokojnie Zofia, odrzucając połączenie. — Nie mam jej nic do wyjaśnienia.

Teściowa nie zamierzała jednak rezygnować.

Dzwoniła raz za razem.

Po pięciu nieudanych próbach wysłała wiadomość:

„Zofio, przyjedź. Musimy porozmawiać normalnie, po ludzku”.

Zofia przez chwilę patrzyła na ekran.

— Wiesz co, jednak pojadę — powiedziała niespodziewanie. — Chcę usłyszeć, co ma mi do zaproponowania.

Halina otworzyła drzwi niemal natychmiast.

Wyglądała na dziwnie zagubioną.

Zofia przywykła widzieć ją jako kobietę władczą, kategoryczną i absolutnie przekonaną o własnej racji.

Teraz stała przed nią jakby zupełnie inna osoba.

— Wejdź — powiedziała cicho. — Napijesz się herbaty?

— Nie, dziękuję. Przejdźmy od razu do rozmowy.

Zofia pozostała w przedpokoju.

— Piotr powiedział, że chcesz się rozwieść.

— To prawda.

— Z powodu mieszkania?

Zofia uważnie przyjrzała się teściowej.

Wyglądało na to, że Halina naprawdę nie rozumiała, dlaczego podjęła taką decyzję.

— Pani Halino, proszę odpowiedzieć szczerze. Czy uważa pani, że jestem dobrą żoną dla swojego syna?

— No… — Kobieta zawahała się. — W zasadzie tak.

— Naprawdę? W takim razie dlaczego przez wszystkie osiem lat naszego małżeństwa dawała mi pani do zrozumienia, że Piotr zasługuje na kogoś lepszego?

— Nigdy niczego takiego nie mówiłam!

— Mówiła pani. I to nie raz. Nie podobało się pani, że za mało zarabiam. Krytykowała pani mój wygląd. Brak dzieci również stawał się pretekstem do kolejnych uwag. Naprawdę sądziła pani, że niczego nie zauważam?

Halina odwróciła wzrok.