Krzyk ugrzązł jej gdzieś w gardle. Spojrzała na męża i teściową z nagłym, niemal nienaturalnym spokojem. Wściekłość zniknęła, a w jej miejsce przyszła lodowata jasność.
— Mieszkanie jest zapisane wyłącznie na mnie — powiedziała cicho, ale wyraźnie. — To ja decyduję, kto ma prawo tutaj mieszkać.
— Jak możesz?! — Piotr ruszył krok do przodu, czerwony ze złości. — Jestem twoim mężem!
— Już byłym — poprawiła go Katarzyna i podeszła do szafy.
Wyciągnęła dużą torbę sportową i zaczęła wkładać do niej rzeczy Teresy. Bluzki, szlafroki, spódnice — wszystko lądowało w środku bez układania i bez zastanowienia.
— Zwariowałaś?! — krzyknął Piotr. — Natychmiast przestań!
Katarzyna nie odpowiedziała. Wyciągnęła spod kanapy kapcie teściowej i wrzuciła je do torby. Teresa krążyła po pokoju, próbując wyjmować swoje rzeczy z powrotem.
— Kasiu, uspokój się! — jej głos drżał z oburzenia. — Przecież jesteśmy jedną rodziną!
— Rodziną? — Katarzyna odwróciła się gwałtownie. — Prawdziwa rodzina nie wyrzuca do śmieci czyichś zdjęć z dzieciństwa!
Teresa cofnęła się pod ścianę.
Piotr spróbował wyrwać żonie torbę, ale Katarzyna zrobiła unik.
— Moja matka przez całe życie poświęcała się dla dzieci! — wrzeszczał. — A ty wystawiasz ją za drzwi, jakby była obcą osobą!
— Przez pięć lat znosiłam wasz sposób traktowania mnie — Katarzyna zapięła wypchaną po brzegi torbę. — A przez ostatnie trzy miesiące bałam się normalnie przejść przez własne mieszkanie, żeby przypadkiem komuś nie przeszkodzić!
Potem poszła do sypialni po rzeczy męża. Koszule, dżinsy i swetry po kolei trafiały do drugiej torby. Piotr chodził za nią krok w krok.
— Opamiętaj się! — chwycił ją za rękę. — Gdzie my teraz pójdziemy?
— To już nie jest mój problem — Katarzyna wyswobodziła rękę. — Jedźcie do Michała.
— U Michała nie ma miejsca! — zawołała z salonu Teresa. — Oni mają małe dziecko!
— Za to tutaj mieszkam ja! — odpowiedziała Katarzyna, wychodząc z sypialni z dwiema pełnymi torbami.
Postawiła je przy drzwiach wejściowych. Potem wróciła po buty, kosmetyczkę Teresy i drobiazgi leżące na komodzie.
— Jeszcze będziesz żałować! — krzyczał Piotr, zakładając kurtkę. — Zostaniesz sama, a potem sama przyczołgasz się do mnie i będziesz błagać, żebym wrócił!
Katarzyna bez słowa otworzyła drzwi na oścież.
Teresa pochlipywała, wkładając ostatnie rzeczy do plastikowej torby.
— Kasiu, zastanów się jeszcze — powiedziała błagalnie. — Dokąd my teraz pójdziemy?
— Tam, gdzie mieszkaliście, zanim wprowadziliście się tutaj — odpowiedziała spokojnie Katarzyna.
Piotr chwycił swoją torbę i ruszył do wyjścia. Już na progu odwrócił się gwałtownie. Twarz miał wykrzywioną ze złości.

Teresa wyszła ostatnia, ciągnąc za sobą kilka reklamówek. Zatrzymała się jeszcze na półpiętrze i spojrzała na Katarzynę.
— Niewdzięczna! — krzyknęła na pożegnanie. — Przecież chcieliśmy tylko twojego dobra!
Katarzyna zamknęła drzwi.
Dwa razy przekręciła klucz i założyła łańcuch. Z klatki schodowej jeszcze przez jakiś czas dobiegały wzburzone głosy, ciężkie kroki i odgłos zamykających się drzwi windy.
A potem zapadła cisza.
Katarzyna stała oparta plecami o drzwi i słyszała już tylko własny oddech. Po raz pierwszy od wielu miesięcy telewizor nie grał zbyt głośno, a kanapa w salonie nie skrzypiała pod ciężarem teściowej.
Powoli przeszła do salonu.
Ustawiła kanapę tak, jak stała dawniej. Przesunęła telewizor z powrotem na jego miejsce, a potem przyniosła z balkonu wszystkie swoje rośliny. Jedną po drugiej układała doniczki na parapetach, jakby odzyskiwała kawałek po kawałku własne życie.

Na końcu usiadła na kanapie i ostrożnie wzięła do rąk uratowany album.
Zaczęła przewracać strony. Szkolny apel. Urodziny z pięcioma świeczkami na torcie. Przedszkolne przedstawienie.
I nagle się roześmiała.
Najpierw cicho, prawie bezgłośnie. Potem coraz głośniej. Śmiech po chwili przeszedł w pełne ulgi łkanie, a następnie znowu w śmiech.
Katarzyna płakała i śmiała się jednocześnie, mocno przyciskając stary album do piersi.
Jej dom znowu należał do niej.
Tylko do niej.