— Aga, wszystko wydarzyło się zupełnie nagle. Kasię dzisiaj dosłownie wyrzucono z wynajmowanego mieszkania. Właścicielka odkryła, że nie mieszka tam sama, tylko razem z Michałem, chociaż w umowie nie było o tym ani słowa. Potem wyszło na jaw, że regularnie urządzali głośne spotkania, a sąsiadka kilka razy się skarżyła. W końcu właścicielka straciła cierpliwość i kazała im się wynosić. I naprawdę nie przesadzam — mieli spakować rzeczy i natychmiast opuścić lokal.
Wracając wieczorem do domu po wyjątkowo ciężkim i wyczerpującym dniu, Agnieszka miała już w głowie dokładny plan na resztę wieczoru. Chciała przygotować coś prostego do jedzenia, nalać sobie gorącej wody do wanny, a później obejrzeć lekki serial, przy którym nie trzeba za dużo myśleć. Marzyła tylko o ciszy. Tymczasem zaraz po przekroczeniu progu zauważyła w przedpokoju dwie pary obcych butów. Najwyraźniej Paweł znowu kogoś zaprosił i jak zwykle nie uznał za konieczne, żeby wcześniej ją uprzedzić.
W salonie, wygodnie rozłożeni na kanapie, siedzieli siostra Pawła, Katarzyna, oraz jej kolejny partner, Michał. Mężczyzna miał przewieszony przez ramię aparat fotograficzny i z zapałem coś opowiadał, gestykulując tak energicznie, jakby relacjonował niezwykle ważne wydarzenie. Kasia śmiała się głośno i jednocześnie przeglądała album leżący na jej kolanach. Samego Pawła nigdzie jednak nie było.
Agnieszka zatrzymała się w wejściu do pokoju.
— Kasia? Co ty tutaj robisz?
Śmiech ucichł natychmiast. Katarzyna drgnęła i spojrzała na szwagierkę z miną osoby przyłapanej na czymś, czego nie powinna robić.
— O, Aga, cześć! — odezwała się szybko. — Paweł nas zaprosił. Powiedział, że na pewno nie będziesz miała nic przeciwko.
Agnieszka zmarszczyła brwi. Nikt do niej nie dzwonił. Nikt nie wysłał nawet krótkiej wiadomości, że wieczorem mają się pojawić goście. Już miała zapytać, co właściwie się dzieje, kiedy usłyszała obracający się w zamku klucz. Chwilę później do mieszkania wszedł Paweł, objuczony dwoma dużymi torbami z zakupami.
— Jestem! — rzucił, łapiąc oddech. — W sklepie była taka kolejka, że myślałem, że oszaleję. Zanim wszystko znalazłem, zanim zapłaciłem… prawie godzinę mi zeszło.
Postawił torby na podłodze i dopiero wtedy spojrzał na żonę. Od razu zauważył jej napiętą twarz. Wystarczyło jedno spojrzenie, żeby zrozumiał, iż łatwa rozmowa go nie czeka.
— Aga, to naprawdę wyszło nagle — zaczął pospiesznie. — Kasię dzisiaj wyrzucono z wynajmowanego mieszkania. Właścicielka dowiedziała się, że mieszka tam nie tylko ona, ale też Michał, a przecież nie tak się umawiały. Do tego podobno urządzali imprezy, sąsiadka kilka razy zgłaszała hałas i w końcu kobieta miała dość. Kazała im się spakować i wyjść. Dosłownie z dnia na dzień zostali bez dachu nad głową.
Agnieszka przeniosła wzrok na Katarzynę. Ta tylko lekko wzruszyła ramionami, jakby wszystkie te wydarzenia były wynikiem fatalnego zbiegu okoliczności, a ona sama nie miała z nimi większego związku.
— Nie sądziliśmy, że właścicielka aż tak zareaguje — powiedziała Kasia. — Ale teraz naprawdę nie mamy dokąd pójść. Nie będziesz chyba miała nic przeciwko, jeśli z Michałem zostaniemy u was przez kilka dni?
— Kilka dni? — powtórzyła powoli Agnieszka.
Dopiero w tej chwili dotarło do niej ostatecznie, że cały wieczór, który planowała spędzić w ciszy, właśnie rozpada się na kawałki.
Przez moment nic nie mówiła. Starała się opanować irytację i nie wyrzucić z siebie wszystkiego, co w pierwszej chwili przyszło jej do głowy. W końcu odpowiedziała spokojnym, lecz stanowczym głosem:
— Dobrze. Ale naprawdę mówimy o kilku dniach. Bez imprez, bez hałasu i bez robienia z mieszkania pobojowiska. Nie zamierzam nikogo obsługiwać ani sprzątać za dorosłymi ludźmi.
— Jasne, Agusia, oczywiście! — zapewniła szybko Katarzyna. — Będziemy cichutko. Nawet nie zauważysz, że tutaj jesteśmy.
— Dziękuję — powiedział Paweł z wyraźną ulgą i objął żonę ramieniem.
— Postaramy się jak najszybciej znaleźć coś swojego — dorzuciła natychmiast Kasia.
Wyglądała przy tym na tak zadowoloną, jakby właśnie dostała pozwolenie na spontaniczne wakacje u przyjaciółki, a nie awaryjny nocleg po wyrzuceniu z mieszkania. Poderwała się z kanapy i poszła do kuchni rozpakowywać zakupy. Agnieszka westchnęła ciężko i ruszyła za nią.
Torby były wypchane po brzegi. Paweł kupił kilka puszek piwa, chipsy, pierogi, kurczaka, filet z indyka, makaron, dużą butelkę oranżady, warzywa oraz trochę owoców.
Katarzyna od razu wyciągnęła paczkę chipsów. Bez skrępowania ją rozerwała, usiadła przy stole i zaczęła głośno chrupać, jakby nie przyjechała prosić o pomoc, tylko zameldowała się w hotelu z pełnym wyżywieniem. Paweł i Michał zabrali po puszce piwa i wrócili do salonu. Po chwili z pokoju znów dobiegały ożywione rozmowy oraz wybuchy śmiechu.
Agnieszka została przy kuchence sama.
Bez większego zastanowienia wyjęła kurczaka i makaron. Około czterdziestu minut później postawiła na stole prosty obiadokolacyjny zestaw: podsmażone mięso i makaron. Nic wyszukanego, ale jedzenie było gorące, sycące i smaczne.