— Halinko — Krystyna odłożyła telefon. — Weszłam tam do wody po kolana, dokładnie tak jak kiedyś. Stałam i myślałam, że Andrzej śpi na leżaku, a obok przydałaby mi się jakaś przyjaciółka. Może pojedziemy razem wiosną? Tylko we dwie. Mój mąż niech zostanie w domu i pilnuje ogródka, i tak nie znosi słońca.
Mama roześmiała się i machnęła ręką.
— Krystyno, gdzie ja się będę wybierać? Przecież to kosztuje majątek. Pieniądze wyrzucone w błoto.
Wyjęłam z torby kopertę. Z Damianem przeznaczyliśmy na nią resztę pieniędzy odłożonych na lodówkę i dołożyliśmy jeszcze trochę. Położyłam ją mamie na kolanach, na kocu.
— Wiem, mamo. Pieniądze wyrzucone w błoto. Ale tym razem niczego nie będziemy skreślać.
W maju telefon zawibrował podczas zebrania w pracy. Zerknęłam na ekran i szybko wyszłam na korytarz, bo uśmiechu nie dało się już ukryć.
Na zdjęciu mama stała po kolana w turkusowej wodzie, unosząc kwiecistą spódnicę. Na głowie miała tę samą chustkę z wielbłądami. Nieco dalej, na brzegu, śmiała się Krystyna, trzymając w dłoniach dwa kubeczki lodów.

Chwilę później przyszła wiadomość. Mama pisała dokładnie tak, jak mówiła — bez jednej przecinki:
„Woda słona jak zalewa z moich ogórków ciepła Krystyna obiecała że jutro nauczy mnie nurkować nie martw się nie będę dzwonić bo drogo całuję”.
Jesienią, kiedy znowu przyjechaliśmy po ziemniaki, obok słoików z domowymi przetworami znalazłam w bagażniku jeszcze jeden, maleńki, po musztardzie. W środku były muszelki i odrobina piasku.
Na wieczku mama starannym pismem napisała:
„Na morzu byłam”.
Niebieska puszka ze słoniem stoi teraz na jej kuchennej półce, na widoku. Niedawno zajrzałam do środka i zobaczyłam nową kartkę w kratkę. Widniało na niej tylko jedno słowo, zakończone wykrzyknikiem:
„Znowu!”