— Tak. Wiem.
— Nie miałeś prawa.
— Wiem.
— To dlaczego to zrobiłeś?
W jego oczach pojawiły się łzy.
— Bo ciągle czekałem na idealny moment. A może nie będzie już żadnego innego. Pozwoliłem mu przyjechać do hotelu, ale niczego mu nie obiecałem. Ani spotkania, ani poznania Leny. Niczego, dopóki ty i ona sami się nie zgodzicie.
— Powinieneś był powiedzieć mi o wszystkim, zanim wsiadł do samolotu.
— Tak.
Spojrzałam na Jerzego. Wciąż stał przy swoim stoliku i nie próbował się do nas zbliżyć.
— Jestem na ciebie wściekła.
— Masz pełne prawo.
— To, że go odnalazłeś, mogło wynikać z miłości — powiedziałam. — Ale nie miałeś prawa sprowadzać go tutaj bez mojej zgody.
Tomasz skinął głową.
— Masz rację.
W tej chwili za naszymi plecami rozległ się głos Leny.
— Dlaczego wszyscy tutaj szepczą?
Przy wejściu stała wózku, wciąż w piżamie. Obok niej znajdował się pracownik hotelu. Za nimi pojawiła się Danuta.
Tomasz natychmiast do niej podszedł.
— Powinnaś leżeć.
— Obudziłam się i nikogo nie było.
— Lena zadzwoniła do recepcji — wyjaśniła Danuta. — Wysłaliśmy do niej pracownika i pomógł jej zejść na dół.
Nie byłam jeszcze gotowa wybaczyć Tomaszowi. Nie byłam nawet gotowa spróbować zrozumieć jego decyzji.
Spojrzałam na taras.
Jerzy nadal stał przy swoim stoliku.
Ale teraz nie chodziło już o mnie i mojego męża.
Decyzja należała do Leny.
Wróciłyśmy do pokoju i usiadłyśmy obok siebie na łóżku. Podałam jej kopertę. W środku znajdowało się stare zdjęcie, na którym Jerzy stał obok dziesięcioletniego Pawła.
Wyjaśniłam córce, że na dole czeka ojciec jej biologicznego taty.
— To twój prawdziwy dziadek — powiedziałam. — Ma na imię Jerzy.
Lena długo przyglądała się fotografii. Przesunęła palcem po twarzy ojca.
— Ma takie same oczy jak ja.
— Chce mnie poznać?
— Tak.
— Bardzo?
— Bardzo.
Przez chwilę milczała.
— A ty chcesz, żebym się z nim spotkała?
Zmusiłam się, by odpowiedzieć całkowicie szczerze.
— Chcę, żebyś sama podjęła decyzję.
Lena spojrzała na Tomasza.
— To ty go tutaj sprowadziłeś?
Tomasz skinął głową.
— Powinienem był od razu powiedzieć wszystko twojej mamie.
Dziewczynka zastanawiała się przez chwilę.
— A on jest dobry?
— Wydaje mi się, że tak — odpowiedział Tomasz. — Ale nie jesteś mu nic winna.
Lena jeszcze raz popatrzyła na zdjęcie.
— Chcę go zobaczyć.
Jerzy wszedł do pokoju bez ogromnego bukietu, drogich prezentów i przygotowanej przemowy.
Trzymał tylko niewielką drewnianą pozytywkę.
Lena uniosła wieczko. Z wnętrza popłynęła cicha, prosta melodia.
— Należała do twojego taty — powiedział Jerzy.
— Jaki był, kiedy miał dziesięć lat?
Jerzy uśmiechnął się przez łzy.
— Uwielbiał naleśniki. Nie znosił wiązania sznurówek. Pewnego dnia postanowił zamieszkać z żabą w łazience.
Lena roześmiała się.
— I co się stało?
— Twoja babcia krzyczała tak głośno, że słyszał ją cały dom. Żaba uciekła, a potem znaleźliśmy ją w koszu na pranie.
Ta zwyczajna historia okazała się dla Leny cenniejsza niż jakakolwiek przygotowana mowa. Po raz pierwszy usłyszała o swoim ojcu coś małego, codziennego i prawdziwego.
Jerzy zaproponował, że opłaci zmianę naszych biletów i jeszcze jedną noc w hotelu. Pierwszym odruchem było odrzucenie jego pomocy, choćby z samej zasady.
Ale Lena zapytała, czy możemy jeszcze raz pojechać nad ocean.
Zadzwoniłam do doktor Kowalskiej. Kiedy potwierdziła, że stan córki jest wystarczająco stabilny i dodatkowy dzień nie powinien stanowić poważnego zagrożenia, Jerzy zmienił bilety i przedłużył nasz pobyt.
Na plaży szedł po jednej stronie wózka Leny, a Tomasz po drugiej.
Razem doprowadzili ją aż do linii wody.
Później stałam obok Jerzego, podczas gdy Lena odpoczywała pod parasolem.
Tym razem niewielka fala rzeczywiście dotknęła jej stóp.
Lena gwałtownie wciągnęła powietrze, a potem wybuchnęła śmiechem.
— Ale zimna!
Jerzy śmiał się razem z nią. Tomasz usiadł obok wózka i ukradkiem otarł oczy.
— Nadal jestem na ciebie zła — powiedziałam cicho, kiedy zostałam z Jerzym sama.
— Słusznie.
— Jeden dzień nie zwróci nam lat, które zostały stracone.
— Wiem.
— Ale Lena ma prawo wiedzieć, kim był Paweł.

Jerzy spojrzał na morze.
— Byłbym wdzięczny, gdybym mógł opowiedzieć jej wszystko, co o nim pamiętam.
Spojrzałam na Tomasza, który stał kawałek dalej.
Z tym, co zrobił, mieliśmy jeszcze porozmawiać. Ale ten dzień należał do Leny.
Tuż przed zachodem słońca poprosiła pracownika hotelu o zrobienie jeszcze jednego, ostatniego zdjęcia.
Ustawiliśmy się za jej wózkiem. Wszyscy byliśmy trochę spięci i nie wiedzieliśmy, co zrobić z rękami ani jak na siebie patrzeć.
Lena wskazała najpierw Tomasza, potem Jerzego, a na końcu mnie.
— Stańcie razem.

Zawahałam się.
— Proszę — dodała.
— Dlaczego wszyscy? — zapytałam.
Lena uśmiechnęła się łagodnie.
— Bo chcę, żeby na zdjęciu byli wszyscy, którzy przyjechali tu dla mnie.
Pracownik uniósł aparat.
I po raz pierwszy od bardzo dawna nikt z nas się nie sprzeciwił.