Następnego dnia Wiktor napisał, że na razie zamieszka u kolegi.
„Do soboty wszystko będzie gotowe” — odpisała Magdalena.
— Naprawdę wyrzucasz mnie po tygodniu? — zapytał, kiedy zadzwonił.
— Proszę cię, żebyś wyprowadził się po zdradzie i próbie rozporządzania moim majątkiem.
— Mogłaś dać mi więcej czasu.
— Ty też nie dałeś mi czasu na przygotowanie się do wizyty Alicji.
W piątek Wiktor przyjechał z przyjacielem. Pudełka wynosili prawie w milczeniu. Kilka razy wyglądało, jakby chciał coś powiedzieć, ale za każdym razem rezygnował.
Kiedy wszystko było już załadowane, zatrzymał się przy tarasie.
— Ten taras budowałem ja.
— Pomagałeś przy jego budowie.
— Kiedyś byliśmy tu szczęśliwi.
— Byliśmy.
— Naprawdę nic to już dla ciebie nie znaczy?
— Znaczy. Ale przeszłość nie unieważnia teraźniejszości.
— Mogłaś mi wybaczyć.
— Każdego dnia, kiedy wracałeś do tego domu, miałeś możliwość powiedzenia prawdy.
— Bałem się.
— Utraty domu?
Wiktor nie odpowiedział.
Po jego wyjeździe ślusarz wymienił zamek. Zajęło mu to około dwudziestu minut. Magdalena odebrała nowe klucze, sprawdziła drzwi i po raz pierwszy od wielu miesięcy poczuła prawdziwy spokój.
Wiktor nie mógł już wejść bez jej zgody.
W poniedziałek oficjalnie rozpoczęła postępowanie rozwodowe.
Przez pewien czas mąż dzwonił niemal codziennie. Najpierw domagał się „uczciwego” podziału majątku. Potem znów wspominał o swoich nakładach. W końcu zaczął przepraszać.
— Alicja mnie zostawiła — powiedział pewnego dnia.
— Przykro mi.
— Stwierdziła, że nie może ufać mężczyźnie, który potrafi tak kłamać.
— Rozumiem ją.
— Cieszysz się?
— Nie.
— Nie wierzę.
— Jej decyzja nie ma ze mną nic wspólnego.
— W jeden dzień straciłem wszystko.
— Nie, Wiktorze. Niszczyłeś wszystko miesiącami. Tamtego dnia stało się to tylko widoczne.
Wielokrotnie proponował spotkanie. Magdalena zgodziła się tylko raz. Spotkali się w niewielkiej kawiarni w centrum.
Wiktor wyglądał na zmęczonego. Przez kilka tygodni schudł i nie nosił już drogiego zegarka, którym wcześniej tak się chwalił.
— Wynająłem mieszkanie — powiedział.
— To dobrze.
— Jest bardzo małe.
— Z czasem znajdziesz większe.
— Ciągle myślę o domu.
— Przestaniesz.
— Zawsze uważałem go za nasz.
— W codziennym sensie był wspólnym miejscem. Prawnie należał do mnie od początku.
— Nigdy nie czułem się tam jak gość.
— Bo nim nie byłeś.
— To dlaczego tak łatwo mnie wyrzuciłaś?
— Bo już dawno przestałeś być moim mężem.
Wiktor spuścił wzrok.
— Rzeczywiście mówiłem Alicji, że dom jest mój.
— Wiem.
— Chciałem wydawać się bardziej zamożny.
— Kobiecie, z którą zamierzałeś rozpocząć nowe życie?
— Ona miała wysokie wymagania.
— Więc postanowiłeś spełnić je za pomocą mojej własności.
Skrzywił się.
— Kiedy tak to przedstawiasz, brzmi okropnie.
— Bo dokładnie tak było.
— Nie sądziłem, że sprawy zajdą tak daleko.
— Przywiozłeś ją wybierać meble.
— To był jej pomysł.
— Ale to ty ją wpuściłeś.
Wiktor znów prosił, żeby do siebie wrócili. Twierdził, że z Alicją wszystko skończone, że zrozumiał swoje błędy i jest gotów na terapię małżeńską. Przysięgał, że już nigdy nie skłamie.
Magdalena słuchała spokojnie.
Pół roku wcześniej te słowa mogłyby wzbudzić w niej wątpliwości. Teraz było za późno.
— Dlaczego chcesz wrócić? — zapytała.
— Kocham cię.
— Czy może dlatego, że Alicja odeszła, a nowe mieszkanie jest za małe?
Wiktor zmarszczył brwi.
— Próbujesz mnie upokorzyć.
— Zadaję pytanie.
— Straciłem wszystko.
— Straciłeś dostęp do rzeczy, które nigdy nie należały do ciebie.
— Ten dom był ogromną częścią mojego życia.
— A mimo to chciałeś uczynić z niego część życia innej kobiety.
Od tej rozmowy kontaktowali się głównie przez prawników.
Rozwód przebiegł stosunkowo spokojnie. Wiktor próbował domagać się pieniędzy za taras i zagospodarowanie ogrodu. Magdalena nie zaprzeczała, że pokrył część kosztów. Miała jednak rachunki, przelewy i dokumenty.
Po dokładnym podliczeniu okazało się, że jego rzeczywiste nakłady były znacznie mniejsze, niż twierdził. Najważniejsze prace finansowała Magdalena, a część tego, co zrobił Wiktor, była zwykłą pomocą męża przy wspólnym życiu, nie inwestycją dającą prawo do połowy domu.
Ostatecznie uzgodniono rozsądną rekompensatę za kilka udokumentowanych zakupów. Na tym spór się zakończył.
Dom i działka zostały przy Magdalenie. Inny wynik nie był możliwy. Kupiła ziemię i zbudowała dom jeszcze przed poznaniem przyszłego męża.
Po rozwodzie budynek przez pewien czas wydawał się dziwnie pusty. Magdalena szczególnie odczuwała ciszę w miejscach, w których wcześniej rozbrzmiewał głos Wiktora. Z półki zniknął jego ulubiony kubek. W przedpokoju nie wisiała już kurtka. W garażu nie było narzędzi, a na tarasie nikt nie zostawiał gazet ani niedopitej kawy.
Nie udawała przed sobą, że nic nie boli. Spędziła z tym człowiekiem wiele lat. Kochała go i wierzyła, że mają wspólną przyszłość.
Zdrada nie wymazała dobrych wspomnień. Ale dobre chwile nie mogły usprawiedliwić kłamstwa.
Latem Magdalena znów zajęła się ogrodem. W miejscu starego schowka postawiła małą szklarnię, przesadziła hortensje i kupiła nowe krzesła na taras.