Na niektórych zdjęciach był też Marek. Wyglądał całkiem zwyczajnie.
Najważniejsze było jednak to, że Helena naprawdę promieniała.
Czwartego dnia zdjęcia nagle przestały przychodzić.
— Mama niczego dzisiaj nie wysłała — zauważył Paweł.
— Rano przecież do ciebie dzwoniła.
— Tylko przez sześć minut.
Spojrzałam na niego.
— Mierzysz czas jej rozmów?
— Nie.
Po pięciu nocach od naszego wyjazdu obudził mnie dzwonek telefonu. Była 00:47.
Po minie Pawła od razu zrozumiałam, że jednak dokładnie wiedział, jak długo trwały ostatnie rozmowy z matką.
Poprosiłam go wcześniej, żeby się nie nakręcał. Teraz jednak na ekranie zobaczyłam imię Heleny.
Paweł spał obok mnie, więc odebrałam najciszej, jak potrafiłam.
— Halo?
W słuchawce panowała cisza. Po chwili usłyszałam jej urywany oddech.
— To ja — wyszeptała.
Usiadłam na łóżku.
— Jesteś sama?
— Tak.
Spojrzałam na śpiącego męża.
— Paweł śpi. Co się stało?
Znowu zapadła cisza. W końcu Helena odezwała się tak cicho, że ledwie ją słyszałam:
— Natalio, proszę, pomóż mi stąd wyjechać.
Natychmiast wstałam.
— Gdzie jest Marek?
— Śpi.
— Zrobił ci krzywdę?
— Nie.
— Groził ci?
— Nie.
— Zamknął cię gdzieś?
— Nie.
— Odebrał ci pieniądze albo telefon?
— Nie.
Zawahałam się.
— W takim razie powiedz mi, co się dzieje.
Helena ciężko nabrała powietrza.
— Nie umiem tego dobrze wyjaśnić przez telefon.
— Heleno…
— Po prostu wiem, że nie chcę tu być, kiedy się obudzi i znowu zacznie przekonywać mnie, żebym nie wyjeżdżała.
To zmieniało wszystko.
— Nie pozwala ci fizycznie wyjść?
— Nie.
— Więc możesz spokojnie opuścić dom?
— Tak.
— Spakuj najpotrzebniejsze rzeczy. Wyjdź w miejsce, gdzie są ludzie, i wyślij mi adres.
— Natalio…
— Powiedz mi, gdzie jesteś.
W jej głosie było zakłopotanie, a pod nim coś jeszcze. Jakby sama nie była pewna, czy ma prawo po prostu odejść.
— Gdzie teraz jesteś?
— W łazience.
— Możesz wyjść z domu?
— Tak.
— To zrób to. Tylko nie budź Marka i nie wdawaj się w kolejną rozmowę.
Przez chwilę milczała.
— Chyba popełniłam błąd.
— To nie ma znaczenia.
— Chcę wrócić do domu.
— Wrócisz.
— Proszę, pomóż mi. I nie mów Pawłowi.
— Dobrze.
— Natalio, tylko nic mu nie mów.
— Jeśli grozi ci niebezpieczeństwo…
— Ja właściwie się go nie boję.
Właśnie ta odpowiedź sprawiła, że sytuacja stała się jeszcze trudniejsza.
Nie chodziło o ucieczkę przed przemocą. Helena potrzebowała kogoś, kto pomoże jej odejść, zanim sama zacznie wątpić w swoje prawo do tego.
O szóstej rano byłam już na lotnisku.
— Przylecę po ciebie — powiedziałam.
Helena rozpłakała się.
— Czuję się jak kompletna idiotka.
— Na poczucie się idiotką przyjdzie czas po śniadaniu.
Pawłowi zostawiłam wiadomość, że Helena potrzebuje mojej pomocy i wyjaśnię wszystko, kiedy zrozumiem, co właściwie się wydarzyło.
Po wylądowaniu wysłałam mu tylko krótkiego SMS-a:
„Jest bezpieczna. Zadzwonię, gdy dowiem się, co się stało”.
Helena czekała na mnie w małej kawiarni śniadaniowej, trzy ulice od domku Marka. Obok stolika stała jej walizka.
Wyglądała na wyczerpaną, ale nie na przestraszoną.
To było ważne.
Przytuliła mnie, a potem powiedziała:
— Nie jestem nawet pewna, czy Marek zrobił coś naprawdę złego.
Usiadłam naprzeciwko niej.
— Opowiedz mi, dlaczego wyszłaś.
Objęła filiżankę obiema dłońmi.
— Pierwszy dzień był cudowny. Przygotowaliśmy razem kolację, spacerowaliśmy po plaży, a potem Marek otworzył butelkę wina i powiedział, że od wielu lat nie śmiał się tak jak tego wieczoru.
— Brzmi pięknie.
— Następnego dnia zaczął mówić o Bożym Narodzeniu. Zapytał, gdzie chciałabym spędzić święta — u niego czy u siebie.
— Co mu odpowiedziałaś?
— Uznałam, że po prostu podtrzymuje rozmowę.
Helena spuściła wzrok.
— Później zabrał mnie na przejażdżkę po okolicy. Pokazał mi mały, niebieski dom.
— I co powiedział?
— Coś w rodzaju: „Taki dom idealnie pasowałby do nas w przyszłym sezonie”.
— Do nas?
— Właśnie.
Próbowała się uśmiechnąć, jakby chciała obrócić to w żart. Marek jednak nie żartował.
Wieczorem kelner w restauracji zapytał, czy przyjechali razem na wakacje.
Marek uśmiechnął się i odpowiedział:
— Moja dziewczyna jeszcze nie rozumie, że powinna zostać ze mną trochę dłużej.
Helena zacisnęła palce na filiżance.
— Znałam go krócej niż tydzień — powiedziała.
— Co odpowiedziałaś?
— Nic.
— Dlaczego?
— Bo wszyscy wokół się uśmiechali.
Następnego ranka Marek zaczął przeglądać strony z ofertami wynajmu nieruchomości. Pytał, czy Helena wolałaby mieszkanie z dwiema sypialniami, czy może z trzema.
Potem rzucił, że w przyszłości mogłaby sprzedać swój dom, bo utrzymywanie dwóch mieszkań „nie miałoby sensu”.
— Powiedział, że tylko wybiega myślami naprzód — wyjaśniła.
Uniosłam brwi.
— Naprawdę użył słów „w przyszłości”?
— Powiedział, że po prostu lubi planować.
— A ty?
Helena spojrzała na mnie zmęczonym wzrokiem.
— Zaczęłam zastanawiać się, jak najszybciej dostać się na lotnisko.
Tego wieczoru powiedziała Markowi, że resztę wyjazdu chce spędzić w hotelu.
On jednak nie uznał tego za wystarczający powód.
Nie krzyczał. Nie groził. Po prostu odmawiał przyjęcia do wiadomości, że jej pragnienie wyjazdu samo w sobie jest dostatecznym wyjaśnieniem.